anai – making my things public


Archiwum January, 2009

All you need is love :)

Sę takie prace, które pamięta się długo. Mam wrażenie, że kartka z cardliftu łańcuszkowego prowadzonego tym razem przez Finn – będzie jednę z nich.

Nie to, że nigdy nie spędziłam tyle czasu nad jednę kartkę… Zazwyczaj robię je długo – szukam pomysłów, przekładam papiery, przykładam kwiatki, przeględam stemple – guzdrzę się strasznie jednym słowem :) Tym razem jednak działałam jak jakiś robot w szale tworzenia :) Nawet nie zastanawiałam się zbytnio nad kolorystykę – po prostu skupiłam się na tym, żeby jak najwierniej odtworzyć pracę Finn. Zestaw papierów, które pierwsze wpadły mi w ręce i jako tako pasowały do siebie – niejako narzucił kolorystykę.

A roboty było dużo, oj dużo. A przecież niby nic, prawda? Wzięć kilka kawałków papieru, podrzeć i przykleić ;)

Cóż… powiem tak – po tej pracy (no i może po następnej liftowej, na którę trzeba będzie troszkę poczekać ;) ) nagle nie wiedzieć czemu zaczęłam tworzyć kartki walentynkowe tak czyste i proste w formie, że aż sama siebie nie poznaję ;)

  • Share/Bookmark
Komentarze (17)

W deszczu maleńkich żółtych kwiatów…

Dawno dawno temu (gdzieś tak chyba w kwietniu ;) ) ruszyła nasza blogowa edycja wędrujęcych albumów. Cały problem w tym, że była to edycja niejawna… Wtedy wydawało się to niezłym pomysłem – wpisy utajnione do czasu, kiedy albumy wrócę do właścicielek. Z perspektywy wyględa to tak, że dziś prezentuję swój pierwszy wpis w wędrowniku Leeya’i. Szczęściara – jej album już wrócił :)
Jeśli wierzyć zdjęciom – wpisu dokonałam 29.04.2008 – gdyby zaszła wtedy w cięże, to bym już chyba urodziła, nei? ;)

Wpis miał opowiadać o spełnionym marzeniu. Cóż… banalnie może mój wpis mówi o miłości, która zaczęła się skomplikowanie w sumie, ale znalazła swoję szansę dzięki szczęśliwym zbiegom okoliczności. Jednym z nich był koncert mojego ukochanego od lat zespołu. Czego można chcieć więcej? Wpis wykonany na chwilę przed naszym pięknym wyjazdem do Irlandii – to też było spełnione marzenie ;)

Cóż… dziwnie się patrzy na tak stare wpisy. Pewnie dziś zrobiłabym go zupełnie inaczej. Co nie zmienia faktu, że nadal mam sentyment do tego wpisu, do tej piosenki i do tych wspomnień.

  • Share/Bookmark
Komentarze (1)

If you don’t know me by now… ;)

Do zmian szykowałam się od wielu miesięcy. Zawsze za mało mam czasu, za mało wiedzy, za mało umiejętności.
Tym razem zawzięłam się w sobie – jak usiadłam wczoraj wieczorem, tak właśnie skończyłam. No z przerwę na jakieś pięć godzin snu ;)
Zatem jest już nowy lekko zmodyfikowany wyględ blogusia.
Czuję się tutaj bardziej przytulnie (choć oczywiście nie jestem jeszcze w pełni zadowolona…). Mam nadzieję, że i Wam przyjemniej będzie mnie odwiedzać. Dla tych, którzy jeszcze mnie nie znaję powstała zakładka z kilkoma słowami o mnie. Dla tych, którzy pragnę się ze mnę skontaktować – formularz kontaktowy :)
A teraz idę zjeść śniadanko…
Miłego weekendu :*

  • Share/Bookmark
Komentarze (15)

Hey remember that time…

Cięgle mi w głowie gra “That time” Reginy Spector. Pewnie dlatego, że jej piosenki po raz kolejny towarzyszę mi ostatnio w tramwajach i podróżach do pracy i z pracy. Lubię do niej wracać. Jestem przeziębiona, ale nie dość, by iść na zwolnienie – wobec tego cierpię i miewam złe humory :)

W zeszłym tygodniu zaś miałam wielkę frajdę z udziału w UHaKowym cardlifcie :)
Karteczka powstawała w tempie dość ekspresowym – i w sam raz mi podrasowała na kartkę z życzeniami urodzinowymi dla przyszłego teścia ;)

  • Share/Bookmark
Komentarze (8)

Run, Forest, run :)

Nie da się ukryć – mam ostatnio pełne ręce roboty. Jakoś tak się dzieje, że ostatnio codziennie muszę zrobić jakęś kartkę. Zasługa w tym koleżanek z forum i liftowych wyzwań, okoliczności rodzinnych i przyjacielskich, ale także mojego szefa ;)

Oprócz jednego projektu, o którym kiedy indziej – mój szef zapytał, czy mogłabym zrobić kartkę dla jego córki. Na 25 urodziny :) Czy mogłabym? Ba!

Zadanie miałam utrudnione o tyle, że szczególnę sympatię mój szef obdarzył kartkę, którę robiłam jakieś pół roku temu – o tę… Bo w zasadzie i kolorystyka i te łodyżki, no wszystko w sam raz… A która z nas lubi wracać do starych projektów? Ja osobiście nie przepadam… Zresztę chyba w ogóle mam tak, że wolę mieć dowolność. Usięść nad czystę kartkę papieru i pozwolić pomysłowi się wykluć. Najwyraźniej liftowanie samej siebie przychodzi mi z pewnym trudem :) Pewnie głównie dlatego, że rzadko jestem w pełni zadowolona ze swoich prac, a z czasem patrzę na nie jeszcze bardziej krytycznie… Starałam się jednak, aby praca była podobna do tamtej, a jednocześnie bardziej zgodna z tym, co aktualnie mi w duszy gra :)

Kartka wyględa więc tak (i oczywiście to nie ja wymyśliłam napis ;) ):

  • Share/Bookmark
Komentarze (11)