anai – making my things public


Archiwum kategorii 'Spotkania scrapkowe'

Tak się zaczyna wielka przygoda ;)

No cóż :) o Zlocie wypadałoby napisać kilka słów… Bardziej szczegółowe relacje napisały już m.in. Filka, Finn i Bea. Ja napiszę więc bardzo subiektywnie :)

Przede wszystkim dziękuję kochanej Gosi, która już po raz drugi okazała się być wspaniałą towarzyszką zlotowych podróży. Dzięki temu te kilkanaście godzin spędzone w pociągach, metrze i na samym zlocie minęło mi bardzo miło i przyjemnie.

Cudownie było zobaczyć znajome twarze i poznać nowe osoby. Cieszę się z tych wszystkich króciutkich rozmów w biegu, bo jednak często rozmowa twarzą w twarz mówi nam więcej o człowieku niż czytanie literek na ekranie monitora :)
Cieszę się ze spotkania z Filką, z całą ekipą craftowa, z cudną Mamami, z dziewczynami z art-piaskownicy, z krótkich rozmów z Kaylą, Ciasteczkiem i Beą… Ze spotkania z koleżankami z niemiłosiernie długo ciągnącej się blogowej wymiany albumowej – Nannalą, Immacolą i Miu. Dłuuuuugo by wymieniać… Czasami miałam wrażenie, że trzeba mieć oczy dookoła głowy – z każdej strony widziałam znajome z avatarów twarze, a nie zawsze był czas, żeby z każdym porozmawiać :( Bardzo bardzo dziękuję Karoli za przytargane na zlot pudło pełne cudów, na które czekałam z radością, i które oczywiście musiałam wypróbować już po przyjeździe (tzn. po północy…) – efekty niedługo :) Nie udało mi się zlokalizować Guni – a to właśnie jej autorstwa jest piękne fioletowe (!) pudełko, które udało mi się wylosować w zlotowej wymianie.

No i przede wszystkim – nowa w naszym gronie, jeszcze bez bloga (mam nadzieję, że szybko się to zmieni!) – tajemnicza Druga Szesnaście… Zupełnie nieznana mi dziewczyna podchodzi nagle i zasypuje mnie takimi komplementami, że do dziś się rumienię na samą myśl :) Bardzo bardzo dziękuję i mam nadzieję, że pozostaniemy w kontakcie :)

Miałam też swoją prywatną niespodziankę, bo odwiedziła mnie na zlocie moja ukochana warszawska Zosia. Może nie scraperka, ale niewątpliwie artystyczna dusza :) A jeszcze większą niespodziankę zrobiła mi Bea uwieczniając nas na zdjęciu, kiedy kompletnie nie byłyśmy tego świadome :)

A potem… trzeba się było żegnać i wracać…

W tym roku nie udało mi się nic przygotować na zlotowe konkursy, ale wydłubałam pudełko na wymianę. W zasadzie najpierw miało być ono kartką na wyzwanie cardliftowe w art-piaskownicy, ale jakoś mi sie koncepcja zmieniła po drodze… Pudełko tekturowe do samodzielnego składania pomalowałam farbą akrylową i lekko “zdekupażowałam” za pomocą serwetki ryżowej i medium do świec. Wierzch pudełka to papiery BasicGrey, zawijas wycięty Slice’m (dzięki uprzejmości Patryshy), pomponiki na taśmie, srebrna nitka, kawałek sznurka, fragments charms, grungeboard, crackle paint, stickless i distress stickless, trochę żelastwa, tusze distress i tusze alkoholowe.

Ze względu na użyte materiały mam zamiar również tę pracę zgłosić na Timowo-Holtzowe wyzwanie SimonSaysStamp :) W zasadzie w takim wyzwaniu mogłabym brać udział co tydzień, bo to zdecydowanie i styl i produkty, które kocham i często używam :)

Mam nadzieję, że pudełko trafiło w dobre ręce, a nowa właścicielka nie czuła się zawiedziona jego zawartością… :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (14)

Spotkanie :)

Scrapowe spotkania trójmiejskie są już pewną tradycją, choć ostatnio trochę zaniedbaną :) Zawsze jednak do tej pory odbywały się w warunkach knajpianych i polegały głównie na plotkowaniu i macaniu scrapowych przydasiów i przyniesionych prac. Powoli planujemy to zmieniać, stąd też pierwsze spotkanie domowe, które odbyło się w ostatnią sobotę. Cudowną gospodynią była Patrycja, a towarzystwo było liczne, rozgadane i uśmiechnięte :)

Oczywiście były plotki, opowieści, gadanie na pięć tematów jednocześnie, ale były też pewne próby tworzenia. O dziwo – nawet udało mi się prawie zrobić kartkę, co dziwne jest o tyle, że do tej pory przekonana byłam, że tworzyć potrafię tylko w samotności ;) Zadowolona jestem szalenie. Naładowałam trochę akumulatory pozytywną energią i od razu mam więcej chęci do działania :)

Garść zdjęć (przyznaję skupiłam się bardziej na portretowaniu niż na uwiecznianiu tego, co robiłyśmy :) następnym razem się poprawię może ;) )

Na dowód tego, że nie próżnowałam – karteczka. Taka ot zrobiona na szybko, bez konkretnego przeznaczenia. Spękana ramka pałętała mi się w puszce z narzędziami, nawiasy wycięłam u Patrycji jej bajeranckim dziurkaczem, a kwiatka dostałam od Kamilci (bo przecież po co zabierać ze sobą kwiatki? duuuużo jeszcze pewnie czasu minie zanim się nauczę pakować na takie spotkania ;)).

Bardzo się cieszę z tego spotkania i niecierpliwie czekam na kolejne :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (6)

Kraków jeszcze nigdy tak jak dziś…

(oczywiście, że tytułem notki miało być “A w Krakowie na Brackiej”, ale jak ktoś nie ma czasu notki napisać, to potem jego pomysły są już bardzo nieoryginalne ;) )

Ale po kolei :) Kilka tygodni temu Nowalinka zapytała mnie, czy nie chciałabym przyjechać na scrapowe spotkanie do Krakowa. Pojechać na kilka godzin z Gdańska do Krakowa? żeby się spotkać z innymi scraperkami? Pomysł lekko szalony, prawda? Hmm… Najpierw myślałam o weekendowym wyjeździe z P. Później wielokrotnie zastanawiałam się, wahałam, zmieniałam zdanie. Kiedy jednak okazało się, że wybierają się również dziewczyny z Warszawy – plan sam urodził się w mojej głowie. I tak to w ciągu niecałych dwóch dni spędziłam 16 godzin w pociągach :)

Wyruszyłam w piątek rano – do Warszawy. Tam spotkałam się z moją warszawską M. – standardowo plotki, opowieści, dobre jedzenie i rewelacyjna gościna. W sobotę wczesnym rankiem wyruszyłam w kierunku dworca, gdzie umówiona byłam z Finn, Agnieszką Anną i Karolą. Ach, któż by nie chciał podróżować w takim towarzystwie? Dla mnie to była mega przyjemność. Zwłaszcza obserwowanie AA przy pracy :)
Podróż minęła nadzwyczaj szybko i kiedy nagle pociąg się zatrzymał – ze zdziwieniem odkryłyśmy, że to już Kraków :)

Spotkanie było urocze. Oczywiście z połową osób nie zdążyłam porozmawiać. Oczywiście było mi strasznie miło, kiedy ktoś w ogóle mnie rozpoznawał :) Oczywiście emocji, rozmów i śmiechu było mnóstwo. I oczywiście kiedy dziewczyny robiły sobie pod knajpką sesję zdjęciową z Panem Grzegorzem T., to ja sobie w najlepsze gadałam w środku z cudowną Mamami ;) Chyba po prostu taki już mój charakter i na gwiazdę się nie nadaję ;)

Dziękuję wszystkim razem i każdej z osobna :) Naprawdę potrzebny był mi ten wyjazd i mimo, że ledwo zdążyłyśmy z Karolą na pociąg i wróciłam do Gdańska zmęczona i głodna, to naładowałam się masą cudownej energii, poznałam osoby, które podziwiam i takie, które dopiero podziwiać zacznę (szczerze – wciąż czuję, że mam za mało czasu, że nie nadążam z czytaniem blogów, zaglądaniem do galerii, dodawaniem nowych linków… czasem strasznie mi z tego powodu głupio) – zdecydowanie takie spotkania są potrzebne i nigdy czytanie czyichś notek nie zastąpi rozmowy w cztery oczy :)

Nie zrobiłam ani jednego zdjęcia… Ale pokażę Wam kilka podkradzionych Finn (oczywiście za jej zgodą :) )

A na art-piaskownicy nowe wyzwanie. Tym razem trzeba było przygotować pracę według podanych w przepisie składników: gazeta, sznurek, coś puncherowego, maksymalnie 3 kolory.
Ja oczywiście stworzyłam kartkę. Kartka ta na krakowskim spotkaniu trafiła w ręce Aliny, która jest niesamowitym wulkanem pozytywnej energii :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (10)

Na szybko :)

ogarnęł mnie kompletny barak czasu, który trwa już kolejny tydzień…
Wypadałoby napisać cokolwiek o Zlocie Scrapbookingowym, na którym byliśmy w ostatnię sobotę :)

Pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, to fakt, że mało przed nim spałam. W piętek P. wycięł mi tylko bazę pod mojego pierwszego w życiu scrapa 30×30, polecił przykleić cekiny i zasnęł mimo, że oferowałam oględanie meczu zamiast opola ;) Ja natomiast w amoku biegałam po domu, wrzucałam do walizki kolejne papiery czy tusze, których oczywiście potem nie użyłam, prasowałam ciuchy, słusznie podejrzewajęc, że rano nie będę miała na to czasu, w końcu wskoczyłam do wanny, a następnie przytuliłam się do P. i zasnęłam na całe 4 godziny ;)

Rano oczywiście nie zdężyłam zjeść śniadania, bo się pindrzyłam przed lustrem, a potem trzeba było lecieć szybko szybko na pocięg, w którym już czekała na nas Gosia.

Jeśli dawno nie jechaliście pocięgiem na trasie Gdańsk – Warszawa, to stanowczo odradzam. nie wiem jaka jest tego przyczyna, ale pocięg jedzie 5 godzin, z czego dwie ostatnie wlecze się dosłownie 50-60 km/h. Osoby spieszęce się, niewyspane i lekko szalone może to doprowadzić do różnych histerycznych reakcji typu śpiewanie, opowiadanie głupich historii i wypędzanie wprost lub mniej wprost współpasażerów z przedziału. W drodze powrotnej ta sama trasa powodowała, że jedna z naszych współpasażerek płakała rzewnymi łzami wprawiajęc nas w totalne osłupienie. Aczkolwiek do końca nie byliśmy w stanie stwierdzić, czy chodziło o tempo jazdy pocięgu, nadużycie jakichś środków, czy fakt, że nie zdała jakiegoś egzaminu, chociaż zaśpiewała wszystko, a Kaśka powinna być gruba, bo je takie rzeczy, że jakby nasza współpasażerka jadła takie rzeczy to by była gruba, a nie je, a i tak jest gruba. (tak, wiem, nieładnie podsłuchiwać cudze rozmowy telefoniczne :> )

No ale wracajęc do Zlotu. W Warszawie najpierw śniadanie i mcdonald’s, potem metro, a potem już zlot. Lekko się spóźniliśmy, ale co tam. Zakupiliśmy konieczne/nieobowięzkowe smyczki i rzuciliśmy się w tłum :) Tak naprawdę trudno to opisać. Z jednej strony cudnie było zobaczyć wszystkie te osoby znane tylko z awatarów, zdjęć, blogów, wiadomości, komentarzy, maili. Z drugiej żal, że nie sposób porozmawiać ze wszystkimi, poznać każdego. Już cieszę się na przyszłoroczny zlot, który podobno ma być dwudniowy :)

Były stoiska z różnymi pięknymi produktami, ale ja akurat rozpieszczona bliskę znajomościę z Leeya’ę niespecjalnie się nastawiałam na zakupy. Choć oczywiście nie obyło się bez kilku fajnych alfabetów, które kupił mi P., czy kilku tagów od Gizmo.

Wyściskałam się z Nulkę, zakupiłam wstężki od Kayli, pogadałam długo z przesympatycznę Anię z poddasza, Filka na mnie nakrzyczała za brak udziału w jednym konkursie, z Nannalę umówiłyśmy się na randkę w Trójmieście… co kawałek migały mi znajome twarze i dziwne to uczucie tak ludzi znać i nie znać jednocześnie :)

Naj naj naj (sorry dziewczyny, no) cieszę się, że w końcu dane było mi poznać osobiście Nowalinkę, do której mam ogromny sentyment, od czasu kiedy w zwięzku z forumowę wymianę wysłałyśmy sobie walentynki :D
Z tego sentymentu aż podkradłam jej zdjęcie i Wam pokazuję, bo Nowalinka sobie robiła ze mnę hurtowo zdjęcia za pomocę różnych aparatów, ale oczywiście za pomocę naszego nie :)

Właściwie to ja nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Nawet nie dotknęłam aparatu. Zdjęcia dzielnie robił P., więc nie ma się co dziwić, że sę nieco subiektywne i pokazuję głównie mnie :D Ale oczywiście możecie jej obejrzeć – o tutaj :)

Mimo szczerych chęci nie zrobiłam żadnego scrapa. Za to ucieszyłam się bardzo, kiedy mój scrap na konkurs “Scrappassion” zajęł jedno z drugich miejsc :) w nagrodę dostałam zestaw naklejek i fajne stempelki, których Wam nie pokażę, bo oczywiście nie zrobiłam zdjęcia. Ale sam scrap (jeśli ktoś jeszcze nie widział ;) ) wyględa tak:

W pudełkowej wymianie wylosowałam pudełko Filasi, a moje trafiło do Kamilci,ale niestety ani z jednę ani z drugę nie miałam okazji porozmawiać :)
Świetnie było zobaczyć na żywo te wszystkie prace, obwęchać, poobmacywać własnoręcznie ;)

No i to tyle chyba. Fajnie było, choć trochę czuję niedosyt. Tym bardziej, że musieliśmy się wcześniej ewakuować, żeby jeszcze zdężyć do Krokiecika na obiad i piwo, bo czekało nas kolejne 5 godzin drogi powrotnej… i wspomniana już niezapomniana towarzyszka podróży.
W Gdańsku byliśmy koło północy i najzwyczajniej w świecie poszliśmy spać :)

aaaa kto przeczytał całość ten mistrz generalnie ;)

  • Share/Bookmark
Komentarze (18)

Scrappassion.

Po pierwsze Coffee miała ostatnio imieniny. Wiedziałam, że zobaczymy się dziś przy okazji cotygodniowego środowego spotkania trójmiejskich scraperek – nie mogło się więc obejść bez skromnej karteczki:

No a spotkanie, jak to spotkanie. Było miło, sympatycznie, głośno i w ogóle. Coffee szykowała albumik na zlot scrapowy, Leeya się spóźniła i dokańczała wpis w Kreffcikowym wędrowniczku, jadłyśmy babeczki-nie-muffinki przyniesione przez Coffee, nasz ulubiony pan narzekał, że nie ma gdzie stawiać picia i jedzenia na naszym stole zawalonym scrapowymi skarbami. A w tle znów panowie przy piwie oględali mecz. Było dzielenie stempli, analizowanie kolorów tuszu, porównywanie metod klejenia małych przedmiotów itp. itd. No jak zwykle :)

A ja? Ja dziś miałam wyjętkowo odpowiedzialne zadanie…
Jak wiadomo – jeden czekoladowy proszek do embossingu, to zdecydowanie za mało. Leeya kupiła inne kolory i postanowiłyśmy się podzielić. Kreffcik się dołęczył i w ten sposób zostałam wrobiona w czynność, która wyględała tak:

No i czyż nie jesteśmy pomysłowe w wynajdowaniu pojemniczków na takie na przykład proszki do embossingu? Ja osobiście nadal umieram ze śmiechu ;)

  • Share/Bookmark
Komentarze (6)