6 dobrych wibracji – w trakcie testów :)

Dopadło mnie ostatnio zdecydowanie za dużo wszystkiego.
Pracy, wrażeń, emocji, spraw do załatwienia.
Złapałam się na tym, że tkwię w takim koszmarnie niewygodnym przyczajeniu. Jakby metalowe obręcze ściskały mi klatkę piersiową i nie pozwalały oddychać w pełni swobodnie. Jakby ktoś nagle kazał mi chodzić na palcach, uważać na każdym kroku i dusić w sobie emocje.

A przecież ja nie lubię niczego w sobie dusić

Nie umiem. Duszenie w sobie czegokolwiek prowadzi do wrzenia i nieuniknionego wybuchu. A ja nie lubię wybuchać. Nie chcę!
Od lat szukam w życiu harmonii, spokoju i zgody. Zakładam, że to proces, który się nigdy nie skończy – to szukanie. Nie da się (chyba?) znaleźć sposobu na ZEN i już w nim trwale zostać, bo okoliczności zmieniają się ciągle.
Ale widzę już, że idzie mi coraz lepiej, coraz szybciej, coraz sprawniej. Lata wprawy, a teraz jeszcze większa determinacja, a przede wszystkim coraz większa świadomość.

I tak testuję sobie ostatnio przeróżne sposoby na ZEN. Jest ich na pewno więcej, a ja jestem w fazie testowej – robię wszystko na raz i sprawdzam, co działa na mnie najlepiej. Ale z przyjemnością się z Tobą tym podzielę. Bo w sumie czemu nie. Ludzie mi mówią ostatnio, że czuć ode mnie dobrą energię… Może to działa? Może spróbuj i Ty?

  1. Wieczorne spotkania z przyjaciółmi – domowe, bezpieczne, ciepłe. Jak łatwo zapomnieć, ile przyjemności jest w takim zwykłym spędzaniu czasu razem. Bez knajp. Bez pośpiechu. Bez planu. Bez kelnera, barmana, tłumu ludzi i rachunku na koniec. Można coś ugotować, coś obejrzeć, rozmawiać na 5 tematów jednocześnie. Nic nie trzeba. Takie relacje lubię najbardziej.
  2. Rozmowy z ludźmi, z którymi nie rozmawiałam od lat. Pewnie to naprawdę jest tak, że nasza energia krąży w powietrzu i świat nam czasem sam z siebie daje to, czego nam potrzeba. A u mnie ostatnio stare znajomości nieco zaniedbane wypływają jakoś tak same z siebie. Właśnie wtedy, kiedy najbardziej są potrzebne. Lubię. Lubię to bardzo, że mogę z kimś nie gadać kilka lat, a potem rozmawiać jakby nigdy nic. Mam to od zawsze i chcę mieć.
  3. Spacery. Z kimś albo samotnie. Staram się w swoim zabieganiu znaleźć czas na to, żeby chodzić. Nawet jeśli to spacer z jednej pracy do drugiej… Bez planu. Bez okazji. Przy okazji nawet powiedziałabym. Wiosna temu sprzyja. Zamiast 4 przystanków tramwajem wybieram drogą na piechotę. Zamiast najkrótszej trasy – tę bardziej interesującą. Nawet jeśli miałabym się zmęczyć.
  4. Kreatywne warsztaty. O dziwo – prowadząc swoje warsztaty zapragnęłam także uczestniczyć w innych. Nie miałam tego wcześniej. Uważałam, że nie umiem tworzyć w towarzystwie. Ale zmieniam zdanie – bo to nie tylko okazja, żeby się nauczyć czegoś nowego, ale także bardzo dobry czas dla siebie – spędzony z innymi ludźmi – ciekawymi, interesującymi, kreatywnymi. To rozmowy. To wymiana doświadczeń. Tak, jak prowadzenie warsztatów nakręca mnie mega adrenaliną i cudownym poczuciem spełnienia, tak tworzenie pod czyjąś „kontrolą” przyniosło mi wyciszenie, spokój i rozmruczaną przyjemnie duszę. Za to wielkie dzięki za ostatnie warsztaty u Mirelli i Doroty. Było cudnie.
  5. Wdzięczność. Staram się nauczyć wdzięczności i skupienia na dniu dzisiejszym. Codziennie zapisuję sobie, co dobrego przyniósł dzień i jakie wyciągam z tego wnioski. Czasem błądzę, ale szybko wracam na dobry tor. I wyobraź sobie, że właśnie teraz dokładnie – w trakcie pisania tego punktu wydarzyło się coś cudownego i już się nie mogę doczekać wręcz tego wieczornego spisywania dobrych emocji. Tak ot. Grupowa rozmowa, zwykłe pytanie co tam u kogo i nagle bach jedno skojarzenie, wywołuje drugie, coś rzucone między wierszami okazuje się być ważne. I tak to. Dobra wymiana energii. Uwielbiam!
  6. Czytałam gdzieś ostatnio o takim procesie, że się człowiek stara wyzbyć złych myśli (trochę się to łączy z punktem poprzednim). Przez 10 dni – każdą negatywną myśl staram się przemienić w pozytywną – mam na to minutę. Jeśli się nie uda – licznik dni zeruję i zaczynam od początku. Cóż… Po pierwszych kilku dniach z umiarkowanymi sukcesami – wczoraj totalna porażka. Bardzo trudny dzień w pracy. Bardzo dużo trudnych emocji. Zniechęcenie. Więc dziś znów dzień 1. Ale wiesz co? Zauważyłam, że zaczyna już działać pewien automat – gdy tylko pojawia się zła myśl – potrafię się natychmiast automatycznie w środku „rozpromienić”. Trochę na siłę póki co oczywiście – ale chodzi o to, że to działa! Szalenie mi się to spodobało. Będę eksperymentować dalej.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

6 dobrych wibracji – w trakcie testów :)
  • Witaj.
    Zobacz jak życie różnie ludzi doświadcza. Jeden ma za dużo na głowie, choć sam sobie często wybrał takie życie. Inny ma na głowie bardzo mało, choć chciałby mieć więcej ale przeszłość tak na niego wpłynęła i teraz ciężko wyzbyć się tego udogodnienia.
    Ja niestety duszę w sobie wszystko.
    Aby zrobić choć coś z moim życiem, ubarwć je, zacząłem szukać czegoś.
    Zaczęło się od rękodzieła. Następnie tańca, czyli Zumby i wciąż szukam nowych rzeczy dzięki którym czuje się lepiej.

    W przeciwieństwie do Ciebie, nie pracuję nad sobą, a było by nad czym popracować 🙂

    Znowu poruszył mnie twój tekst 🙂

    Pozdrawiam serdecznie <3

    • Marku! Bardzo dziękuję za te słowa 🙂
      Wierz mi – ja mam tendencje do zamartwiania się, duszenia w sobie i odpuszczania. I właśnie dlatego z uporem maniaka staram się pracować nad sobą – coraz intensywniej i coraz bardziej skutecznie. Świetnie, że szukasz nowych barw w życiu – na mnie to zawsze dobrze działa 🙂
      Trzymam kciuki.

  • jeśli mogę podpowiedzieć, co do tych negatywnych myśli – co mówią badania, nie da się ich zablokować- spróbuj nie myśleć o różowym słoniu 😉 ale to co mi przychodzi do głowy, jako sprawdzona metoda, zapisywać codziennie minimum trzy rzeczy, które mi się udały, albo za które jestem wdzięczna, wtedy umysł powoli przeprogramujemy na zauważanie pozytywnych rzeczy, których tyle wokoło (wiosna) niestety to wymaga wysiłku i czasu, ponieważ nasz mózg ewoluował nie po to, byśmy byli szczęśliwi, tylko po to byśmy przetrwali (stosuje więc strategię: dmuchaj na zimne i wyłapuje łatwiej negatywy, zagrożenia itp, bardzo to było skuteczne jak żyliśmy w jaskini, dzisiaj już gorzej) – cudowna praca mojej ulubionej scraperki 🙂 ściskam wiosennie!!! a tutaj dziennik do pobrania http://bit.ly/2o1dYos

    • Dzięki, Vivian 🙂
      (dziennik fajny – pomyślałam, że mogę go sobie przerobić na trochę bardziej „swoją” wersję i będzie pomocnym uzupełnieniem moich wieczornych zapisków 😉 )
      A co do negatywnych myśli – nie mam problemu z tym, że się pojawiają i myślę, że to nieuniknione. Natomiast chcę pracować nad tym, żeby się w nie zbytnio nie zagłębiać, nie pozwalać im wpływać zbytnio na mój nastrój, nie wpadać w obsesje na ich punkcie. Stąd próby przemiany ich w coś pozytywnego. Typu (bardzo banalny przykład) – wychodzę rano z domu i jest brzydko i deszcz pada, to po chwili zniechęcenia myślę sobie, jak to dobrze, że wrzuciłam do torebki parasol i że jak siedzę w biurze to pogoda za oknem przecież i tak nie ma większego znaczenia, więc nadal to jest dobry dzień 🙂

      Dokładnie właśnie chodzi mi o „przeprogramowanie” na dostrzeganie plusów bardziej niż minusów. Niby to robię od lat, ale teraz bardziej skrupulatnie i często z faktycznym zapisywaniem, a nie tylko myśleniem o nich 🙂
      Wydaje mi się że działa 😀

  • Małgorzata Metryka

    Oj Aniu, ten tekst jest tak pozytywnie naładowany, taka energia z niego buzuje, że sam jest świetnym sposobem na uspokojenie i pozytywne nastawienie się.
    Pisz pisz pisz! A ja sobie poczytam 🙂
    Każdy z tych podpunktów ma coś w sobie, ja osobiście nie każdy mam możliwość realizować, ale tak szczerze, mam pewne „zwyczaje”, które pomagają smutek czy też zmęczenie zamienić na uśmiech i energetycznego kopa w tyłek – tylko nigdy ich tak nie analizowałam i dopiero jak to przeczytałam to zdałam sobie z tego sprawę 🙂
    Pozdrawiam Cię ciepło!

    • Gosiu! :*
      Postaram się pisać, pisać, pisać i dzielić się dobrą energią jeszcze bardziej.
      A co do naszych sposobów na małe radości, to jestem pewna, że każdy ma swoje 🙂 Tylko czasem o nich zapominamy i dlatego właśnie warto czasem o nich gadać. Tak mi się wydaje. Bo mnie na przykład bardzo często inspiruje do pozytywnych zmian to, że gdzieś coś pozytywnego przeczytam, czy usłyszę. A z drugiej strony z kolei bardzo łatwo ulegam też negatywnym wpływom i w otoczeniu ludzi, którzy ciągle narzekają, zaczynam gasnąć. Tym bardziej więc – potrzebuję sposobów na szukanie w sobie słońca 🙂

      • Małgorzata Metryka

        Dlatego musisz przyjechać do Katowic – pogadamy!

  • Pingback: „be you, bravely” – tutorial z tagiem – anai.pl()