anai – making my things public


Dobrze, że jesteś…

Dwie kartki pozornie różne, ale mają wiele wspólnego – obie w kwadracie, obie dla mam, obie z motylami, obie zainspirowane zeszłotygodniowym wyzwaniem Scrapujących Polek. Pierwsza ma zdjęcia nie najlepszej jakości, ale tak to niestety bywa, kiedy się robi zdjęcia kartki na przedpokoju o 4 nad ranem ;)

W obydwie włożyłam sporo serca. W końcu mamy to baaaaardzo ważne osoby :) Ja dzisiaj idę moją uściskać i ucałować koniecznie :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (5)

A gdyby tak…

Generalnie szycie nie jest moją mocną stroną. Szycie kartek, scrapów, papierów- to i owszem. Szycie materiału?? A to już zupełnie inna sprawa ;)

Ale gdy już rozkręciłam się z uszyciem pokrowca na kalendarz, to wciągnęło mnie na tyle, że pomyślałam sobie – czemu nie? No i uszyłam jeszcze z rozpędu dwa Potworki :) To kolejny dowód na to, że często fascynuje mnie “brzydota”… Bo przecież mogłabym, gdybym chciała, uszyć jakieś ładne lalki, czy misie, czy co tam jeszcze, prawda? Mogłabym – gdybym chciała :) Potworkowe zabawki chodziły za mną (bez przesady) już ze 3 lata. I nie wykluczam, że z czasem pojawi się ich więcej… Wciąż jeszcze powątpiewam w swoje umiejętności krawieckie, ale przecież nie poddam się bez walki. Uwielbiam tę różową filcową sukienusię – normalnie szał. Nie miałam pojęcia, że takie małe ubranka się tak ciężko szyje ;)

Panna Potwornicka jest stosunkowo niewielka, jej kolega jest sporo większy. Oczywiście zapomniałam ich zmierzyć, ale jak dotrę do domu, to postaram się to nadrobić :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (6)

Nie liczę godzin i lat…

Wstydliwa prawda jest taka, że jestem beznadziejna w planowaniu. Dawno już odkryłam, że kiedy zaczynam coś planować, to potem zazwyczaj życie płata mi figle i niespodziewane wydarzenia zmuszają mnie do gruntownej zmiany planów. Tak więc podchodzę do życia raczej spontanicznie. Zdaję się na swój instynkt i refleks i wiele rzeczy robię na ostatnią chwilę… niestety. Ma to oczywiście swój specyficzny urok. W moim osobistym odczuciu ma to pewien związek z czasami dzieciństwa, kiedy to zdarzało się, że w sobotę rano budził mnie tata i oznajmiał, że jedziemy na wycieczkę. Na przykład do Warszawy… albo gdzieś nad morze (bo Gdańsk nie leży nad morzem, wiadomo). Możliwe więc, że skłonność do spontanicznych zrywów (zamiast rozsądnego i odpowiedzialnego planowania) mam po prostu w genach. Do dziś jestem skłonna podejmować tego typu decyzje na kilka godzin przed wyjazdem, a najlepsze imprezy to takie, których się nikt nie spodziewał ;)

Co roku (gdzieś w okolicach końca grudnia) postanawiam sobie poprawę i próbuję się zmotywować do choćby częściowego ogarnięcia swojego wolnego czasu – oczywiście za sprawą kalendarza… Czy muszę dodawać, że zapał kończy mi się gdzieś w połowie stycznia? ;)
Ostatnie moje kalendarze, które miały szansę zagościć w moim życiu na dłużej, to towarzyszące mi we wczesnej młodości kalendarze szalonego małolata ;)

W tym roku miało być inaczej. Postanowiłam, że kalendarz na rok 2010 wykonam sama. Postanowiłam to w zasadzie już w listopadzie. O ile mnie pamięć nie myli kalendarz nabrał swojego kształtu gdzieś pod koniec stycznia ;) No ale jest. Lubię go. Nawet jeśli zapominam o nim czasami, to lubię na niego popatrzeć. Może nie zawsze zapisywane w nim “plany” udaje się zrealizować, ale staram się tez zapisywać w nim warte zapamiętania teksty, adresy stron internetowych, pomysły ;) Mam nadzieję, że będzie kiedyś fajną pamiątką. No i że doczeka się następców.

Kalendarzowe kartki wydrukowałam z gotowego projektu i oczywiście mimo wielu wysiłków nie jestem w stanie Wam teraz powiedzieć skąd go zdobyłam (to także mówi coś o mojej organizacji, prawda? ;) ). Starałam się więc, żeby okładka była jak najbardziej “moja”. A efekty tych starań wyglądają tak:

/></a></p>
<p><a href=

W związku z tym, że kalendarz jest dość grubaśny – chciałam mieć możliwość łatwego znajdywania aktualnej daty – w tym celu wykonałam sobie radosną zakładkę:

Pomyślałam sobie również, że miło by było móc nosić ów kalendarz ze sobą, a jak wiadomo przepastne torebki pełnie “bardzo potrzebnych rzeczy” niekoniecznie są przyjaznym środowiskiem dla delikatnych craftowo-papierowych wytworów. Zmotywowałam się zatem i uszyłam kalendarzowi przytulne ubranko, które zabezpiecza go przed niebezpieczeństwami tego świata ;)

A jak wygląda Wasza organizacja czasu? Wypełniacie dzielnie swoje kalendarze czy podobnie jak ja – zapominacie o nich? A może wystarczają Wam kalendarze w telefonach, komputerach itp.?

P.S. Mam! mam! Jest! Znalazłam! Wnętrze kalendarza pochodzi stąd, a jego autorką jest Amy Hutchinson, która przede wszystkim robi bardzo ładne zdjęcia :)

  • Share/Bookmark
Komentarze (13)

Brzask

Taki właśnie tytuł ma niewielki rozmiarami wędrownik Pasiakowej. Nie jest to najłatwiejszy temat, ale z drugiej strony chyba takie właśnie lekko abstrakcyjne tematy dają największe pole do popisu, puszczenia wodzy wyobraźni i różnorodnej interpretacji.
Ja inspiracji poszukałam oczywiście w swoich klimatach muzycznych i nie zawiodłam się – w piosence przewodniej zasłuchiwałam się późną jesienią, choć teraz pasuje mi może nawet jeszcze bardziej.

Jak widać – tym razem przewagę miała ta bardziej mroczna część mojej duszy. Ta, co głęboko skrywa strach, czasem okazuje nieufność, ta, co się czasem boi na zapas, a czasem po prostu woli być ostrożna. Niemniej jednak wydźwięk dla mnie jest mimo wszystko dość pozytywny – czasem istotne jest także to, że zwyczajnie mamy “o co” się bać ;)

  • Share/Bookmark
Komentarze (1)

Powoli zaczyna się wszystko układać ;)

Ostatnie miesiące obfitowały w wydarzenia różne i rożne ciekawe sploty okoliczności. Tym samym czasu na twórcze działanie było jakoś mniej… Kilka wędrowników przeleżało u mnie chwilkę i robione były partiami – po kawałeczku. Tak naprawdę dopiero wczoraj zebrałam się w sobie, żeby swoje prace wkleić gdzie trzeba, obfotografować. Jutro lecą dalej.
Przy okazji pracy nad albumem Oriki “Moje scrapowanie” starałam się rozbudzić w sobie pokłady pozytywnej energii i przypomnieć sobie czemu właśnie scrapowanie i czemu stało się ono istotną częścią mojego pozapracowego życia. Stąd i radosna kolorystyka i wszystkie te pierdółki, które tak bardzo lubię – kolorowe brokaty, błyskotki, perłowe kropki… To ta jaśniejsza część mojej duszy :)

(Uwaga! Dużo zdjęć :) Wiadomo – człowiek się dorwał do obfotografowywania prac, to umiaru nie zna ;) )

Oczywiście nie może zabraknąć motywu muzycznego, prawda? ;)

  • Share/Bookmark
Komentarze (4)