Archiwum May, 2009
Nocnym pociągiem aż do końca świata.
Tytułowe nawiązanie do piosenki Myslovitz (nie pierwsze i nie ostatnie) jest troszkę przewrotne, ale jednak jest coś w tym, że w ostatnim czasie zbyt wiele czasu poświęcałam na ślęczenie przy monitorze po nocach… na poszukiwania odpowiednich rozwiązań, na przetrząsanie for internetowych, na testowanie wtyczek, na analizowanie kodu, na wprowadzanie zmian i sprawdzanie tysiąc razy, jaki będzie efekt… na przypominanie sobie nauczonych dawno temu rzeczy, na uczenie się nowych…
Wszystko to dlatego, że było mi tu ostatnio mało wygodnie. Dusiłam się i czułam, że muszę wycisnąć z wordpressa, na którym działa mój blog, troszkę więcej… Choć przyznaję od razu, że moje działania w tym zakresie są czysto amatorskie i opierają się głównie o zasadę prób i błędów ;)
Po pierwsze zmiany graficzne – sam układ niewiele się zmienił, ale jest chyba odrobinę jaśniej i pogodniej. Zestaw, z którego korzystałam przy tworzeniu szablonu jest oczywiście nawiązaniem do papieru, w którym zakochałam się kilka notek temu ;) Sam w sobie był przepiękny, acz trochę zbyt jaskrawy i na pewno skutecznie odwracałby Waszą uwagę od zdjęć. Mam nadzieję, że udało mi się go troszkę zneutralizować nie odbierając mu jednocześnie uroku…
Dodatkowo trochę zmian kosmetycznych – typu wielkość czy kolor czcionki i trochę różu w komentarzach ;)
Kolejna rzecz, do której zabierałam się długo, ale w końcu się zebrałam – blog mówi do Was po polsku ;) A jeśli gdzieś jeszcze zdarzy mu się krzyknąć coś po angielsku – będę wdzięczna za wiadomość :)
A reszta… Reszta to zmiany, które może nawet nie mają dla Was większego znaczenia. Mnie jednak były one bardzo potrzebne. Na dole strony pojawiła sie znacznie wygodniejsza nawigacja między stronami, nie trzeba się więc już zastanawiać czy “next” oznacza wcześniej czy później ;) Z kolei wydłużające się coraz bardziej archiwum wywędrowało na osobną stronę (trzeba kliknąć w zakładkę “Archiwum” na górze blogusia) – do każdego miesiąca przypisane są daty i tytuły notek, co może ułatwić ewentualne wyszukiwanie. Kolejna moja zmora – lista linków… Jest ich zdecydowanie za dużo, niepotrzebnie wydłużały stronę i trudno było je ogarnąć. Tyle jest zdolnych scraperek, tyle osób, które poznałam i chciałabym na bieżąco do nich zaglądać, a jednak prawda jest taka, że w tym tłumie naprawdę łatwo coś przegapić… Nie udało mi się jeszcze znaleźć dobrze działającej wtyczki, która porządkowałaby linki według ostatnio dodanych przez Was notek, ale póki co “Linki” również wywędrowały na osobną stronę, gdzie można je sobie przeglądać rozwijając interesującą nas kategorię. Zajmują w ten sposób znacznie mniej miejsca, co na pewno zachęci mnie do uporządkowania ich troszkę i dodawania zarówno nowych linków, jak i nowych kategorii.
I to tyle. Pewnie za jakiś czas znów poczuję, że pora coś tutaj przemeblować, ale póki co może w końcu pójdę wcześniej spać z poczuciem wykonania niemałej roboty :) Teraz pora na odgrzebanie się ze scrapowych zaległości…
Komentarze (12)Fill your heart with love today…
…Don’t play the game of time
Things that happened in the past
Only happened in your Mind.
Czasem jest tak, że swoja pracą chciałabym komuś nie tylko sprawić przyjemność, ale też chociaż postarać się dodać otuchy, optymizmu, wiary w siebie. Nie jest to łatwe do realizacji. Nie każdy przecież nawet lubi te papierowe wytwory.
Czasem jednak nadal chcę – dla mnie ma to znaczenie. Nawet jeśli wiecznie nie mam czasu. Nawet jeśli nie mam żadnej pewności, czy ktoś doceni. Czasem po prostu czuję, że muszę. Że w tej formie mogę przekazać więcej, niż w setkach powtarzanych słów…
To właśnie jedna z takich prac. Album na płyty cd wraz z pełną emocji zawartością. Niewielką ma wartość materialną. Za to emocjonalną dla mnie – ogromną. Mam nadzieję, że obdarowanej osobie sprawi choć odrobinę radości…
Komentarze (8)Pod niebem pełnym cudów…
Stworzyłam ostatnio dwie karteczki, dla dwóch kobiet, które darzę ogromną sympatią, a które miały ostatnio urodziny. I dopiero po czasie się zorientowałam, że obie kartki z ptaszkami. Wiosna czy coś? ;)
Pierwsza z wykorzystaniem ptaszka od Kamilci:
Druga robiona poniekąd jako lift na wyzwanie art-piaskownicy. Przy czym ten mój lift to taki raczej luźny jest ;)
I to tyle na dziś. Gdzieś mi chyba wszystkie słowa uciekły. Zdarza się :)
Komentarze (20)Ogrodu serce…
Temat na majowe wyzwanie wewnętrzne w art-piaskownicy wymyślała tym razem Anna-Maria, a brzmiał on “autoportret duszy”.
Długo chodziłam wokół niego jak pies koło jeża i tak naprawdę w ostatniej chwili postanowiłam się z nim zmierzyć. Pomysł gdzieś mi się tam w głowie rodził już wczesniej… Autoportret duszy, ogród duszy, tajemniczy ogród, ogrodu serce… Czasem jakaś piosenka gra mi w głowie bez końca, choć nie słyszałam jej całe wieki. Tak było i tym razem. Grała i grała, a ja wiedziałam, że jeśli ta piosenka to i właśnie to zdjęcie musi pojawić się w tym scrapie.
Praca jest poniekąd kontynuacją poprzedniej – ten sam rozmiar, znów papier z kolekcji “Far East”, znów zdjęcie z tej samej sesji. Zdjęcie, które ogromnie lubię… Motyw gałązek z lampionami był już na papierze, ale trochę mało widoczny – postanowiłam go bardziej uwypuklić za pomocą embossingu na ciepło. Użyłam też serwetki z napisami mocowanej medium do decou. A reszta to wiadomo – tuszowanie, kwiatki, żelastwo, trochę nutek (dawno ich nie było ;))… Motyle to rubonsy kupione od Ajki (Są przepiękne – błyszczące i z brokatem. Od momentu kiedy je zobaczyłam na zdjęciu, wiedziałam, że powstanie kiedyś scrap w mniej więcej takim klimacie :)). Dziurka od klucza to grungeboard pomalowany crackle paint. No i oczywiście kryształkowy zawijas :)
Moja interpretacja nie jest może zbyt dosłowna, ale starałam się przekazać coś z takiego moje wewnętrznego klimatu. Jest i ładnie i błyszcząco i trochę mniej ładnie, a bardziej rdzawo i metalicznie ;) Trochę jest chowania się i ukrycia, trochę cierpienia, które przemienia się w coś pięknego, trochę wspomnienia, a trochę sekretów tuż tuż na wyciągnięcie ręki… Lubimy się – ja i ten scrap. Lubimy się nawet bardzo :)
Pozostałe “autoportrety duszy” możecie zobaczyć tutaj
A na koniec – oczywiście – piosenka:
Komentarze (10)Ciemno, brudno, rdzawo ;)
Przyszła moja kolej na przygotowanie wyzwania kolorystycznego dla art-piaskownicy. Mam problem z wyrabianiem się na wszystkie zabawy, które dziewczyny dzielnie wymyślają, więc tym razem chciałam się przyłożyć. I żeby było inaczej. I żeby było ciekawie ;)
Pewnie już wiecie, że wyzwania te inspirowane są zdjęciami. Ja pokusiłam się o pewną prywatę – wybrałam zdjęcie z naszej domowej kolekcji – zrobione przez P. dokładnie rok temu 11.05.2008 na irlandzkiej Wyspie
Inishmore (więcej o wyspach Aran możecie poczytać tutaj, tutaj lub tutaj). Oczywiście w mojej głowie zawsze zdarzenia się łączą i przeplatają, a daty tworzą niewidzialną sieć skojarzeń – dokładnie dwa lata temu powstał mój ostatni póki co tatuaż, którego Wam nie pokażę, ale powiem, że po pierwsze ma swoje nawiązanie do klimatu scrapa, a po drugie (jak to często z tatuażami bywa) miał dla mnie duże znaczenie emocjonalne i był znakiem początku zmian w moim życiu. Zmian oczywiście na lepsze. Znaczy się, 11.05 to dobra data jest! Fryne ma dzisiaj urodziny ;)
Wspomnienia ładne, zdjęcie ładne, wszystko ładne. Zdaję sobie sprawę, że nie są to może kolory ogólnie uznane za piękne… Ba, koleżanki z piaskownicy okrzyknęły je mianem depresyjnych :) Cóż – gdzieś mi może ten smutek we krwi siedzi, bo często rzeczy pozornie brzydkie czy smutne wydają mi się piękne…
Zdaję też sobie sprawę z tego, że wyzwanie może okazać się niełatwe i mało popularne ;) Ale pokusa była silniejsza. Dla mnie te 3 godziny poświęcone wczoraj na wykonanie scrapa (Tak! Scrapa. Sama się sobie dziwię, ale uznałam, że ten zestaw kolorystyczny zasługuje na większą formę) to była ogromna przyjemność i czysta zabawa.
Jeśli zatem uznacie, że zmierzenie się z tym zestawem kolorystycznym również i Wam może sprawić przyjemność – zapraszam do zabawy
Moja praca wygląda tak:
Papiery wybrały się same – Water Plain z kolekcji Far East DCWV, Blue Scratchy z kolekcji Old World tej samej firmy, pozostałe to papiery BasicGrey – nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam te pozornie jednokolorowe papiery na końcu małych zestawów – pełne przybrudzeń, przetarć, rys – to zdecydowanie moja bajka :) Biała ramka to karton okładkowy z brokatem, którego używam ostatnio chętnie i dużo :) Szara ramka to z kolei szary papier, który Ikea wkłada do swoich ramek z informacją jakie formaty zdjęcia będą pasować do ramki – bo całość zamieszkała w ramce, ale o tym później :) Tak naprawdę dopiero po wybraniu papierów zdecydowałam się na to właśnie zdjęcie – wykonane przez piekielnie zdolnego Janusza Millera. Przede wszystkim pasowało mi kolorystycznie, ale też jego klimat kojarzy mi się troszkę z orientem, co pięknie mi się powiązało z bazowym papierem.
Ramka z tektury pochodzi z zestawu “Phrases, Frames & Tags” Fancy Pants. Dwa zawijaski to grungeboard, tuszowany distressami i pokryty Crackle Accents. Do tego kwiatki i listki Prima, kółka z folii tuszowanej alkoholowo, liquid Pearl, perełki i kryształki i to co najważniejsze – jak tylko zdecydowałam się na ten zestaw wiedziałam, że pojawi się zegarkowe żelastwo – kupione w zeszłym roku na allegro i często pokryte autentyczną rdzą :) Co jeszcze? Korzystałam z trzech kolorów tuszy Distress – Walnut Stain, Broken China i Aged Mohogany. Tektura pokryta jest tuszami właśnie, następnie pomaziana crackle paint i pokryta przezroczystym embossingiem na gorąco.
Napis “Find your path. Follow your bliss” to rubons firmy Fancy Pants. Dla mnie łączący się i z tym zdjęciem, i z tą datą i także z tą stylistyką…
Poniżej zbliżenia na detale:
Jak już wspomniałam – scrap zamieszkał w ramce z Ikei – gruba metalowa ramka idealnie mi sie wpasowała w jego klimat. I wiem już, że to nie ostatnia taka praca ;)
Komentarze (15)




























