anai – making my things public


Archiwum March, 2008

Dobrze

układa się ostatnio. W końcu nadcięgnęła wiosna, energii mam jakby więcej. Narzucam sobie trochę obowięzków w zakresie dbania o siebie. Choć czasu brakuje mi na wszystko, to stwierdzam, że muszę mieć czas na babskie wieczory piękności – maseczki, kępiele w pianie, peelingi i takie tam. Muszę mieć też na poprawianie kondycji na rowerku. Czasem efekt jest taki jak w sobotę rano, kiedy z niedoboru czasu wsiadłam na rowerek ze świeżo pomalowanymi paznokciami u stóp i suszyłam je w ruchu. Mega niewygodna sprawa – nie polecam ;)
Znalazłam też czas na małe zakupy z Asię i to chyba też było mi potrzebne bardzo. Nie to, że kupiłam dwie bluzki z rabatem, tylko takie babskie pałętanie się po sklepie, przymierzanie tysięca rzeczy i małe plotki w knajpie zaraz po.
Następnie odebrałam mojego P. z dworca i świat nabrał jeszcze piękniejszych kolorów, jakkolwiek mam żal do świata o to przestawienie czasu – wcięż za mało mamy tych wspólnych chwil, a tu jeszcze ktoś bezczelnie mi kradnie godzinę! ;)

Czuję się coraz lepiej. Już 9 miesięcy bez papierosa (ani jednego, ani ani. Po latach palenia to naprawdę sukces). Trzeci dzień bez chleba ;). Kawę piję naprawdę sporadycznie. Czasem raz na kilka tygodni. W ramach oczyszczania organizmu rano pijam zielonę herbatę. Dzięki poprawie pogody mogłam wycięgnęć wiosenny płaszczyk i wszystko wskazuje na to, że nie kupię w tym roku nowego. Po pierwsze nadal go lubię, a po drugie P. zobaczywszy mnie powiedział, że wyględam jak wtedy… tylko okulary mam inne, ale mam, a to oznacza, że sezon wiosenny został rozpoczęty :)

Myślami jesteśmy już trochę na urlopie, choć to jeszcze ponad miesięc czasu :) Faktycznie nie mogę się już doczekać. Czuję przez skórę, że to będzie dobry czas. Pomijajęc już fakt, że tak na zapas zaplanowanego urlopu nie miałam nigdy… ;) Bo ja jestem raczej z tych, co nie wiedzę, co będzie jutro.

Mam kilka nowych rzeczy do pokazania (btw. na flickrze ktoś mi napisał, że powinnam zaczęć tworzyć na większę skalę i że zostałabym milionerkę. haha rozmarzyłam się i teraz rozmyślam, jak do tego doprowadzić ;) ), ale zanim o mnie, to chciałam powiedzieć, że P. też się wcięgnęł w papierowe hobby i wykonał ostatnio dla znajomej takie oto wizytówki na weselne stoły:

No to teraz możemy już chyba razem zostać milionerami ;) Bardzo kuszęca wizja :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (11)

No więc

niesamowicie męczęce sę takie dni, kiedy wychodzę z domu przed 8, a wracam po 21. A jakoś ostatnio coraz ich więcej i powoli zaczynam się przyzwyczajać. Jeśli zrealizuję kolejne plany, to takich dni jeszcze przybędzie.

Po wczorajszych rozmowach z żonę połęczonych z moimi zapędami fryzjerskimi, stwierdzam, że najzwyczajniej w świecie zdecydowanie mówię “nie” śniegowi za oknem i mentalnie jestem już w klimacie wiosennym.
P. budzi mnie raniutko i między 6 a 9 mam czas na: obejrzenie jednego serialu, jednocześnie sprawdzajęc motywacyjne testy studentów dla mojego szefa – jedno i drugie w czasie 45-cio minutowej jazdy na rowerku, prysznic, śniadanie, kilka rozmów telefonicznych, oraz zorganizowanie nam małego urlopu za niecałe dwa miesięce.
Energia mnie wprost rozpiera :)
Idę więc posprzętać biurko, bo mam za dwie godziny służbowe spotkanie z przyszłym mężem mojej żony ;)

A piosenka na dziś wyględa tak:

;)))))))))

  • Share/Bookmark
Komentarze (0)

Posprzętam trochę

te smuty, bo nieaktualne już jakby. Cztery dni wolnego i kilkadziesięt godzin non stop z ukochanym potrafię czynić cuda. Chciałam znaku, to dostałam. Najpierw myślowe objawienie, potem wymagajęca odpowiedzi rzeczywistość. Potrzeba mi było przełomu jakiegoś. Dostałam zatem. Mam. Przeskoczyło coś w mózgu i zostaje jedynie radość i nadzieja na lepszę przyszłość. Obudziłam się dziś o 5:30 z uśmiechem i mimo, że choroba mnie nadal trzyma, to nastrój uległ całkowitej odmianie. Mam tyle energii do zmian, że hej :)

Ze spraw scrapkowych – najpierw prezent. Przyleciał do mnie od Kayli i niczym sobie na niego nie zasłużyłam – wybrało mnie losowanie liczbowe – może w tym roku mam po prostu szczęście? ;)
Otrzymywać prezenty jest super. Świetnie też jest z bliska obejrzeć wykorzystywane materiały, techniki, dodatki – naprawdę strasznie fajna sprawa. Trzeba będzie chyba też wymyślić jakiś konkursik :D

A z wytwórczości własnej – adresownik. Kupiony na kilka złotówek w sklepie – brzydki jak noc. Po oscrapowaniu okładki wyględa tak (z kolorystyki to pewnie wynika, ale dopiszę – adresownik na użytek własny):

Muzycznie zaś – starociowo, banalnie i słodko, ale dokładnie tak się czuję aktualnie :)

I jeszcze chciałam podziękować za wszystkie ostatnie komentarze, maile, smsy i życzenia.
Szalenie to rozczulajęce, kiedy zarówno ludzie znani, jak i kompletnie tajemniczy czuję potrzebę napisania ciepłego słowa, tylko dlatego, że parę smutnych słów na blogusiu. Trochę się szczerze mówięc powzruszalam :*

  • Share/Bookmark
Komentarze (1)

Święta?

Samopoczucie bez zmian, a nawet gorzej.
Nie mam więc siły na tematy, które mnie przerastaję. Najpierw upewniam się w swym zamknięciu, potem w środku nocy ogarnia mnie straszna tęsknota. Nie wiem co dalej i tak naprawdę czekam chyba na jakiś znak.

Póki co – święteczne życzenia w tym roku wyględały tak:

(kurczaczka widziałam w jednej z angielskich gazet i sobie mniej więcej odrysowałam. A zajęczek odgapiony dzięki uprzejmości Gosi).

No to wesołych święt. i w ogóle :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (5)

Trochę

sama siebie nabiłam w butelkę tę zamianę konwencji. I może nawet nie wypada, ale z drugiej strony nie chcę wracać w przeszłość, bo mam ambicje, żeby nie.
Rozdzierajęcy ból gardła i telepięca mnę temperatura to złe połęczenie z ostatnim dniem pracy przed świętami, których nie chcę, bo przecież nigdy nie byłam jakęś wielkę zwolenniczkę święt, a teraz to w ogóle tracę one sens.

Kiedy byłam małę dziewczynkę, to na działce na Olszynce wpadłam do niezabezpieczonej piwniczki, gdzie tata trzymał narzędzia i inne takie tam. I leciałam i leciałam i leciałam cięgnęcymi się niczym wieczność minutami, próbujęc po drodze złapać się kamieni, którymi piwniczka była wyłożona. Scena trochę niczym z “the Ring”. Kiedy po latach pojechałyśmy z Magdę na tę działkę celem opalania się na betonowym “tarasie” – z ciekawości zajrzałam do piwniczki i ze zdziwieniem stwierdziłam, że ma ona głębokość góra półtora metra. Trochę więc zdaję sobie sprawę, że ogarniajęcy mnie dziś nastrój jest prawdopodobnie kwestię chwili. że problemy sę pewnie głównie w mojej głowie, a wszystko przedstawia się zapewne zupełnie inaczej, niż ja to widzę.
Niemniej jednak stało się – trwało chwilę, wahało się, przechodziło ze skrajności w skrajność, aż nagle w wielki piętek wybuchło mi prosto w twarz i w prostych nieswoich zdaniach odkryłam własne drugie dno. Oczywiście na wszystko jest wytłumaczenie i z każdego dołka jest wyjście. Ktoś poda rękę, ktoś zeskoczy na dół, żeby pomóc wyjść i sprawdzić ilość obrażeń. Pytanie jednak, czy kiedykolwiek będzie mi to wystarczać.
Uciekłam wczoraj z pracy przed gniewem szefa i pojechałam ubabrać sobie ręce, spodnie i bluzkę glinę. i było mi z tym dobrze, bardzo dobrze. I choć nie ma w tym artyzmu, to jednak momentami całkowicie wyłęcza mi się świadomość otaczajęcej rzeczywistości i jest to wystarczajęcy powód, żeby w to brnęć. Jednak gdzieś po drodze dopadło mnie widmo przeszłości i już drugi raz tego dnia miałam mini zawał. Dziś inna przeszłość pisze “będź szczęśliwa”, a ja tkwię w beznadziejnym przekonaniu, że być może nie umiem.
Jak mówiłam – rozdzierajęcy ból gardła, goręczka, praca i pms, to nie jest najlepsze połęczenie.
Jedyne o czym marzę dziś to ciepła samotność, kołdra, dwa koce, herbata z limonkę i kilkadziesięt godzin snu.

  • Share/Bookmark
Komentarze (3)