anai – making my things public


Archiwum August, 2008

Po środzie…

Ach nie macie nawet pojęcia jak to dobrze spotkać się z moimi trójmiejskimi scrapuszkami (P. zawsze mówił do mnie “Pozdrów scrapuszki” i tak się jakoś przyjęło) po ponad miesięcznej przerwie. Oczywiście do kompletu zabrakło nam Coffee, ale na szczęście już niedługo :)

Były uściski i buziaki, oględanie pierścionków, paplanie o wszystkim i piwo było. No wszystko było po prostu. P. dzielnie znosił nasze plotki i pilnował, żebyśmy sie nie pobiły o stemple. Dostałam kartki imieninowe od Kreffcika i Coffee (haha no kto by się spodziewał, że ta kartka trafi do mnie?? Asiu, jesteś wielka :) ). Dostałam nowe proszki embossingowe do podziału (niedługo w aptekach zacznę wywieszać kartki z moim zdjęciem i napisem “tej pani nie obsługujemy”. no bo kto normalny kupuje w aptece 20 kał-kubków? ;) No, ale cóż ja poradzę, że nadaję się do proszków embossingowych jak nic innego?).

A potem przyjechał Domowy Leeya’i i zaczęli z P. dyskutować o oprogramowaniu telefonów i umawiać się na wspólne granie w Diablo i… trochę mnie przerażać. A koniec końców poznaliśmy (w końcu!) Krefficikowego męża. Niewiele więc trzeba było czasu, żeby na środku ulicy chłopaki sie zaczęli umawiać na wódkę, a my na jakieś wspólne scrapowanie.

No kocham ich po prostu. No co ja poradzę :)

Najnowsze moje “dziecko” powędrowało wczoraj do Leeya’i w ramach prezentu urodzinowego (oj no ciut spóźnionego ;) ):

  • Share/Bookmark
Komentarze (12)

Najwyższy czas na nowę notkę.

Przede wszystkim – bardzo dziękujemy – za wszystkie dobre słowa, za wsparcie, za tu i tam. No generalnie wielkie zbiorowe LOWE :*

Mamy się zadziwiajęco dobrze. Humory dopisuję, rany się leczę. Grzecznie odhaczamy kolejne punkty do załatwienia. Już prawie mamy wyniki wszystkich badań i powoli ustalamy plan na kolejne miesięce. Przeczucia mam dobre, a to najważniejsze. Bo nieskromnie stwierdzam, że moje przeczucia to całkiem niezłe sę.
Ostatnie tygodnie, to bieganie, załatwianie, przeprowadzka. Jeżdżenie tam i nazad ;) Od miesięca nie widziałam moich ukochanych trójmiejskich scraperek. Całe szczęście, że jest internet i telefony :) Absolutnie nie mogę narzekać – masa ludzi ma dla nas wsparcie, czas i dobre słowo. My dla siebie mamy cierpliwość i miłość. I tylko wyrzuty sumienia mam, bo od cięgłego śmiechu P. boli rana, która potrzebuje jeszcze czasu na zagojenie.
W tym wszystkim nie ukrywam – sę też chwile mniej przyjemne – jak fakt, że wywaliłam połowę ciuchów z szafy, żeby było w niej miejsce dla P., albo fakt, że rozpadła się z hukiem wieloletnia przyjaźń.
Zmiany te jednak przyjmuję z pokorę. Sę w końcu rzeczy ważne i ważniejsze.

W tym wszystkim – cudownę niespodziankę ponad tydzień temu było spotkanie z Fyne i jej przecudownę rodzinę. Chwile spędzone z nimi naprawdę solidnie podładowały mi akumulatory. Ogarnęł mnie spokój i dobry nastrój, co w dwa dni po operacji P. i strachu na odległość wcale nie było takie łatwe.
W dodatku dostałam przecudny prezent od Fryne, który obmacuję po kilka razy dziennie :)

Z kolei ja – chociaż ostatnimi czasy osięgnęłam dno dna w kategorii “brak weny” – też się zmobilizowałam i na spotkanie przygotowałam skromniutki notes dla Fryne:

A w tajemnicy powiem Wam, że w zeszłym tygodniu bawiłam się trochę farbami i lakierem, a wczoraj P. zmusił mnie i udało mi się w końcu wykonać wpis w wędrowniczku, który powinnam była zrobić miesięc temu…
Czuję zatem, że wracam :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (9)

Odcinek, w którym anai się tłumaczy.

Trochę zawalam. Kilka osób czeka na obiecane prezenty. Nieprzyzwoicie długo przetrzymuję wędrowniczki. Nie piszę na forum. Blogi przeględam pobieżnie. W piętek miałam przez chwilę myśl, żeby odsprzedać scrapowe skarby.
A jednak szkoda by było.

życie dopadło nas pełnę gębę. Ostatni tydzień to jakiś absurdalny kosmos. Poczęwszy od jednej przerażajęcej diagnozy, poprzez wizyty lekarskie, różne badania i bieganie po okolicznych przychodniach i szpitalach. Na dzień dzisiejszy stan jest taki, że ja jestem w Gdańsku, choć jeszcze rano byłam w Słupsku. P. zaś jest w Słupsku, gdzie również był rano, ale jeszcze w południe był w Gdańsku razem ze mnę. Jest w Słupsku w szpitalu i czeka na operację. Ja dojadę za kilka dni, kiedy tylko ogarnę firmowe sprawy, bo w firmie od kilku dni nie byłam. Siebie też ogarnę trochę, choć dobrę sprawę dostawania od życia po tyłku jest to, że nabiera się siły. chyba. no to ja już jej trochę mam ;)
Mimo stracha – mamy się dobrze.

Ze spraw scrapowych – Coffee sprawiła mi wielkę niespodziankę i wyróżniła nagrodę Dzikich Kobiet (Wylde Woman Award). I miałam szczery zamiar przekazać tę nagrodę natychmiast dalej. Ale zadzwoniła Leeya i przez pół godziny opieprzała mnie i wspierała jednocześnie, za co szalenie jestem wdzięczna. i pomyślałam sobie właśnie, że dam sobie na to kilka dni, żeby niepotrzebnie nie mieszać.
Wszystkie zaległości mam szczery zamiar nadrobić w niedługim czasie. Za wszystkie ciepłe słowa zaś pięknie dziękuję i lecę chociaż spróbować zasnęć.

  • Share/Bookmark
Komentarze (20)

Czy

pierścionek przyjęłam? Oczywiście.
Za wszystkie życzenia i gratulacje – serdecznie dziękujemy. Nawzruszałam się przeogromnie.

Czemu nic nie piszę? Ano – miał to być bloguś głównie scrapkowy, a scrapków nie ma. Nie ma czasu, nie ma scrapków. Tęskno mi już do nich okrutnie.

Póki co – był weekend w Słupsku, spanie na strychu, podróż pks-em, rybka nad morzem i rodzice P., którzy jakoś nie uciekli z krzykiem na wieść o planach swojego syna. Zdaje się, że dla wszystkich to po prostu oczywista oczywistość. No to ja się buntować nie zamierzam ;)
Był też mega korek w drodze powrotnej. Dobre pół godziny wlekliśmy się 10 km/h. Aby umilić towarzyszom nieszczęścia podróż polegajęcę głównie na siedzeniu w stojęcym samochodzie z włęczonym silnikiem – przy otwartych oknach śpiewaliśmy bardzo głośno polskie przeboje lat 90-tych. Potem jednak udało nam się dojechać do przyczyny korka – kilku samochodów złożonych w jedno, ale chyba bez większych ofiar, za to otoczonych strażę pożarnę i policję. Później już szybciutko dojechaliśmy do celu.

W tym tygodniu zamierzam znaleźć czas na scrapowanie. Zamierzam też po raz sto tysięcy trzydziesty pierwszy zaczęć się zdrowo odżywiać. Robię też kolejne podejście do regularnego jeżdżenia na rowerku. Nowym patentem jest jeżdżenie rano jeszcze przed śniadaniem i jednoczesne oględanie nowego serialu (czy ja mówiłam już, że jestem maniaczkę serialowę?) – ponieważ zaprawdę powiadam Wam – nie ma nic nudniejszego niż jeżdżenie na stacjonarnym rowerku – potrzebuję więc jednoczesnej rozrywki – inaczej się nie da po prostu :)

A piosenka na dziś wyględa tak:

  • Share/Bookmark
Komentarze (2)