Zardzewiały domek

Moja głowa pulsuje od wrażeń! Wróciłam właśnie z urlopu, który spokojnie można nazwać (kolejną) przygodą życia. Świat jeszcze się nieco kręci, a podłoga lekko wibruje. Wczorajsza podróż zajęła 21 godzin – z tego prawie 10 w samolocie… To mój pierwszy raz z tak długim byciem w drodze. Więcej na ten temat znajdziecie w ostatnich postach i zapisanych relacjach na moim instagramie. A tymczasem chciałam wrócić do kilku twórczych prac, które powstały jeszcze przed wyjazdem.
Na początek zardzewiały (no powiedzmy – solidnie podrdzewiały) domek – inspiracja dla Artistiko. Btw. czy widzieliście już nowe kolekcje Artistiko? W tym także papiery? Jeszcze nie dotykałam ich osobiście, ale moja paczka jest już w drodze i mam nadzieję lada dzień więcej Wam o nich opowiedzieć.
Sięgnęłam tu po bazę domek, dodałam wzory za pomocą masek, zabarwiłam i pobawiłam się efektem rdzy (uwielbiam! i za każdym razem kombinuję z jego stworzeniem trochę inaczej). Następnie ułożyłam kilkuwarstwową kompozycję z elementów z hdf-u, metalowych dodatków, drucików itp. Wszystkie je poddałam wcześniej jakiejś obróbce – malowałam farbami, patynowałam, przecierałam, dodałam trochę błyszczącego wosku – moje prace zwykle składają się z dużej ilości mocno dopieszczanych detali, które możecie zobaczyć na zbliżeniach. Na koniec dodałam małą ramkę z retro zdjęciem.

Uwielbiam połączenie turkusu i rdzy! Uważam, że te kolory są dla siebie wręcz stworzone! Uwielbiam do nich wracać…

Listę wykorzystanych produktów Artistiko znajdziecie oczywiście na ich blogu.

Czytaj dalej „Zardzewiały domek”
Zardzewiały domek

Highlight – wyzwanie More Than Words

W tym roku pośród innych przygód i rozrywek, które sobie zaplanowałam – jest między innymi taka, że dołączyłam do Design Teamu bloga wyzwaniowego More Than Words. Była to decyzja bardzo spontaniczna i dyktowana porywem serca i bardzo się z tego cieszę, bo prawda jest taka, że zwykle rezygnuję z takich pomysłów zanim się jeszcze dobrze rozkręcą w mojej głowie – staram się bowiem realnie patrzeć na swoje możliwości czasowe. Ale porywy serca mają to do siebie, że czasem wykraczają poza rozsądek, a mnie z kolei bardzo urzekła wizja takiej współpracy bardzo skupionej na kreatywności, na zabawie słowami, skojarzeniami, wyzwaniami.

Pierwsze wyzwanie w tym roku to hasło „Highlight” (atrakcja, ważne wydarzenie, wyróżnienie, podkreślenie) i kolory zachodzącego słońca. Można zgłaszać różnego rodzaju prace – oprócz prac małych czyli tagów, kartek, atc i tym podobnych (dla nich będzie osobne facebookowe mini-wyzwanie). Czyli wszelkiego rodzaju scrapy, art journalowe wpisy, blejtramy i inne mixed-mediowe prace są jak najbardziej mile widziane. Samo słowo „highlight” nie musi się pojawiać w pracy, natomiast ważne jest, by było główną myślą przewodnią i skojarzeniem.

Czytaj dalej „Highlight – wyzwanie More Than Words”
Highlight – wyzwanie More Than Words

Tabliczki z przesłaniem

Z rzeczy, których być może o mnie nie wiecie – uwielbiam poznawać różne nowe produkty i techniki, natomiast często najpierw poznaję je oglądając filmiki w internecie, czytając, szukając, „robiąc doktorat” – jak mawia mój Ukochany. Bardzo często na tych poszukiwaniach się kończy. Mam świadomość, że doba ma tylko 24 godziny, mieszkanie nie ma ścian z gumy, a ja już i tak mam całkiem sporo pracy i zajęć dodatkowych. Staram się nie rzucać na rzeczy, które zainteresują mnie na chwilę, a później będą leżały niewykorzystane.

Czasem natomiast zdarza się tak, że taki „zapomniany” produkt czy technika powróci do mnie nagle i spontanicznie zdecyduję się jednak spróbować. Tak stało się na przykład z medium do pouringu. Z dużą fascynacją obejrzałam w necie setki filmików, na których ludzie zalewali płótna różnymi farbami – tworząc w ten sposób ciekawe abstrakcyjne wzory. Oglądałam porównania różnych produktów, różne techniki, różne efekty końcowe. Ale zawsze przerażał mnie bałagan, który temu wylewaniu towarzyszył. Jakieś duże konstrukcje, wanienki wręcz, farba ściekająca wszędzie – no i właśnie – duża ilość zmarnowanej farby… Odłożyłam ten pomysł na półkę z etykietką „fajne | nie teraz | może kiedyś”.
Ale – podczas niedawnej wycieczki do Berlina szwendałam się trochę po sklepach z materiałami artystycznymi (Cudownie było odwiedzić sklepy wielkości niemalże naszych sklepów budowlanych, których półki wypełnione były przeróżnymi rodzajami materiałów artystycznych…), przeglądałam różne produkty i nagle wpadło mi do koszyka medium do pouringu i – mimo że naprawdę próbowałam sobie wytłumaczyć, że nie ma sensu zagłębianie się w kolejną technikę – jakoś nie chciało z tego koszyka wyskoczyć.

W zeszły weekend przyszedł czas na eksperymenty! Przygotowałam sobie miejsce do pracy, sporo tabliczek z hdf-u od Artistiko (są duże, płaskie, sztywne i dobrze znoszą pracę z mediami, co tutaj było dość kluczowe – farby schły wiele godzin), wymieszałam farby i rozpoczęłam zabawę.
Ach! Wciągająca bardzo jest to technika. Najgorsze jest to, że jak się zacznie, to trudno przestać… Poniżej mniej więcej połowa z moich eksperymentów z jednego popołudnia…
Gdy farba wyschła i moje abstrakcyjne tabliczki były gotowe, dodałam już tylko proste czarne napisy – na tak bogatym tle nie chciałam już zbytnio kombinować ze skomplikowanym zdobieniem, czy warstwowymi ozdobami. Efekt jest ciekawy i coś czuję, że nie jest to moje ostatnie zdanie w tym temacie.

Czytaj dalej „Tabliczki z przesłaniem”
Tabliczki z przesłaniem

Kolażowe „bombki” całoroczne

Uffff… chyba już pora powoli wracać do codzienności!
Przyznać muszę, że czas świąteczno-noworoczno-urlopowy bardzo mnie rozstroił i nie do końca już wiem jaki mamy rok, miesiąc, dzień tygodnia…
Ale – kreatywnie czuję takie miłe buzowanie w duszy. Muszę przyznać, że codzienne sięganie po art-journal bardzo mi w tym pomaga. Świadomość, że codziennie coś robię przy moim twórczym biureczku – nawet jeśli poświęcam na to dosłownie 15 minut – bardzo dobrze działa na moją wenę i chęć tworzenia.

Dziś chciałam jeszcze na chwilę wrócić do pracy wykonanej tuż przed tym szalonym świątecznym okresem. Sięgnęłam po bazy bombki z hdf-u (od Artistiko oczywiście!) i postanowiłam coś na nich wyczarować. A że głowę miałam pełną codziennych art-journalowych wrażeń, to tym razem moja wena powędrowała w podobnym kierunku i w bombkach wyczarowałam sobie bardzo kolażowe tło, które jest na tyle niezobowiązujące, że te bombki spokojnie mogą wisieć nad moim biurkiem cały rok.
Oprócz aspektów wizualnych – skupiłam się tutaj także (niemal nieświadomie) na takim małym podsumowaniu całego zeszłego roku – ze szczególnym uwzględnieniem grudnia, który był miesiącem głębszego skupiania się na wnętrzu. Są tu więc zaszyte różne małe klucze-symbole, które bardzo mi się z tym zeszłym rokiem i grudniem kojarzą. M.in. pewien minimalizm, brak gotowych rozwiązań, odręczne pisanie i rysowanie, kropki kropeczki, papiery barwione płytkami żelowymi, nowe kredki, które kupiłam sobie w prezencie za wytrwanie w codziennym journalowym wyzwaniu (pierwotnie założyłam 20 dni, ale weszło mi w krew i chyba zostanie na dłużej), wymarzona maszyna do pisania, w końcu wykończenie woskiem – technika, która kiedyś gościła u mnie często, potem ją trochę porzuciłam, a ostatnio wróciła do mnie naturalnie po tym, jak przy okazji robienia naturalnych świec – kupiłam nowe zapasy wosku. I… jeszcze trochę takich ukrytych znaczeń i skojarzeń by się tam znalazło.
No więc – są to ważne i bardzo osobiste „bombki” – wypełnione całą masą przemyślanych wspomnień. Taka dobra wróżba na nowy rok!

Czytaj dalej „Kolażowe „bombki” całoroczne”
Kolażowe „bombki” całoroczne

12 ulubionych

Ha! Nie da się ukryć – zaczął się nowy rok. A ten poprzedni nie był łatwy, oj nie… Zaczął się hardcore’owo od problemów ze zdrowiem i tak w sumie sobie już trwał w problemach przerzucając tylko środek ciężkości w różne obszary. Prawda jest taka, że dokopał mi ten rok wyjątkowo mocno i gdzieś tam nawet zaczęły we mnie kiełkować myśli typu „no !@#@!#! i co jeszcze?!”. Problemów ze zdrowiem było mnóstwo, ale też prześladował mnie jakiś taki durny pech – wakacji było mało, a jak coś miałam zaplanowane, to albo strajk linii lotniczych, albo przechorowanie połowy wyjazdu w hotelowym łóżku… Były różne plany, które nie wychodziły, były komplikacje na różnych polach, były frustracje, obawy, niepewność i najzwyczajniejszy strach. Zdecydowanie moja cierpliwość i siła były w tym roku wystawiane na wiele prób.

Ale mimo wszystko (a może właśnie dlatego? na przekór?) był to także rok mocno pozytywny – większość problemów udało się rozwiązać, pojawiły się jakieś nowe opcje, nowe możliwości, nowe plany. Były miłe chwile, wzruszenia, dobrzy ludzie. Cudowne wyjazdy we dwoje! Wycofałam się trochę i bardziej skupiałam na wnętrzu, ale dzięki temu mam teraz większą ochotę na otwieranie się na ludzi.

Przede wszystkim sporo się także wydarzyło we mnie, jeśli chodzi o podejście do tworzenia. I choć prawdopodobnie tworzyłam mniej (nie licząc art journala w ostatnich miesiącach roku, bo ten faktycznie stał się nawykiem i już drugi miesiąc wypełniam go sumiennie codziennie!), to dbałam o to, żeby były to prace bardziej wartościowe. Przemyślane, dopieszczane, najczęściej także czasochłonne. W tym roku częściej niż kiedykolwiek wcześniej tworzyłam swoje prace etapami i bardzo mi to pasuje.

Pomyślałam sobie zatem, że skoro nowy rok i wszyscy robią podsumowania, to ja też wybiorę – 12 moich ulubionych prac z zeszłego roku. Niekoniecznie jedną z każdego miesiąca, choć w sumie mniej więcej tak się to układało. Kolejność chronologiczna. Lubię je wszystkie i przede wszystkim, gdy patrzę na nie, to widzę jakąś drogę, jakiś proces, który zachodził we mnie przez cały rok. Dziś bardziej niż kiedykolwiek wiem, co jest dla mnie w tworzeniu ważne i w co chcę wkładać swoją energię, ale także – co mi to daje. To bardzo ważne przemyślenia!

  1. Mixed-mediowa zawieszka na ścianę. Poszalałam tu z mediami i specjalnie przekopałam kartony w hali garażowej, żeby znaleźć dawno zapomniane mgiełki – kiedyś obowiązkowy element wszystkich moich prac.

2. Minimalistyczne tabliczki. Chwila oddechu od skomplikowanych wielowarstwowych elementów.

3. Albumik z ręcznie robionymi tłami. Bardzo mnie w tym roku ciągnęło do tworzenia swoich własnych papierów – spontanicznych, unikalnych, niepowtarzalnych. Tendencja ta utrzymuje się do dziś, a nawet przybiera na sile.

4. Mixed-mediowy blejtram na pierwszy Polski YouTube Hop. Jego tworzenie sprawiło mi wiele radości i nadal uważam, że jest fajny. A sama zabawa z YouTube Hop była wspaniałą przygodą.

Czytaj dalej „12 ulubionych”
12 ulubionych

Grudzień codziennie [4-7]

O moim grudniowym art journalu już pisałam tutaj. Mamy dzień 16-ty, a ja codziennie robię nowy wpis. I mam ich już szesnaście. Niesamowite jest to dla mnie – osoby, która z systematycznością ma problem ogromny. Zwłaszcza w grudniu, gdy przecież zawsze tyle innych rzeczy jest jeszcze do zrobienia! Nawet na dwudniowe wyjazdowe szkolenie zabrałam ze sobą journal i dłubałam w hotelu. Nie są to może strony najpiękniejsze, czy najbardziej dopracowane, ale właśnie wcale nie muszą takie być. Prawda jest taka, że jeśli będę miała w danym dniu ochotę napisać jedno słowo na środku kartki i nic więcej… to też jest jak najbardziej ok.

Dziś strony z dni 4-7. Za każdym wpisem stoi jakaś historia, jakaś myśl, jakieś wspomnienie. I to jest właśnie najlepsze.

Czytaj dalej „Grudzień codziennie [4-7]”
Grudzień codziennie [4-7]

23 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny – vol. 4

Od czterech lat mam taki zwyczaj, że w grudniu przygotowuję sobie bardzo szczególną listę. 23 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny.
(Poprzednie „edycje” są tu: 1 | 2 | 3 ).
Nie inaczej jest w tym roku, choć przyznam szczerze, że stworzenie tegorocznej listy sprawiło mi jakby więcej problemów. Być może coraz mniej jest rzeczy, które „chcę” czy „potrzebuję”. Być może staram się kupować na bieżąco te rzeczy wymarzone. A być może starałam się nie zrobić listy składającej się głównie z produktów arytystyczno-rękodzielniczych… No ale w końcu się udało!
Lista ta ma kilka zastosowań. Po pierwsze pozwala mi ułożyć sobie w głowie i spisać rzeczy, które faktycznie mi się jakoś marzą. Po drugie pozwala mi uniknąć pytań od krewnych i znajomych na temat tego, co chciałabym otrzymać. A okazji jest w grudniu sporo, bo oprócz urodzin (23 grudnia – jak co roku!) są jeszcze święta i mikołajki (no dobra, te już w tym roku za nami). Po trzecie wiele razy już się zdarzało, że ktoś do mnie pisał, że podsunęłam fajny pomysł i to też jest bardzo miłe. Nie ukrywam, że lista jest bardzo subiektywna i pisana absolutnie pode mnie, ale to nie znaczy, że nie można się nią zainspirować!
Ja co roku mam mega wielką radość, gdy faktycznie trafiają do mnie rzeczy z tej listy, a nie ukrywam też, że zdarza mi się w styczniu, już po świątecznym szaleństwie dokupić jeszcze rzeczy z listy tak po prostu – sama dla siebie. Bo sobie prezenty też warto robić, pamiętajcie!

No dobra. To zaczynamy:

Czytaj dalej „23 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny – vol. 4”
23 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny – vol. 4

Grudzień codziennie

Niektórzy z Was pewnie już znają tę historię, jak to nigdy w życiu nie udało mi się zrobić grudniownika / december daily – jak zwał tak zwał. Chodzi generalnie o taki album grudniowy, w którym umieszcza się codziennie coś – że zdjęcia, jakieś przepisy, taka pamiątka z przygotowań do świąt. Próbowałam kilka razy. Nigdy nie doszłam dalej niż do 07.12…
Potem wymyśliłam sobie nieco inną wersję – codziennie jedno grudniowe zdjęcie na instagramie. Robiłam to przez trzy lata – wychodziło i było całkiem miło. Dodatkowo były też różne odpowiednie cytaty pod zdjęciami i piosenka na każdy dzień – powstały z tego nawet playlisty [ 1 | 2 | 3 ], które nadal lubię. Ale w zeszłym roku już odpuściłam. Już nie miałam zapału.

Grudzień jest dla mnie zawsze szczególnym miesiącem. Mniej ze względu na święta, choć doceniam klimat, atmosferę, światełka i miłe chwile z bliskimi. Bardziej ze względu na urodziny! Jak się człowiek rodzi dzień przed Wigilią, to niestety bywa tak, że nie bardzo jest kiedy te urodziny świętować i niewiele osób o nich pamięta. Tym bardziej docenia się tych, co i owszem! I tym bardziej ma się ochotę jakoś sobie ten urodzinowy miesiąc celebrować.

Ale prawda jest taka, że nie miałam w tym roku jakiegoś szczególnego planu. Nie planowałam też żadnych codziennych aktywności związanych z tym celebrowaniem. Aż tu nagle…

Ostatnio opowiadałam już trochę o art journalu, który znów stał mi się bliski. Były to raczej takie chwilowe zrywy – w miarę możliwości i chęci. To się jednak trochę zmieniło w momencie, gdy wzięłam kurs w kursie „Day by day” – skupiającym się przede wszystkim na wyrobieniu sobie nawyku codziennego art journalowania. Muszę tu przy okazji zdradzić, że ja nie jestem najlepsza we wszelkiego rodzaju kursach, wyzwaniach itp. Zwykle oglądam z zainteresowaniem, przyswajam, ale na realizację brakuje mi czasu. Cóż… W tym przypadku bardzo mi zależało, miałam postanowienie i się bardzo postarałam. Troszkę może nawet kosztem innych rzeczy, ale nad tym jeszcze nadal pracuję, żeby znaleźć równowagę. Przez 15 dni kursu (a nawet trochę dłużej, bo zaczęłam się rozkręcać już wcześniej) codziennie robiłam wpis w art journalu. O tym może jeszcze bliżej niedługo opowiem i może coś tam nawet pokażę, ale dziś chciałabym się skupić na tym, co było dalej.

Kurs „Day by day” zakończył się 29.11, ale już 01.12 rozpoczął się darmowy „Kasia’s Advent Calendar 2019” – również prowadzony przez Kasię Avery i również skupiony na codziennym art journalowaniu – przez 24 dni grudnia – aż do świąt. I tak, jak w zeszłym roku oglądałam go z zaciekawieniem, ale absolutnie nie udało mi się go wcielić w życie, tak teraz postanowiłam sobie mocno i działam. Zrobiłam sobie nowy mały albumik i codziennie dodaję nowy wpis. Cóż – na razie 3 dni. I te wpisy są naprawdę proste – żadne tam super hiper wypasione, warstwowe kompozycje. Za to są takie prosto z serca.
Ale zdradzę tylko, że żeby mieć czas na tę chwilę tylko dla siebie, a jednocześnie nie rezygnować z innych aktywności – wstaję godzinę wcześniej. I to jest w moim przypadku poważna sprawa! Zobaczymy, jak mi pójdzie dalej. Trzymajcie kciuki!

Czytaj dalej „Grudzień codziennie”
Grudzień codziennie

O teksturach i bombkach

Niedawno, w pewną sobotę spacerowałam z Ukochanym po plaży. Listopadowa plaża – zwłaszcza poza Trójmiastem – ma wiele zalet. W tym taką, że prawie nie ma na niej ludzi. I było to cudowne przedpołudnie – zwłaszcza że mój Ukochany jest tak przemiłym człowiekiem, że jak mu mówię nagle, że mam potrzebę zbierania na tej plaży kamyków i wymoczonych w morzu patyków, to on nie tylko nie puka się w głowę, ale jeszcze zbiera te patyki i kamyki ze mną. I to jeszcze wybiera takie, żeby różnorodnie było! A jak wracamy potem do samochodu przez las, a mnie nagle dopada wena na widok drzewa, a obie ręce mam zajęte, bo przecież trzymam w nich dwa miliony patyków, to jeszcze taki kochany jest, że mi zrobi zdjęcia kory drzewa ku inspiracji na przyszłość.

Ja potem oczywiście o tych zdjęciach zapominam, ale samą korę mam w głowie. A potem myślę o szyszkach. I o skorupkach orzechów włoskich. I tak mi się te piękne tekstury mieszają w głowie, że gdy zasiadam do mojego twórczego biureczka i robię sobie takie bombki na bazach z hdf, co mają takie ramki dokoła, które aż się proszą o dodanie im tekstury, to potem te ich ramki mają teksturę nie wiadomo do końca czego. Ale wygląda to coś całkiem fajnie! Wiadomo za to, że wymagały wielu godzin kombinowania, nakładania kolejnych warstw, malowania, przecierania, zabarwiania, ponownego malowania itp.

Bombki są trzy – na bazach z Artistiko. Lubię je bardzo i bardzo jestem zadowolona z tego połączenia czerwieni, złota i takiego „surowego”, inspirowanego naturą obramowania.

Czytaj dalej „O teksturach i bombkach”
O teksturach i bombkach