Archiwum kategorii 'Prywatnie'
5 rzeczy, które odmieniły moje życie… oraz Koty!
Takie oto wyzwanie rzuciła mi ostatnio Tusia… hmmm wolałabym chyba zrobić tajemniczego scrapa na ten temat niż pisać ;) Jakoś tak się składa, że wydarzenia negatywne, dramatyczne i smutne mają (moim zdaniem) o wiele bardziej intensywny wpływy na nasze życie i rozwój, niż wydarzenia radosne. Z drugiej zaś strony ograniczenie się do jedynie pięciu rzeczy wydaje mi się zadaniem strasznie karkołomnym… bo jak niby mam zadecydować, co odmieniło moje życie bardziej, a co mniej? Które 5 rzeczy jest warte wspomnienia o nich, bez jednoczesnego nadmiernego odsłaniania się???
Pozwolę sobie zatem odpowiedzieć jednym tchem i bez nadmiernych uzasadnień, za co z góry przepraszam :)
- idiotyczna choroba – zmaganie się z własnymi słabościami, nowe spojrzenie na świat i otoczenie, rozwój.
- koncert Myslovitz – 11.08.2007 ;)
- film “Mulholland Drive” – a raczej wyjście na niego do kina. Punkt zwrotny, który wiele zmienił. Niekoniecznie na lepsze :/
- internet – z całym swym bogactwem – wiedzy, informacji, zdjęć, tutoriali, ciekawych ludzi…
- zeszłoroczne lato – osobiste dramaty i odrodzenie ;)
Oczywiście takich punktów zwrotnych w moim życiu była cała masa. Zwłaszcza, że należę do osób, które lubią doszukiwać się “znaczenia” :) Ale to opowieści na zupełnie inny czas i miejsce…
Za to chętnie się dowiem, jakie 5 rzeczy, które odmieniły ich życie wymienią koleżanki:
- Bea
- Kamilcia_W
- UHK
A dalej w podobnym temacie – hmmm moje życie po raz kolejny zmieniło się 10 dni temu.
Zaczęło się od tego, że w czwartek 29.07 ustaliliśmy po raz kolejny, że z adopcją kota musimy jeszcze poczekać.
Natomiast w piątek rano przypadkiem na facebooku kliknęłam w linka od Ani Grunwald i trafiłam na ogłoszenia Pomorskiego Kociego Domu Tymczasowego.
Wieczorem było już wiadomo, że w sobotę rano pojedziemy po Zenka. Kupiliśmy wyprawkę, wysprzątaliśmy mieszkanie, zaopatrzyliśmy lodówkę…
A w sobotę na miejscu okazało się, że w zasadzie to Zenek ma jeszcze najlepszego kumpla i hmm… szkoda ich rozdzielać.
I tak w naszym domu zamieszkali Leo (mleko z cynamonem) i Zen (mleko z pieprzem i solą) :)
Dwa różne charaktery. Dwa różne sposoby bycia. Dwa słodkie kociaki, które się ganiają, gryzą, myją wzajemnie i czasem nawet razem śpią :) Cudownie jest obserwować jak powoli się oswajają, jak rosną, jak wytwarzają sobie nowe zwyczaje. Wiem już, że faktycznie dwa koty to zupełnie inna historia niż jeden kot. Ale też o dziwo – dwa wymagają mniej zainteresowania ze strony człowieka – zajmują się same sobą. Zawsze mają towarzystwo do zabawy i może też dzięki temu wcale tak dużo nie broją.
Uwaga – koci budyń! Dużo zdjęć, a z czasem pewnie będzie jeszcze więcej… :)
Kiedy zabieraliśmy Leosia i Zenka w ich poprzednim miejscu zamieszkania było jeszcze 10 równie rozkosznych kociaków… Jeśli więc mieszkacie w Trójmieście lub okolicach i marzycie o tym, żeby do snu kołysało Was miarowe mruczenie, a rano rozbudzało kocie ocieranie o nogi i pomiaukiwanie w stylu “szybciej szybciej, fajna jesteś, ale daj mi w końcu śniadanko!”… jeśli macie szansę i ochotę dać nowy dom jakiemuś biednemu kociakowi, albo znacie kogoś, kto może i chce – to polecam bardzo PKDT lub kontakt ze mną, a ja już pokieruję gdzie trzeba ;)
Kociaki potrafią być szalenie wdzięczne!
A my osobiście baaaardzo dziękujemy Marlenie, że zaufała nam i pozwoliła zaadoptować nasze kociaki, oraz za wszelką pomoc i porady, których nam udzieliła później!
Komentarze (9)Portret kobiecy
Zmieniać się, żeby tylko nic się nie zmieniło.
To łatwe, niemożliwe, trudne, warte próby.
Oczy ma, jeśli trzeba, raz modre, raz szare,
Czarne, wesołe, bez powodu pełne łez.
Śpi z nim jak pierwsza z brzegu, jedyna na świecie.
Urodzi mu czworo dzieci, żadnych dzieci, jedno.
Naiwna, ale najlepiej doradzi.
Słaba, ale udźwignie.
Nie ma głowy na karku, to będzie ją miała.
Czyta Jaspera i pisma kobiece.
Nie wie po co ta śrubka i zbuduje most.
Młoda, jak zwykle młoda, ciągle jeszcze młoda.
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.
Dziś tylko tyle, aż tyle, póki co :) Robię robię, nie mam zdjęć, nie zdążam notorycznie.
Kręcę loki i z brawurą wchodzę w życiowe zakręty. Nie o tym ten blog, ale z drugiej strony przecież i o mnie, więc w zasadzie dlaczego nie? ;)
Muzycznie? Muzycznie jest tak:
Komentarze (6)Who’s bad?
Przepadłam w czasoprzestrzeni ewidentnie. Ale już jestem jestem, noworoczne postanowienia poprawy zostały pomyślane, z realizacją jak zwykle gorzej, ale oczywiście, że dam radę :)
Po pierwsze – wśród osób, które zostawiły komentarze pod poprzednia notką wylosowałam Betty Boop i to do niej trafi zawieszka. Bardzo się z tego cieszę. Skontaktuję się mailowo :)
A teraz coś nowego – pierwsza praca tego roku to wynik nocnej weny sprzed dwóch dni. Znów art-piaskownica i lift, który w zasadzie już się u mnie pojawił kilka miesięcy temu – o tutaj. Tym razem w nowym kobiecym wcieleniu. Już zapakowany w ramkę wisi u mnie na ścianie :) rozmiar ten sam – 23×23 cm, układ ten sam, a jakoś tak chyba ciut inaczej?
Co do materiałów – baza to papier dcwv z serii “old world”, wycinane elementy na pewno basic grey oraz jakis stary zapomniany papier nieznanego pochodzenia :) perełki, kryształki, konturówki 3d, oraz dużo dużo migoczących drobinek perfect pearls, których oczywiście nie widać na zdjęciach :>
Ciekawostka – wykorzystałam dwa ususzone listki róży – pozostałość po urodzinowym bukiecie. Taki to mój “smaczek” :)
Święta były miłe i spokojne, w Nowy Rok weszłam z szerokim uśmiechem na twarzy. Miałam ponad tydzień wolnego, który wykorzystałam na małe przemeblowanie i nadrobienie zaległości serialowych i towarzyskich ;) Były też przeróżne zawirowania i tworzenie nowego imidżu na okazję Sylwestra. Kicz-party okazało się rewelacyjnym pomysłem, a ja w końcu mogłam bez kompleksów pokazać światu swoje uwielbienie do ozdóbek, świecidełek, pierdółek, brokatu i stylu gwizadek muzyki pop. uzupełnieniem stroju była dżinsowa katanka (obowiązkowy element lat 80-tych, prawda?), która nie załapała się na ani jedno zdjęcie. A może szkoda, bo trochę ją przyozdobiłam za pomocą perłowej farbki i różnokolorowych brokatów w kleju ;) Od tego czasu w zasadzie codziennie chciałabym nosić tiulową spódniczkę i brokatowe loki i niech Karola mówi do mnie “Dodusiu” ;) Zdaje się, że powinnam zmienić branżę na bardziej, hmmm, rozrywkową ;)
A muzycznie było na przykład tak:
Wszystkiego najlepszego w nowym roku, kochani! :)
Komentarze (14)W spodniach czy w sukience?
Na notkę scrapową trzeba będzie jeszcze troszkę poczekać, ale przysięgam, że nie próżnuję ;)
Póki co – wspomnienie wczorajszego koncertu. Nie od dziś wiadomo, że baaaaaardzo lubię Anię Dąbrowską. Każda jej płyta kojarzy mi się z ważnym czasem w moim życiu, każda kojarzy mi się z innym mężczyzną… Pamiętam kiedy po raz pierwszy słuchałam tej ostatniej – szłam sobie ulicą i myślałam, że te teksty troszkę mniej trafiają do osób szczęśliwie zakochanych, ale jeśli nie daj Boże kiedyś będę nieszczęśliwa, to pewnie poczuję ją w pełni. No cóż :) Poczułam ją bardziej niż bym chciała ;)
Nie zmienia to faktu, że koncertów Trójmieście nie odpuszczam. Tak było i tym razem.
Cieszę się, że ten koncert był trochę inny niż poprzednie, na których byłam. Dużo coverów, trochę piosenek, których do tej pory na koncertach nie było słychać, ciut inne aranżacje. Powiew świeżości, który pozwolił mi też nie wracać zbytnio pamięcią do poprzednich koncertów :)
Zdecydowanie lubię koncerty w gdyńskim klubie “Ucho”. I choć moje ulubione miejsce widokowe, które upatrzyłyśmy sobie z Magdą dawno temu, tym razem było objęte rezerwacją, to poradziłam sobie i tak. Mój nowy aparat przeżył swój pierwszy koncertowy raz, choć wymagało to ode mnie nieeleganckiego wspinania sie po przedmiotach niekoniecznie przeznaczonych do chodzenia po nich ;) A teraz po raz kolejny w życiu chłonę wiedzę i spędzam godziny na obróbce zdjęć. Dzisiejsze efekty cieszą mnie znacznie bardziej niż na przykład wczorajsze, ale kto wie co będzie jutro ;) Muszę tylko napisać do Mikołaja list z prośbą o wydłużenie doby do 48 godzin – wtedy może będzie jeszcze szansa na wyspanie się ;)
Poniżej kilka zdjęć z wczorajszego koncertu. Więcej zdjęć na flickrze. Cała seria również w mojej nowej galerii. Zapraszam :)
Notka muzyczna nie może obejść sie bez muzyki – zatem piosenka, która rozpoczęła wczorajszy koncert:
A jako bonus piosenka ze specjalną dedykacją dla mojej Karolki :*
Komentarze (6)A Ty kim dla mnie mógłbyś być? ;)
Kolejne wyzwanie tematyczne z craftowa kazało mi się zmierzyć z tematem “Anioł”.
To ważna dla mnie praca. Jestem bardzo zadowolona ze zdjęcia, które w niej wykorzystałam (mojego skromnego autorstwa ;) ), mniej z samej pracy (ale to u mnie normalne). Natomiast kiedy tylko dostałam wytyczne do tej w zasadzie jeszcze sierpniowej zabawy, to od razu wiedziałam o kim będzie ten scrap…
Wykorzystany cytat brzmi “Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały, jak latać…”. Trzeba coś dodawać?
Ja wierzę, że czasem ludzie spotykają się po coś. I jakkolwiek infantylnie i górnolotnie może to zabrzmieć – choć naprawdę wielu osobom wdzięczna jestem za to, że były, że wpierały słowem, gestem i uczynkiem, to jednak wiem, że gdyby nie s. to dużo dużo więcej czasu potrzebowałabym na to, żeby posklejać te kawałki siebie, które – nie oszukujmy się – cały czas sklejam. I choć staram się być ostrożna ze słowem “przyjaźń”, to w głębi duszy myślę sobie, że takie znajomości są szalenie ważne i warto je utrzymywać. Mam tylko nadzieję, że udaje mi się choć odrobinę odwdzięczyć za to, że znów zaczęłam się uśmiechać :)
Scrap przygotowany jest również na najnowsze wyzwanie kolorystyczne art-piaskownicy. No i jest oczywiście mocno zainspirowany tą pracą Tary Anderson. :)
Cóż więcej mogę powiedzieć? Dziękuję Pati i Kamili za sobotę, za papiery, przyklejane perełki i slice’a :) i za wszystkie te chwile wakacyjne, kiedy bardzo mnie wspierały :)
A s. dziękuję za wszystko – za te wakacje, za znajomość z innej galaktyki, za muzykę, za gitarę, za drągala, za to, że zaczęłam znów robić zdjęcia inne niż tylko scrapowych wytworów i wiele wiele innych rzeczy, oraz za to, że wierzy, że dzisiejsza pogoda w Trójmieście to moja sprawka ;)
haha, oskarowe podziękowania mi wyszły ;)
Komentarze (15)
























