Archiwum kategorii 'Ramki'
Wild roses
Gdy wymyślałam aktualne mixed-mediowe wyzwanie dla Scrapujących Polek, to nawet mi się nie śniło jeszcze, że osoba, której prace mnie do tego wyzwania (i nie tylko rzecz jasna) zainspirowały, dołączy do naszego zespołu projektantek :)
A tu niespodzianka, a tu proszę! Niesłychanych zbiegów okoliczności jest w tym wyzwaniu znacznie więcej, ale pozwolę je sobie zachować dla siebie.
A więc, w czym rzecz? Otóż ośmieliłam się sięgnąć wysoko i zaczerpnąć inspirację z mixedmediowych prac Agnieszki Anny ze sztućcami w roli głównej.
Wymyśliłam sobie, że mają być sztućce i mają być słowa – tytuł, cytat, opis, cokolwiek. Wszakże słowa kocham :)
Kiedy tydzień temu tworzyłam zajawkę na do tego wyzwania, nie miałam jeszcze w głowie pełnej koncepcji. Wiedziałam, że będzie to łyżeczka (z zestawu sztućców sprezentowanego przez babcię. P. straszy mnie, że babci naskarży ;) ). W roli słów wystąpiła strona z aktualnie czytanej książki… Tak się składa, że fragment zdania z tej właśnie strony pojawia się w mojej pracy. Na początku miała być pracą o mnie… Koniec końców powstała z myślą o kimś innym. Miało być radośnie, kobieco, delikatnie. Są perełki, błyskotki i tęczowe cekiny. I łyżka oczywiście! Bardzo możliwe, że tak właśnie wygląda szczęście ;)
Naprawdę nie umiem odpowiedzieć na pytanie dlaczego właśnie ta piosenka. Zastanawiałam się nad muzycznym komentarzem i właśnie ona nachalnie zawładnęła moim mózgiem. Niech zostanie zatem – nie będę walczyć z podświadomością. To chyba ten schyłek lata… wszystko widzę w rozmytych zamglonych kolorach :)
A kto z Was zrobi mi przyjemność i dołączy do tego wyzwania? hę? :)
Czekam! :*
Summer in the city
po pierwsze – dwie zaległe prace mixed-mediowe na czwartkowe wyzwania dla portalu Polki Scrapują.
Pierwsza to moja wybitnie mixed-mediowa próba stworzenia obrazka bez obrazka ;)
Pozwoliłam sobie na eksperymenty… Nie do końca może jestem zadowolona z efektu… ale zawsze to nowe doświadczenie.
Ramka z ikei pomalowana rozwodnioną farbą akrylową, ozdobiona dodatkowo crackle paint, brokatem i papierowymi kwiatkami-zawijaskami.
Tło z brązowego kartonika – sprayowane tuszami z pefect pearls i chlapane farbą. Prostokąt po lewej stronie to metalowa płytka pomalowana tuszami alkoholowymi i ozdobiona koralikami. Wypukły element na środku to tzw. kaboszon, który w rzeczywistości jest magnesem – więc można go przyczepiać i odczepiać :)
Po prawej stronie ramki moje próby z nadawaniem papierom formy 3D ;) Pseudo kwiatek ze środkiem z włochatej włóczki :)
Druga praca to dziecięca karteczka z wykorzystaniem filcu:
Pozdrawiam Was bardzo gorąco i sierpniowo (w Trójmieście dziś znowu ciepło i duszno) i obiecuję jeszcze kilka prac w tym tygodniu :)
U mnie masa zmian życiowych i zapowiada się fajny tydzień, bo przyjeżdża miły gość!
W zasadzie
ta notka miała być kiedy indziej, zupełnie inna i o czym innym.
Zeszło do dzisiaj, a dzisiaj od rana dobra wiadomość :) No bo trochę było gorzej ostatnio, trochę P. się gorzej czuł i wyniki miał kiepskie, w zwięzku z czym nie dostał drugiej sesji chemii, tylko leczenie wspomagajęce, żeby dojść do siebie. No i dzisiaj poszedł do szpitala z nadzieję, że już jednak ta druga chemia i że w końcu się zaczniemy zbliżać do końca. A tu okazało się, że Pani Onkolog podjęła decyzję, że drugiej chemii nie będzie. Wyniki bdb, markery całkiem spadły, organizmu nie należy truć bardziej niż to potrzebne. Czy poniedziałek mógł się zaczęć lepiej? Jeszcze trochę i wrócimy do względnej normalności może :) Może i moje trójmiejskie scrapuszki odetchnę z ulgę, że już można przy mnie kichać i kaszleć i nie będę uciekać z krzykiem ;) Chociaż proponuję ostrożnie póki co. Nie trzeba na mnie zaraz pluć, ok? ;-)
Za wszelkie pozytywne słowa na temat moich wprawek w decou – serdecznie dziękuję. Wcięga toto. Wcięga niesamowicie. Zresztę w ogóle twórczy czas mam ostatnio. Cięgle coś wycinam, maluję, szlifuję, naklejam. Nie ma dnia, żebym czegoś nie robiła i już mnie to trochę przeraża :) Nawet znicze na cmentarze pojechały ozdobione, wyjętkowe i lekko radosne ;) To taka moja mała tradycja, do której dołęczył P. i straszliwie mnie to cieszy :) Mam taki wewnętrzny plan, żeby zrobić z tego tradycję wielopokoleniowę i żeby moje hipotetyczne dzieci nie postrzegały 1 listopada tak, jak ja postrzegałam przez wiele wiele lat. Zapewne teoria jest prostsza od praktyki. Zobaczymy ;) Konsekwentnie jednak cmentarze odwiedzam dopiero wieczorem – wtedy zamieniaję się w cudnie magiczne miejsca pełne kolorowego światła i zamyślonych ludzi. Zupełnie inny klimat.
A do pokazania mam dziś ramkę, którę zrobiłam dla mojej mamy ostatnio przy okazji testowania nowej bejcy (bo decou na bejcy też na pewno będzie. a co ;) ). Zdjęcie przedstawia moich rodziców prawie dokładnie 3 lata temu na weselu mojego kuzyna (oczywiście, że zdałam sobie sprawę z tego właśnie dopiero teraz i oczywiście, że ani kuzynowi, ani jego cudnej żonie nie złożyłam życzeń z okazji rocznicy. hihi chyba trzeba zrobić jakęś kartkę ;) )
Komentarze (6)Jesień idzie.
Czuję to w kościach. Nawet nie wiem czy mi smutno czy nie. Nie nacieszyłam się tym latem ani trochę, ale w sumie lubię też klimat jesiennych wieczorów, ciepłych swetrów, długich szalików, grzanego czerwonego wina. Jeszcze będę narzekać wiem wiem :)
Napisałam długę notkę o wszystkim. O tym co u nas, jak sie czujemy i w ogóle. Nawet o Małej Wróżce, której myślę teraz często z bólem większym niż kiedykolwiek.
I skasowałam, bo jednak nie o wszystkim chcę tu pisać.
U nas jest dobrze. Ostatnie wyniki odebrane dzisiaj. Jutro jedziemy do miasta na S. na konsultację, a potem rozpoczynamy poszukiwania lekarza w Gdańsku. Ten, do którego mieliśmy iść, terminy ma na grudzień. Nie wyobrażam sobie tak długo czekać…
Oswajam się ze wspólnym życiem na małej powierzchni i nawet scrapowo powoli się rozkręcam na nowo.
Póki co jednak – na dziś – trochę zaległości ;)
Urodzinowa kartka dla Leeya’i (nie stanowi kompletu z notesikiem, bo i zrobiona została o miesięc wcześniej ;) ):
Oraz dwie ramki, które podarowałam mojemu kuzynowi. Jedna ślubna, a druga dzieciowa ;)
Komentarze (12)Natural.
W tym tygodniu nie wiem jak się nazywam. Dodatkowa praca rano i wieczorami. Dziś rano zasypiałam w wannie, a potem w tramwaju. Mam nadzieję, że nie zasnę na dzisiejszym zlocie czarownic, wyjętkowo przesuniętym na czwartek.
Nawet na scrapowanie nie mam czasu. W tym tygodniu zrobiłam jedynie wpis do Chwilkowego wędrowniczka i to tylko dlatego, że musiałam, bo dziś przekazuję go leeya’i. Zrobiłam kosztem kilku godzin snu i pokazać nie mogę. bu :(
Ale już tylko dziś i jutro, a w sobotę jedziemy do Słupska i mam nadzieję na rybkę w Ustce, pięknę pogodę (jutro ma padać, prawda? ;) ), jakieś fajne fotki i na wyspanie się na poddaszu. Uwielbiam :)
Niedawno P. miał imieniny i jako dodatek do prezentu dostał taki sobie mały twór :) Zdjęcie przedstawia nas na promie w drodze powrotnej z wysp Aran. Oraz pana z tyłu ;) Chyba troszkę zmęczeni byliśmy ;-) Ale mam ogromny sentyment do tamtych chwil…
Haha, po reakcjach na forum spieszę dodać, że zdjęcie naprawdę jest tymczasowe – wspólnych mamy wcięż niewiele strasznie… I tutaj akurat sentyment do chwili zwyciężył nad pragnieniem estetycznego wykadrowania zdjęcia ;)
A poza tym na ramce się proszę skupiać, tak? ;-)
























