Archiwum January, 2010
Flying high :)
Podobno dawno nic nie pisałam. No faktycznie :)
W takim razie dziś na szybko notka fotograficzno-muzyczna, tak po prostu, żeby przebieg był.
Zainspirowana przez Nataly, Nulkę i Annę-Marię dołączyłam do grupy “Bench Monday” i w ramach możliwości (hmmm hmmm ;) ) postaram się regularnie podrzucać Wam kolejne dziwne poniedziałkowe fotki :) Oczywiście zachęcam do dołączenia do zabawy.
Poniedziałkowa fotka na szybko wygląda tak, że siedzę na stole w kuchni z nogami na krześle, a aparat z opóźnionym zapłonem umieszczony jest w piekarniku :) Czego to sie nie robi dla sztuki, nie? :)
A muzyczny dodatek, który dziś jakoś tak chodzi mi po głowie, wygląda tak:
Miłego tygodnia!
Komentarze (8)Who’s bad?
Przepadłam w czasoprzestrzeni ewidentnie. Ale już jestem jestem, noworoczne postanowienia poprawy zostały pomyślane, z realizacją jak zwykle gorzej, ale oczywiście, że dam radę :)
Po pierwsze – wśród osób, które zostawiły komentarze pod poprzednia notką wylosowałam Betty Boop i to do niej trafi zawieszka. Bardzo się z tego cieszę. Skontaktuję się mailowo :)
A teraz coś nowego – pierwsza praca tego roku to wynik nocnej weny sprzed dwóch dni. Znów art-piaskownica i lift, który w zasadzie już się u mnie pojawił kilka miesięcy temu – o tutaj. Tym razem w nowym kobiecym wcieleniu. Już zapakowany w ramkę wisi u mnie na ścianie :) rozmiar ten sam – 23×23 cm, układ ten sam, a jakoś tak chyba ciut inaczej?
Co do materiałów – baza to papier dcwv z serii “old world”, wycinane elementy na pewno basic grey oraz jakis stary zapomniany papier nieznanego pochodzenia :) perełki, kryształki, konturówki 3d, oraz dużo dużo migoczących drobinek perfect pearls, których oczywiście nie widać na zdjęciach :>
Ciekawostka – wykorzystałam dwa ususzone listki róży – pozostałość po urodzinowym bukiecie. Taki to mój “smaczek” :)
Święta były miłe i spokojne, w Nowy Rok weszłam z szerokim uśmiechem na twarzy. Miałam ponad tydzień wolnego, który wykorzystałam na małe przemeblowanie i nadrobienie zaległości serialowych i towarzyskich ;) Były też przeróżne zawirowania i tworzenie nowego imidżu na okazję Sylwestra. Kicz-party okazało się rewelacyjnym pomysłem, a ja w końcu mogłam bez kompleksów pokazać światu swoje uwielbienie do ozdóbek, świecidełek, pierdółek, brokatu i stylu gwizadek muzyki pop. uzupełnieniem stroju była dżinsowa katanka (obowiązkowy element lat 80-tych, prawda?), która nie załapała się na ani jedno zdjęcie. A może szkoda, bo trochę ją przyozdobiłam za pomocą perłowej farbki i różnokolorowych brokatów w kleju ;) Od tego czasu w zasadzie codziennie chciałabym nosić tiulową spódniczkę i brokatowe loki i niech Karola mówi do mnie “Dodusiu” ;) Zdaje się, że powinnam zmienić branżę na bardziej, hmmm, rozrywkową ;)
A muzycznie było na przykład tak:
Wszystkiego najlepszego w nowym roku, kochani! :)
Komentarze (14)








