anai – making my things public


Archiwum November, 2009

Wszystkie dzieci nasze są ;)

Dziś króciutko, bo dostęp do netu mam chwilowo ograniczony, a i rozpisywać się nie ma co :)
Album dziecięcy na zamówienie. W sobotę został wręczony jako prezent z okazji chrztu małego Tobiaszka. Trochę chłopięcy, a trochę romantyczny. Starałam się, żeby było elegancko, ale niekoniecznie poważnie :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (11)

Noc to pora nietoperzy ;)

Zaczęło się od tego, że pewnego pięknego poranka Finn zapytała czy mogłabym wymyślić temat na kolejne wyzwanie craftowa. Nie oszukujmy się – jesień to nie jest moja pora roku… Jestem zmęczona, nie mogę się skupić, ciężko myślę. Ale przecież lubię wyzwania!
Główkowałam więc, co by tu wymyślić i stała się rzecz przedziwna. Szukając natchnienia wysłałam sms-a z prośbą typu – podaj mi jedno słowo, które będzie kolejnym wyzwaniem. I gdy tylko wysłałam tego sms-a, to natychmiast spłynęło na mnie olśnienie – już wiedziałam jakie słowo najbardziej mi pasuje. Odpowiedź przyszła za momencik i wprawiła mnie w lekkie osłupienie – “sen”. A to moje olśnienie? Bezsenność :)
Wierzę w znaki, więc postanowiłam pozostać w tym nocnym klimacie. Pozostało jeszcze okraszenie wyzwania cytatem. Ach… jaki piękny mroczny wiersz znalazłam:

Krzysztof Kamil Baczyński “Bezsenność”

Wiatr gra chorały nocy na organach podwórz;
z pyska chłapie ulicom kroków szara piana,
a noc mży czarnym piaskiem w kwadraty trawników,
dom brodzi zatopiony w kirach po kolana.
Czarny pająk obrazu wpełzł na śliską ścianę,
napęczniały i syty krwi słodkawej mroku,
sieje pustkę bezmierną i meble w nią plącze
Ostre cienie wazonów snują czerń z odwłoków.
Noc się nigdzie nie kończy, jest wszędzie bezkresna,
wiatr gra chorały nocy na podwórz organach;
noc mi zalewa gardło mdlącą, duszną falą,
czekam, stopiony w mroku
wyzwolenia…
rana…

No a potem realizacja. Pomysł miałam w zasadzie od razu. Zaczęłam go nawet realizować. I co? Cóż, poczeka sobie jeszcze, bo nagle pięć tysięcy innych spraw zwaliło mi się na głowę i nie wyrabiam się kompletnie z niczym. Dwa dni temu siadłam zatem późną nocą do komputera i modziłam… Miało być mrocznie… Miało być strasznie… Wyszło jak zawsze? Jak widać nawet w mroku coś się u mnie musi błyszczeć i świecić ;)

Znam smak bezsennych nocy, kiedy wszystkie problemy wracają ze zdwojoną siłą, smak nerwowego przewracania się z boku na bok, zapalania i gaszenia nocnej lampki, oglądania kolejnych filmów, które zamiast usypiać zaciekawiają, bo pozwalają odpocząć ociężałej od myśli głowie, lęków czających się w zakamarkach pokoju, gorzki smak kolejnych papierosów palonych w oknie z widokiem na gwiazdy. Znam nocną ciszę tak pustą i obcą. Znam uczucie ociężałych powiek nad ranem, kiedy budzik dzwoni w kilka minut po zaśnięciu… Ta ciemniejsza strona mojej natury pewnie nawet na swój sposób lubi ten bezsenny smak. W końcu właśnie w nocy najlepiej mi się tworzy. Ta jaśniejsza strona mojej natury jest potem nieprzytomna w ciągu dnia…
Nie wyszło może tak mrocznie, jak bym chciała, ale mam nadzieję, że i tak czuć nocny klimat :) Zresztą prawda jest taka, że wczoraj ten LO trzy razy rozjaśniałam, bo podobno nie było nic widać ;)

Gorąco polecam obejrzenie powiększenia tutaj – bo na tym małym obrazku to chyba nic nie widać :)

Zapraszam też do obejrzenia wszystkich nadesłanych prac na craftowie – jestem dumna z dziewczyn, że powstały tak różnorodne prace. Kobieca bezsenność wiele ma twarzy :)

A w mojej pracy jest jeden element, który pojawił się w ostatnim momencie. Praca była już gotowa zapisana, obejrzana tysiąc razy na dwóch monitorach i nagle poczułam, że musi się tam zleźć – skrzydło (widać tam skrzydło? jeśli nie widać to mówię, że tam jest :) ). A w głowie od razu zaśpiewała mi Kayah. Ja naprawdę mam głowę pełną tekstów piosenek. Zatem dziś muzycznie o wiele mniej pozytywnie niż wczoraj, ale przecież też pięknie…

  • Share/Bookmark
Komentarze (5)

Musisz wierzyć…

Comiesięczne wyzwanie tematyczne dla mieszkanek art-piaskownicy tym razem prowadziła Patrysha. Temat smakowity – “Nadal wierzę”. W co wierzę? W miłość, w dobrych ludzi, w dobre duchy, w słodycze bez kalorii, w intuicję, w karmę, w historie z komedii romantycznych, w to, że zawsze spadnę na cztery łapy, w wiele rzeczy wierzę :) Ale inspiracja przyszła sama – podczas słuchania muzyki :)

Scrap tym razem w wykonany w digi – połączyłam dwa wyzwania, przy czym to drugie znajdziecie w najbliższych dniach na art-piaskownicy.
Chciałam, żeby było radośnie, nieco może bajkowo. Naiwnie? Po mojemu tak :)

większa wersja tutaj

A inspiracją muzyczną, z której zresztą zaczerpnięty jest pojawiający sie na scrapie tekst, była poniższa piosenka. Niech Was ciepło rozbuja w ten zimny listopadowy poniedziałek :)

W sekrecie powiem, że to nie jedyna digi-praca w tym tygodniu :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (7)

W spodniach czy w sukience?

Na notkę scrapową trzeba będzie jeszcze troszkę poczekać, ale przysięgam, że nie próżnuję ;)

Póki co – wspomnienie wczorajszego koncertu. Nie od dziś wiadomo, że baaaaaardzo lubię Anię Dąbrowską. Każda jej płyta kojarzy mi się z ważnym czasem w moim życiu, każda kojarzy mi się z innym mężczyzną… Pamiętam kiedy po raz pierwszy słuchałam tej ostatniej – szłam sobie ulicą i myślałam, że te teksty troszkę mniej trafiają do osób szczęśliwie zakochanych, ale jeśli nie daj Boże kiedyś będę nieszczęśliwa, to pewnie poczuję ją w pełni. No cóż :) Poczułam ją bardziej niż bym chciała ;)
Nie zmienia to faktu, że koncertów Trójmieście nie odpuszczam. Tak było i tym razem.

Cieszę się, że ten koncert był trochę inny niż poprzednie, na których byłam. Dużo coverów, trochę piosenek, których do tej pory na koncertach nie było słychać, ciut inne aranżacje. Powiew świeżości, który pozwolił mi też nie wracać zbytnio pamięcią do poprzednich koncertów :)
Zdecydowanie lubię koncerty w gdyńskim klubie “Ucho”. I choć moje ulubione miejsce widokowe, które upatrzyłyśmy sobie z Magdą dawno temu, tym razem było objęte rezerwacją, to poradziłam sobie i tak. Mój nowy aparat przeżył swój pierwszy koncertowy raz, choć wymagało to ode mnie nieeleganckiego wspinania sie po przedmiotach niekoniecznie przeznaczonych do chodzenia po nich ;) A teraz po raz kolejny w życiu chłonę wiedzę i spędzam godziny na obróbce zdjęć. Dzisiejsze efekty cieszą mnie znacznie bardziej niż na przykład wczorajsze, ale kto wie co będzie jutro ;) Muszę tylko napisać do Mikołaja list z prośbą o wydłużenie doby do 48 godzin – wtedy może będzie jeszcze szansa na wyspanie się ;)

Poniżej kilka zdjęć z wczorajszego koncertu. Więcej zdjęć na flickrze. Cała seria również w mojej nowej galerii. Zapraszam :)

Notka muzyczna nie może obejść sie bez muzyki – zatem piosenka, która rozpoczęła wczorajszy koncert:

A jako bonus piosenka ze specjalną dedykacją dla mojej Karolki :*

  • Share/Bookmark
Komentarze (6)