Archiwum May, 2010
Open your eyes
Kolejna praca na wyzwanie Scrapujących Polek. Tym razem nie mogłam się oprzeć mapce zaproponowanej przez Mirabeel.
Bardzo dobrze pracowało mi się nad tym scrapem – czuję, że wracam do sił, inspiracje czają się na każdym kroku, a coraz więcej nowych pomysłów czeka na realizację.
Wszystko w zasadzie tak, jak lubię. Pewną nowością jest fioletowy kwiat, który uszyłam sobie z niedawno zakupionego materiału, który to miał być ozdobą na okno ;) I pewnie jeszcze będzie. mam go dużo :) Poza tym szycie, tuszowanie, papierowa serwetka, tekturowe literki, zdjęcie z fajnej sesji, fragment tekstu piosenki, ćwieki, brokat, błyskotki, glossy accents, a no i stempelek osobisty mój własny :) Ot – takie tam moje małe zachcianki. A teraz idę zapakować scrapa w ramkę i na ścianę. Dobranoc :)
Aaaaa – z góry przepraszam za ilość zdjęć ;)
większa fotka tutaj
Komentarze (10)Dobrze, że jesteś…
Dwie kartki pozornie różne, ale mają wiele wspólnego – obie w kwadracie, obie dla mam, obie z motylami, obie zainspirowane zeszłotygodniowym wyzwaniem Scrapujących Polek. Pierwsza ma zdjęcia nie najlepszej jakości, ale tak to niestety bywa, kiedy się robi zdjęcia kartki na przedpokoju o 4 nad ranem ;)
W obydwie włożyłam sporo serca. W końcu mamy to baaaaardzo ważne osoby :) Ja dzisiaj idę moją uściskać i ucałować koniecznie :)
Komentarze (5)A gdyby tak…
Generalnie szycie nie jest moją mocną stroną. Szycie kartek, scrapów, papierów- to i owszem. Szycie materiału?? A to już zupełnie inna sprawa ;)
Ale gdy już rozkręciłam się z uszyciem pokrowca na kalendarz, to wciągnęło mnie na tyle, że pomyślałam sobie – czemu nie? No i uszyłam jeszcze z rozpędu dwa Potworki :) To kolejny dowód na to, że często fascynuje mnie “brzydota”… Bo przecież mogłabym, gdybym chciała, uszyć jakieś ładne lalki, czy misie, czy co tam jeszcze, prawda? Mogłabym – gdybym chciała :) Potworkowe zabawki chodziły za mną (bez przesady) już ze 3 lata. I nie wykluczam, że z czasem pojawi się ich więcej… Wciąż jeszcze powątpiewam w swoje umiejętności krawieckie, ale przecież nie poddam się bez walki. Uwielbiam tę różową filcową sukienusię – normalnie szał. Nie miałam pojęcia, że takie małe ubranka się tak ciężko szyje ;)
Panna Potwornicka jest stosunkowo niewielka, jej kolega jest sporo większy. Oczywiście zapomniałam ich zmierzyć, ale jak dotrę do domu, to postaram się to nadrobić :)
Komentarze (6)





















