Archiwum July, 2008
Podobno
obraz jest lepszy niż tysięc słów. Zatem – choć mogłabym napisać wiele – napiszę krótko: dziękuję za wszystkie miłe słowa, za imieninowe życzenia, za prezenty.
Najpiękniejszy prezent w pakiecie z niezwykle istotnym pytaniem dostałam od P.:
Komentarze (33)“Kobietom w cięży się nie odmawia” – once again ;)
Dzisiejszy dzień sponsoruje totalne niewyspanie. Czy ja mówiłam, że nie mam czasu na sen? Ledwo to powiedziałam, a Ula zaproponowała mi zabawę w scraplifta. Wiadomo – ja nie robie typowych scrapów ze zdjęciami. W zasadzie nie umiem też robić scrapów z mapek. Nigdy do tej pory nie pokusiłam się o scraplifta. Za leniwa na to jestem. Lubię jak mi się – “samo się” – tu spadnie cekin, tu kawałek papieru i już pomysł w głowie się rodzi. Według wytyczonej ścieżki iść mi ciężko :)
No ale wiadomo – kobietom w cięży sie nie odmawia – to raz. A dwa – Ulka straszy jeszcze scrapowymi myszami, co przychodzę i zżeraję papiery. No szkoda by było.
Ogromnę wadę całego przedsięwzięcia był czas – dwa dni. We wtorek czasu nie było. Wczoraj spotkanie scrapowego trójmiasta, potem trochę zakupów z P., kolacja. W końcu po 21 zasiadłam do biurka i dałam się ponieść. I tak mnie niosło i niosło. Spać poszłam o 2:30, wstałam o 7:00… Spóźniłam się do pracy, a one już dawno swoje prace wystawiły (one czyli UHK, Tores i Pasiakowa). No to wystawiam i ja :)
Oryginalna praca Karoli wyględa tak:
a moja wariacja na temat wyględa tak:
i trochę zbliżeń oczywiście:
Moja praca z dedykację dla P. jest oczywiście nawięzaniem do piosenki Karoliny Kozak, do której mam przez niego duży sentyment ;)
Komentarze (24)Nie mam czasu na sen ;)
Tak się jakoś składa ostatnio, że w ogóle czasu mam mało i dopada mnie wielkie zmęczenie. Trochę też problemów na polu stosunków międzyludzkich. Nie ukrywam – dobiło mnie ostatnio kilka zachowań ludzi, których uważam (uważałam?) za osoby bliskie, ważne, nastawione przyjacielsko…
Wiem, że czasem oczekuję dużo. Wiem, że w życiu różnie bywa. Ale jakoś nadal mam tak, że brzydzę sie kłamstwem, brzydzę się krętactwem, brzydzę się chamstwem i brzydzę się nieładnymi akcjami wykonywanymi za moimi plecami.
Na szczęście sę też ludzie, na których dobre słowo zawsze mogę liczyć. Oraz P., który potrafi mi rozświetlić dzień, nawet gdy wpadam w czarnę dziurę :) Jemy sobie rodzinne obiadki, nałogowo oględamy doktora House’a i cieszymy każdym dniem.
Przyjechała Magda, więc liczę na wspólnie robione sajgonki i dobre drinki. Za parę dni fajny koncert, a potem Jarmark i myślę jakiś wypad do starego dobrego Rock’a :) Czas przypomnieć sobie, że to jednak lato. Moje śliczne japonki wróciły z naprawy (gdzie trafiły po tygodniu noszenia wrrrr…), więc postuluję o koniec deszczowych dni i powrót słońca. Zdecydowanie fototerapia dobrze mi zrobi :)
Scrapowo trochę pustka. Robię kilka rzeczy jednocześnie, ale z powodu braku czasu idzie mi to kiepsko i opornie. Wiele mam planów, pomysłów, a z realizację jeden wielki problem.
Wczoraj późnym wieczorem wydłubałam pierwszę wersję scrapowego kubka. Nic szczególnego, już mam ochotę zrobić to inaczej, dlatego wersja pierwsza – na pewno będę jeszcze następne. Lecz póki co – uśmiecham się do niego radośnie :) Sam kubek oczywiście jest prezentem od P., bo kto inny wpadłby na to, żeby mi kupić scrap-kubek? :)
Weekendowo.
Wyjazdowy weekend to taka mała namiastka urlopu ;)
Postaliśmy w korkach na odcinku Gdynia – Wejherowo. Wokół prawie same warszawskie rejestracje oczywiście. Pośpiewaliśmy głośno, zajechaliśmy do McDrive’a ;) Po raz kolejny stwierdzam, że uwielbiam takie wycieczki.
Ze względu na pogodę nie ruszyliśmy się do Ustki, tylko grzecznie siedzieliśmy w Słupsku i odpoczywaliśmy :)
Znów jak zabita spałam do rana w wielkim łóżku na strychu. Jadłam rewelacyjny chłodnik i przepysznę rybę w sosie cytrynowym. A P. przygotował mega wypasione tortille z kurczakiem. I w pięknym ogrodzie siedziałam. I byliśmy na małym jarmarku, gdzie daliśmy się jednej pani nacięgnęć na komplet kawowo-śniadaniowy składajęcy się z dwóch lekko obtłuczonych kubeczków i dzbanuszka na śmietankę. Ale jak to się nie dać nacięgnęć, jak całość pokrywaję uroczo kiczowate serduszka, a całość kosztuje 7,50 zł? Już mam do nich ogromny sentyment, choć jeszcze tej kawy nie było czasu wypić :)
A jak było? Super.
Komentarze (14)Natural.
W tym tygodniu nie wiem jak się nazywam. Dodatkowa praca rano i wieczorami. Dziś rano zasypiałam w wannie, a potem w tramwaju. Mam nadzieję, że nie zasnę na dzisiejszym zlocie czarownic, wyjętkowo przesuniętym na czwartek.
Nawet na scrapowanie nie mam czasu. W tym tygodniu zrobiłam jedynie wpis do Chwilkowego wędrowniczka i to tylko dlatego, że musiałam, bo dziś przekazuję go leeya’i. Zrobiłam kosztem kilku godzin snu i pokazać nie mogę. bu :(
Ale już tylko dziś i jutro, a w sobotę jedziemy do Słupska i mam nadzieję na rybkę w Ustce, pięknę pogodę (jutro ma padać, prawda? ;) ), jakieś fajne fotki i na wyspanie się na poddaszu. Uwielbiam :)
Niedawno P. miał imieniny i jako dodatek do prezentu dostał taki sobie mały twór :) Zdjęcie przedstawia nas na promie w drodze powrotnej z wysp Aran. Oraz pana z tyłu ;) Chyba troszkę zmęczeni byliśmy ;-) Ale mam ogromny sentyment do tamtych chwil…
Haha, po reakcjach na forum spieszę dodać, że zdjęcie naprawdę jest tymczasowe – wspólnych mamy wcięż niewiele strasznie… I tutaj akurat sentyment do chwili zwyciężył nad pragnieniem estetycznego wykadrowania zdjęcia ;)
A poza tym na ramce się proszę skupiać, tak? ;-)



























