Archiwum kategorii 'Notesy'
Nie liczę godzin i lat…
Wstydliwa prawda jest taka, że jestem beznadziejna w planowaniu. Dawno już odkryłam, że kiedy zaczynam coś planować, to potem zazwyczaj życie płata mi figle i niespodziewane wydarzenia zmuszają mnie do gruntownej zmiany planów. Tak więc podchodzę do życia raczej spontanicznie. Zdaję się na swój instynkt i refleks i wiele rzeczy robię na ostatnią chwilę… niestety. Ma to oczywiście swój specyficzny urok. W moim osobistym odczuciu ma to pewien związek z czasami dzieciństwa, kiedy to zdarzało się, że w sobotę rano budził mnie tata i oznajmiał, że jedziemy na wycieczkę. Na przykład do Warszawy… albo gdzieś nad morze (bo Gdańsk nie leży nad morzem, wiadomo). Możliwe więc, że skłonność do spontanicznych zrywów (zamiast rozsądnego i odpowiedzialnego planowania) mam po prostu w genach. Do dziś jestem skłonna podejmować tego typu decyzje na kilka godzin przed wyjazdem, a najlepsze imprezy to takie, których się nikt nie spodziewał ;)
Co roku (gdzieś w okolicach końca grudnia) postanawiam sobie poprawę i próbuję się zmotywować do choćby częściowego ogarnięcia swojego wolnego czasu – oczywiście za sprawą kalendarza… Czy muszę dodawać, że zapał kończy mi się gdzieś w połowie stycznia? ;)
Ostatnie moje kalendarze, które miały szansę zagościć w moim życiu na dłużej, to towarzyszące mi we wczesnej młodości kalendarze szalonego małolata ;)
W tym roku miało być inaczej. Postanowiłam, że kalendarz na rok 2010 wykonam sama. Postanowiłam to w zasadzie już w listopadzie. O ile mnie pamięć nie myli kalendarz nabrał swojego kształtu gdzieś pod koniec stycznia ;) No ale jest. Lubię go. Nawet jeśli zapominam o nim czasami, to lubię na niego popatrzeć. Może nie zawsze zapisywane w nim “plany” udaje się zrealizować, ale staram się tez zapisywać w nim warte zapamiętania teksty, adresy stron internetowych, pomysły ;) Mam nadzieję, że będzie kiedyś fajną pamiątką. No i że doczeka się następców.
Kalendarzowe kartki wydrukowałam z gotowego projektu i oczywiście mimo wielu wysiłków nie jestem w stanie Wam teraz powiedzieć skąd go zdobyłam (to także mówi coś o mojej organizacji, prawda? ;) ). Starałam się więc, żeby okładka była jak najbardziej “moja”. A efekty tych starań wyglądają tak:
W związku z tym, że kalendarz jest dość grubaśny – chciałam mieć możliwość łatwego znajdywania aktualnej daty – w tym celu wykonałam sobie radosną zakładkę:
Pomyślałam sobie również, że miło by było móc nosić ów kalendarz ze sobą, a jak wiadomo przepastne torebki pełnie “bardzo potrzebnych rzeczy” niekoniecznie są przyjaznym środowiskiem dla delikatnych craftowo-papierowych wytworów. Zmotywowałam się zatem i uszyłam kalendarzowi przytulne ubranko, które zabezpiecza go przed niebezpieczeństwami tego świata ;)
A jak wygląda Wasza organizacja czasu? Wypełniacie dzielnie swoje kalendarze czy podobnie jak ja – zapominacie o nich? A może wystarczają Wam kalendarze w telefonach, komputerach itp.?
P.S. Mam! mam! Jest! Znalazłam! Wnętrze kalendarza pochodzi stąd, a jego autorką jest Amy Hutchinson, która przede wszystkim robi bardzo ładne zdjęcia :)
Komentarze (13)So if you really love Christmas, c’mon and let it snow…
Nie należę do osób, które na miesiąc przed czasem rozpoczynają przygotowania do świąt :) Zdecydowanie jestem raczej z tych osób, które rozpoczynają ewentualne przygotowania dwa dni wcześniej ;) Podobnie rzecz się ma ze świątecznymi kartkami… Ale ponieważ niedawno dostałam propozycję wykonania kartek z zestawu “Magiczne święta” sprzedawanego przez sklep Craft4You – kartki świąteczne pojawiają się tutaj już dzisiaj. Tak naprawdę powinny pojawić się dwa tygodnie temu, ale akurat pojechałam na urlop… (o tym już niedługo ;) ) A teraz znów “szara” rzeczywistość, praca, praca, praca, nowe pomysły i projekty, spotkania, wyjazdy i wszystko to sprawia, że mam nawet czasu napisać notki. Straszne! :)
Zapewne część z Was widziała kartki Coffee i moje na blogu sklepu Craft4You, ale przecież nie może ich zabraknąć i u mnie:
Oprócz kartek wykonałam niewielki notesik na przedświąteczne zapiski:
oraz świąteczną zawieszkę:
Wyzwanie było spore. Zazwyczaj ciężko mi pracować z narzuconymi materiałami – wolę, kiedy pomysły przychodzą spontanicznie w trakcie pracy. Okazało się jednak, że takie zmaganie się z własnymi przyzwyczajeniami też może przynosić radość i satysfakcję. Mam nadzieję, że nie poległam ;)
Komentarze (7)I want it all :)
Dość może już tej ciszy?
Ciężko się zabrać za pisanie. Za robienie czegokolwiek tym bardziej… Ostatnie tygodnie to zdecydowanie czas zmian. Na gorsze i na lepsze… Na gorsze zdecydowanie rozstanie z P. – staramy się aby przebiegło w pokojowej atmosferze, ale zadane rany będą sie goić jeszcze długo – przynajmniej moje. Brak chęci na scrapowanie, ale wrócę do tego – to na pewno. A na lepsze? Lato, słońce, plaża, fajne wyjścia, nieprzespane noce, mam czas dla znajomych, mam dobre dusze wokół, znalazłam w sobie ogromną siłę, odnajduję też siebie na nowo. Zgubiłam 10 kilo i gubię dalej. Nie tęsknię za nimi ;) Mam ostatnio fajne weekendy i chodzę totalnie niewyspana. Nie narzekam, o nie! To zdecydowanie czas, kiedy z przyjemnością nadrabiam zaległości towarzyskie.
Na szczęście mam jeszcze jedną zaległą pracę do pokazania. Notes robiony na zamówienie – miał to być podobny do tego. Do notesu dołączyłam także ozdobione pudełko :)
Pochwalę się jeszcze dwoma wyróżnieniami (z góry przepraszam, że na razie nie przekazuję dalej…)
Pierwsze od Patryshy:

Drugie od Rosaliii:
Dziękuję za pamięć dziewczyny :*
I jeszcze – wszystkim dobrym duszom, które mnie ostatnio dzielnie wspierały – również pięknie dziękuję :)
Do zobaczenia. Mam nadzieję, że już niedługo :)
Wakacje?
Jakiś czas temu w grupie piaskownicowej zorganizowałyśmy sobie wymianę wakacyjnych zapiśników.
Ja co prawda należę do tej grupy ludzi, którzy wakacje raczej spędzają w pracy, urlopy planują najczęściej poza sezonem, w kawałkach i raczej z niewielkim wyprzedzeniem… Zatem – co to są wakacje? Ale cóż – zabawa to zabawa.
Wylosowałam robienie zapiśnika dla Ibiska i starałam się dopasować notesik do jej upodobań i planów wakacyjnych. A wiedziałam, że wybiera się m.in. nad morze. Hmmm.. klimat jakby znajomy? Wyobraziłam sobie romantyczną niezbyt zaludnioną plażę (czyli plażę poza sezonem i niekoniecznie w weekend ;) ). Stąd też w zapiśniku trochę wypłowiałe na słońcu barwy, trochę nadmorskiego romantyzmu, trochę bałaganu – wiecie, jak to na plaży, tu tasiemka, tu koronka, tu kawałek sznurka, tu papierek, tu śrubka, tu jakiś grungeboard ;) Wiem wiem muszelek brakuje. Kwestie praktyczne zwyciężyły.
W myślach miałam jakąś romantyczną kobietkę zapisującą w notesiku wspomnienia z wakacji. W haftowanej koszulinie i słomkowym kapeluszu na głowie ;) Heh, mam nadzieję, że Ibisek mi tę może trochę nazbyt romantyczną wizualizację wybaczy ;)
Pozostałe zapiśniki możecie zobaczyć tutaj.
Do mnie trafił ten w soczystych radosnych kolorach wykonany przez Anitę – ma materiały i filc i szycia i wszystkie te cudne rzeczy, których ja w swoich pracach prawie nie wykorzystuję. Bardzo mi się spodobał :)
Ćwierkają wróbelki ;)
(tytuł z ukrytą dedykacją dla Magdy, którą mam nadzieję zobaczyć już niedługo i sobie wspólnie pośpiewać;) )
Pisałam sobie długą notkę, ale firefox się zbuntował i przepadła. Zatem będzie względnie krótko i zwięźle – jest dobrze :)
Prezentowany poniżej notes zrobiłam dla siebie (tak owszem, to pierwszy notes, który zrobiłam dla siebie ;) ). Uznałam bowiem (zainspirowana forum medycznym), że osoba niezorganizowana, jaką niewątpliwie jestem, zdecydowanie powinna prowadzić zapiski na temat przyjmowanych leków i swojego po nich samopoczucia. Nie, nie upadlam na głowę ;) Zawsze miałam dość luźne podejście do leków, ale… no właśnie ale – aktualnie przyjmuję dzień w dzień trzy różne leki, o różnych porach dnia, przy czym jeden w zmieniających się dawkach i podobno będę go brać już zawsze. Znam siebie na tyle, żeby mieć całkowitą pewność, że za pół roku nie będę już pamiętać, kiedy zaczęłam go brać, o dawkach nie wspominając. Zatem powstał – malutki notesik na bardzo specyficzną opowieść ;)
W papierze Bijou Birds Brown firmy My Mind’s Eye zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Szykuje sobie już kolejny projekcik z jego wykorzystaniem. Notes ma ciut mniej niż 9×9 cm i 77 białych kartek w środku. Zdjęcia są chyba trochę za ciemne, ale całość jest (według mnie) dość radosna i urocza mimo szaro-czarnego tła :) Materiały i techniki takie, jak zazwyczaj – tusze distress, crackle paint, brokat w kleju, kawałek folii, tusze alkoholowe, grungeboard i crackle accents.
Bardzo lubię mój mały notesik i oczywiście jeszcze nic w nim nie zapisałam ;)
Życzę Wam słonecznego weekendu i odpoczynku. My zostajemy w Trójmieście, ale mam nadzieję na jakiś fajny spacer z aparatem w dłoni. A moja mama jedzie na długi weekend do moich przyszłych teściów. Zadziwia mnie to bardzo, ale jednocześnie ogromnie cieszy :)
Komentarze (18)






































