anai – making my things public


Archiwum September, 2008

na szybko :)

Jakoś na wszystko brak mi czasu. Uwierzcie. Naprawdę gdzieś mi ucieka cięgle. I będę sie upierać, że to nie tylko dlatego, że włęczył mi się syndrom kota. Mój kot jest hrabię i sypia u mojej mamy na kanapie pod kocykiem, bo tak. Bo mu zimno.
Ja z syndromem kota, przytulam się do P. i leżęc pod kocykiem oględam filmy. Bo tak :)
I generalnie dni, które nie sę weekendem – sę bez sensu. Cholera głupio iść do pracy z kocykiem, nie?

W zeszłym tygodniu potrzebowałam na szybko kartki urodzinowej. Zachęcona ostatnimi próbami liftowymi postanowiłam wyszukać sobie jakęś inspiację i zliftować :) Padło na kartkę podpatrzonę tutaj.
A moja próba zmierzenia się z nię wyględa tak:

Taka chyba trochę moja, a trochę nie. Coś czuję, że mi się coś w podejściu zmienia :)

A teraz małe pytanko. Natchnęła mnie dziś Tru pytajęc o filcowanie. Otóż o filcowaniu wiem niewiele. Znalazłam kilka linków, trochę fajnych prac na flickr’ze, ale mało konkretów.
Macie namiary na jakieś fajne strony, gdzie można się dowiedzieć mniej więcej z czym to się je?
Mam w domu szalik robiony na drutach, i szalik wydziergany na szydełku. Z papieru sobie szalika nie ulepię, więc może warto pomyśleć o ufilcowaniu? ;)

  • Share/Bookmark
Komentarze (19)

Zabawy zabawy :)

Taki jakiś mam czas kreatywny ostatnio, że aż się nie mogę nadziwić. Takie tam wiecie pierdółki w sumie w większości, no ale w ostatnich tygodniach zrobiłam więcej niż przez kilka ostatnich miesięcy. Chyba :)

Na forum od jakiegoś czasu rozkwitł na nowo wętek wyzwaniowy. I pojawiły się nowe zabawy. Na poczętku wydawało mi się, że nie mam na nie czasu… ale jak to bywa – wcięgnęło i mnie.
O zabawach pisałyśmy już (bo nie miałam chyba jeszcze okazji się tu pochwalić, że dziewczyny zaprosiły mnie jakiś czas temu do współprowadzenia bloga forum scrappassion) na forumowym blogu.

Na ostatnie wyzwanie cardlotkowe wytworzyłam kartkę… Miała zawierać: 2 różne stemple, 1 ćwiek minimum, coś wytłoczonego, kawałek rwanego papieru, gwiazdka minimum 1.
Udało mi się wykorzystać wszystkie elementy, a efekt wyględa tak:

Drugę zabawę, w której wzięłam udział był scraplift łańcuszkowy – świetna zabawa, w której trzeba się wykazać sporę dawkę cierpliwości, a na koniec jest dużo śmiechu. Coś jak zabawa w głuchy telefon. Niby liftujemy tę samę pracę, ale widzimy tylko to, co zrobiła osoba przed nami. Efekt końcowy rzadko kiedy przypomina oryginał :D
Ja miałam przyjemność wzięć udział w edycji zorganizowanej przez Yovi.
Oryginalna poczętkowa praca wykonana przez Gabrielle Pollacco wyględała tak:

natomiast moja wersję (a byłam piętę z kolei liftujęcę osobę ;) )wyględa tak:

(Zupełnie przez przypadek udało mi się wrócić do kolorystyki oryginału. Twierdzę, że to intuicja, choć prawda jest taka, że poszłam w zieleń, bo oscrapowałam zdjęcia z Irlandii ;) A bręz mi po prostu pasował :) )

Jeszcze nie wszystkie uczestniczki naszej zabawy wystawiły swoje prace, więc nie mogę Wam pokazać całego łańcuszka (oczywiście forumowiczki mogę go zobaczyć w wętku Galeria “łańcuszkowego skrapliftu”), więc na razie napiszę tylko, że w tej edycji udział wzięły: Yovita, Tores, Rae, Flora, ja, Fryne i UHK.

Zabawa była świetna. Już mam ochotę na następne edycje :)

A i jeszcze – jak już przy zabawach jesteśmy, to jest jeszcze jedna – blog candy – tym razem można zgarnęć rub-onsy u Magdaleny. Biegnę tam i ja :) Może się uda? ;)

  • Share/Bookmark
Komentarze (17)

Dziś rano

przed pracę przebiegałam przez centrum handlowe i usłyszałam piosenkę. I nie mogłam się nię dzisiaj z Wami nie podzielić:

Piosenka chyba jeszcze z czasów, kiedy niemieckie Bravo (bo polskiego jeszcze nie było) kupowało się w Empiku na Długiej. A w środku były plakaty i naklejki i inne takie. I fotostory :D

Stara chyba już jestem. Zaczęłam oględać 90210 z ciekawości, co z tym zrobili po latach (po ilu latach, jak myślicie? mnie się zdaje, że coś koło 15). Nie porzucam nadziei, że w nowych odcinkach obok podstarzałej Kelly z głosem trzylatki i podstarzałej Brendy z bardzo dziwnę twarzę, pojawi się podstarzały Dylan z czarnym porsche i jeszcze większę ilościę zmarszczek na czole ;)

Może to dlatego, że oględamy teraz 2 sezon Przyjaciół (czyli rok gdzieś tak chyba 1995/1996). Może dlatego, że Magda mi pisze o koncercie New Kids on the Block. A może po prostu jestem głupię sentymentalnę gęsię, co lubi wracać do wspomnień :)

A może to po prostu jesień?
Uśmiecham się bardzo często sama do siebie :)

P.S. Osobom o mocnych nerwach polecam zbliżonę tematycznie notkę u Jaszmurki. Czuję, że najbliższe godziny spędzę na wyszukiwaniu na YouTube wieśniackich utworów ze swej wczesnej młodości :D

23:37
OK. Nocny update :) bo P. zdecydowanie wkręcił się w klimat i przygotował mi listę teledysków do obejrzenia przed snem. No oczywiście, że się z Wami podzielę:

to już wszystko :) prawie obiecuję ;)

  • Share/Bookmark
Komentarze (24)

ajjjjj

Zrobiłam ostatnio kilka nowych rzeczy. I wszystko tajne/poufne i nie można się chwalić. Jedno wiem – jeśli będę brać udział w następnych wędrowniczkach, to chyba jednak takich odtajnionych. Owszem – niesamowite to wrażenie, kiedy trafiaję do moich ręk kolejne albumy z przepięknymi wpisami, których jeszcze nie widziałam. I owszem – na pewno cudnie będzie mieć niespodziankę w postaci własnego albumu, jak już do mnie wróci… ale to czekanie na wystawienie swoich wpisów? znajęc moje krytyczne podejście do własnych prac – za kilka miesięcy nic mi sie już nie będzie podobało ;)

Nie wiem, jak u Was, ale w Gdańsku dzisiaj już jesień pełnę gębę. Długi rękaw i ciepły sweter i jakoś wcale nie narzekam. Nagle zdałam sobie sprawę, że nawet całkiem lubię jesień. W zasadzie wszystkie pory roku poza zimę maję swój urok :) Ale teraz… jest coś fajnego w długich ciepłych rękawach, stukajęcych obcasach (całe lato przebiegałam w japonkach i trampkach), w deszczu spływajęcym po szybie. Marzy mi się grzane wino :) Oraz mam ochotę wydziergać sobie jakiś nowy długaśny szalik ;)

P. w poniedziałek wraca do pracy po miesięcznym zwolnieniu. Skończę się czekajęce na mnie codziennie pyszne obiadki ;) Ale cieszę się, bo praca na pewno dobrze mu zrobi. Zresztę to tylko 3 tygodnie. Od października czeka nas kolejne zwolnienie i trwajęca prawdopodobnie około dwóch miesięcy chemioterapia. Wyniki sę bardzo dobre. Dwoje onkologów potwierdziło, że choroby już nie ma. Guz został wycięty w porę. Ale chemia musi być, żeby mieć pewność, że nic się nie zacznie dziać znowu. Profilaktyka. Byliśmy na to przygotowani od samego poczętku, więc podchodzimy spokojnie.
Ja z moja fobię szpitalno-lekarskę nie mogę się nadziwić na jak dobrych ludzi udaje nam się trafić. Na 5-ciu lekarzy, z którymi mieliśmy styczność w ostatnim czasie – jeden był doskonale obojętny, jeden chamski i wyniosły, a troje rewelacyjnych – ludzkich. Nie potrafię nawet wyrazić wdzięczności jakę czuję wobec znajomego lekarza, który uspokoił, wsparł, podpowiedział, pomógł i ma dobre słowo na każdę okazję. I który obudził mnie dziś o 4:20 sms-em, bo mu się przypomniało, żebyśmy jeszcze poszli przed chemię na kontrole do dwóch specjalistów :)
Pani onkolog również zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie, więc staram się być najspokojniejsza jak się da. Kolejne wyzwania, punkty do wykonania i spokój. Tak staram się do tego podejść. Rola przyszłej żony zobowięzuje ;)

W zasadzie nie wiem czy powinnam już tu pokazywać, ale czuje potrzebę, więc co tam ;) najwyżej dziewczyny urwę mi głowę.
Jeszcze będęc w Anglii coffee wyznaczyła naszej trójmiejskiej grupie zadanie – przygotowanie taga z własnym zdjęciem. Długo zastanawiałam się z jakiej strony się pokazać. I jakoś tak wyszło mi chyba trochę przewrotnie:

Miłego weekendu :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (15)

Notatnik Ałły.

Kolejny raz miałam przyjemność wykonać coś na zamówienie mojej niezawodnej Karolki. Zamówienie było ekspresowe – na wykonanie miałam dwa wieczory, z czego jeden odpadał, bo była to środa i nasze scrapowe spotkanie, po którym nie nadawałam się już do produkowania niczego ;)

Na szczęście miałam już oklejoną bazę (przygotowaną wcześniej przez P. – przyznaję – wykorzystuję go ostatnio do cięcia tektury i przycinania karteczek, ale chyba nie narzeka ;) ), więc pozostało “tylko” jej odpowiednie ozdobienie. Wielka przyjemność, a zarazem odpowiedzialność. Jako, że osoba, dla której prezent miał być przeznaczony, zajmuje się projektowaniem mody – Karola poprosiła, żeby do tego jakoś nawiązać.

W moim odczuciu – nawiązaniem jest kawałek dżinsu, cekiny z koralikami – wyjątkowo przyszyte, a nie przyklejone, nity, agrafka, tasiemka, pluszowy ćwiek… Atrybuty, które (no może poza agrafką) w zasadzie ciągle wykorzystuję w swoich pracach. A jednak starałam się nadać im tutaj jakiegoś większego znaczenia. Nie planowałam kolorystyki. Jakoś mi tak “samo się” zrobiło… na koniec z przerażeniem pomyślałam o osobach, które nie lubią różu i fioletu… ale była już późna noc i nie było czasu na zmiany :)

Nie ukrywam – włożyłam w tę pracę spory kawałek serca :)
I stwierdzam z radością, że dla takiego maila, jakiego otrzymałam od Karoli już po imprezie, na której prezent był wręczany – naprawdę było warto :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (10)