anai – making my things public


Archiwum kategorii 'Wędrowniczki'

Brzask

Taki właśnie tytuł ma niewielki rozmiarami wędrownik Pasiakowej. Nie jest to najłatwiejszy temat, ale z drugiej strony chyba takie właśnie lekko abstrakcyjne tematy dają największe pole do popisu, puszczenia wodzy wyobraźni i różnorodnej interpretacji.
Ja inspiracji poszukałam oczywiście w swoich klimatach muzycznych i nie zawiodłam się – w piosence przewodniej zasłuchiwałam się późną jesienią, choć teraz pasuje mi może nawet jeszcze bardziej.

Jak widać – tym razem przewagę miała ta bardziej mroczna część mojej duszy. Ta, co głęboko skrywa strach, czasem okazuje nieufność, ta, co się czasem boi na zapas, a czasem po prostu woli być ostrożna. Niemniej jednak wydźwięk dla mnie jest mimo wszystko dość pozytywny – czasem istotne jest także to, że zwyczajnie mamy “o co” się bać ;)

  • Share/Bookmark
Komentarze (1)

Powoli zaczyna się wszystko układać ;)

Ostatnie miesiące obfitowały w wydarzenia różne i rożne ciekawe sploty okoliczności. Tym samym czasu na twórcze działanie było jakoś mniej… Kilka wędrowników przeleżało u mnie chwilkę i robione były partiami – po kawałeczku. Tak naprawdę dopiero wczoraj zebrałam się w sobie, żeby swoje prace wkleić gdzie trzeba, obfotografować. Jutro lecą dalej.
Przy okazji pracy nad albumem Oriki “Moje scrapowanie” starałam się rozbudzić w sobie pokłady pozytywnej energii i przypomnieć sobie czemu właśnie scrapowanie i czemu stało się ono istotną częścią mojego pozapracowego życia. Stąd i radosna kolorystyka i wszystkie te pierdółki, które tak bardzo lubię – kolorowe brokaty, błyskotki, perłowe kropki… To ta jaśniejsza część mojej duszy :)

(Uwaga! Dużo zdjęć :) Wiadomo – człowiek się dorwał do obfotografowywania prac, to umiaru nie zna ;) )

Oczywiście nie może zabraknąć motywu muzycznego, prawda? ;)

  • Share/Bookmark
Komentarze (4)

Zabawa fioletem

Niedawno miałam okazję wpisać się do wędrującego albumu Betik, którego temat brzmi “Zabawa kolorem”. Hmmmm… najbardziej lubię bawić się kilkoma kolorami jednocześnie, ale sprostałam i temu zadaniu. Oczywiście wybrałam jeden z moich najbardziej ulubionych kolorów – fiolet. Nasza wspólna historia jest już bardzo długa i wywodzi się głównie od jagód ze śmietaną ;)

Starałam się, żeby wpis był dość prosty w formie, ale jednak z wykorzystaniem różnych technik – taka zabawa z kolorem właśnie. Tło to jednolity karton z lekkim tłoczeniem, który został poddany torturom w postaci przecierania papierem ściernym, tuszowania, przecierania farbą, stemplowania, embossingowania i ponownego tuszowania. Wielokrotne powielanie motywu to niezła próba cierpliwości, ale też bardzo fajna zabawa. Wykorzystałam proszek do embossingu z serii “Distress” stąd też jego specyficzna chropowata faktura.

Reszta składników dość typowa dla mnie – kwiatki prima, brokat, kryształkowe ćwieki od Latarni Morskiej (ostatnio ciągle ich używam :) ), glossy accents, ćwieki gwoździe i śrubki oraz tekturka, która została potuszowana, pokryta crackle paint w lekko lawendowym odcieniu, ponownie potuszowana, oraz pokryta embossingiem na ciepło.

  • Share/Bookmark
Komentarze (11)

“You Gotta Be”

Weekend jaki był? Częściowo widać w komentarzach do poprzedniej notki ;) Humor dobry jednak mnie nie opuszcza i nadal zapraszam do głosowania – termin mija dziś o północy. Wstępne podsumowanie już zrobiłam i coś tam wiem, ale przecież jeszcze wszystko się może zmienić. Mojemu P. serdecznie dziękuję za cierpliwość i rozbawianie. A niektórym fajnym ludkom za umiejętność zachowania dystansu i poczucie humoru ;)

Pracy też troszkę było. Ale po kolei – w czwartek bodajże w wątku cardliftowym na forum rzucił mi się w oczy podpis Rae – “Turkus z fioletem”… A trzeba Wam wiedzieć, że to moje takie najlepsze z najlepszych jeśli chodzi o kolory. Staram się nie nadużywać w pracach, ale darzę miłością wielką od lat. Zarówno osobno jak i w duecie. Czasem się wkurzam, że sę teraz tak popularne, ale z drugiej strony cieszy mnie to, bo mogę sobie za niewielkie pieniądze sprawić np. takę biżuterię:

Tak czy siak – trafiłam na ten wpis i zmarłam… bo nie dość, że wyzwanie kolorystyczne wprost dla mnie stworzone, to jeszcze rewelacyjny pomysł – jak wiadomo, ja lubię rzeczy praktyczne. Wszystko musi być po coś. A z drugiej strony wciąż za mało mam czasu na tworzenie spójnych albumów, albumików itp. Taki “wędrujący zostający w domu” to dla mnie wprost idealne rozwiązanie. W końcu mogłabym tworzyć coś dla siebie, mając na to dużo czasu i jednocześnie bat nad głowę w postaci konkretnych wytycznych i terminu… Czym prędzej pobiegłam więc dowiadywać się co, kto, z kim i dlaczego ;) No i okazało się, że wyzwanie zorganizowały między sobą dziewczyny związane z ILS, ale na szczęście dla mnie – pozwoliły mi się dołączyć – ot tak po prostu :) I za to wielkie wielkie dzięki.

Czasu miałam mało, bo chciałam jak najszybciej nadgonić – więc mój (nie)wędrujący nie ma jeszcze okładki… Styczniowy wpis powstał wczoraj i od razu przyznaję – zdjęcie nie jest ze stycznia… okazuje się bowiem, że jesteśmy tak zapracowani, że aktualnie jedyne zdjęcia, jakie robię – to zdjęcia kraftowej twórczości… A więc kolejne wyzwanie przede mnę :)
A jeśli styczeń, to co? Postanowienia na nowy rok. W zasadzie ich nie robię. Ale mam kilka takich powiedzmy “planów”, co do siebie i tego, co wokół mnie. Między innymi takich, żeby pamiętać o tym, że dobrym trzeba być także dla siebie. Mniej przejmowania się cudzymi problemami i fochami, więcej samoakceptacji i wiary, że to, co robię jest po prostu dobre i na swój sposób wyjątkowe.
Brzmi egoistycznie? Może. Ale ja po prostu bardzo często o tym zapominam…

Albumik będzie malutki – wymiary 14×10cm… Jakoś tak czułam potrzebę takiej małej formy.
Nie mam jeszcze w pełni przemyślanego pomysłu na jego treść. Chciałabym po prostu zrobić coś dla siebie. Coś optymistycznego, pozytywnego, do czego warto wrócić w chwilach zwątpienia, ale jednocześnie będącego swego rodzaju “pamiętnikiem”. Może bez bardzo osobistych zapisków, ale z emocjami ukrytymi mniej lub bardziej. Nie wiem, czy uda mi się zachować tę tendencję, ale inspiracje muzyczne pojawiają się w większości moich wpisów. Mam więc nadzieję, że nie zabraknie ich również tutaj :)

(pozostałe (nie)wedrujące: Anna Maria, Ciasteczko, Eight, Jaszmurka, Mia Mi, Nulka, Rae, Yovi)

  • Share/Bookmark
Komentarze (10)

W deszczu maleńkich żółtych kwiatów…

Dawno dawno temu (gdzieś tak chyba w kwietniu ;) ) ruszyła nasza blogowa edycja wędrujęcych albumów. Cały problem w tym, że była to edycja niejawna… Wtedy wydawało się to niezłym pomysłem – wpisy utajnione do czasu, kiedy albumy wrócę do właścicielek. Z perspektywy wyględa to tak, że dziś prezentuję swój pierwszy wpis w wędrowniku Leeya’i. Szczęściara – jej album już wrócił :)
Jeśli wierzyć zdjęciom – wpisu dokonałam 29.04.2008 – gdyby zaszła wtedy w cięże, to bym już chyba urodziła, nei? ;)

Wpis miał opowiadać o spełnionym marzeniu. Cóż… banalnie może mój wpis mówi o miłości, która zaczęła się skomplikowanie w sumie, ale znalazła swoję szansę dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności. Jednym z nich był koncert mojego ukochanego od lat zespołu. Czego można chcieć więcej? Wpis wykonany na chwilę przed naszym pięknym wyjazdem do Irlandii – to też było spełnione marzenie ;)

Cóż… dziwnie się patrzy na tak stare wpisy. Pewnie dziś zrobiłabym go zupełnie inaczej. Co nie zmienia faktu, że nadal mam sentyment do tego wpisu, do tej piosenki i do tych wspomnień.

  • Share/Bookmark
Komentarze (1)