Mediowy Art-Journal – warsztaty

Garść dobrych wiadomości dziś mam!
Po pierwsze i najważniejsze i oczywiście chwalę się z opóźnieniem – dołączyłam do DT Artistiko. Dla tych, którzy uważnie mnie obserwują, nie jest to raczej niespodzianka. Mniej więcej od roku hdf-ki Artistiko regularnie pojawiają się w moich pracach i dzieje się to nie bez przyczyny – ja po prostu bardzo bardzo lubię z nimi pracować.
Po drugie – mam dobry flow. Przepływ, odprężenie, moment w życiu, uniesienie takie. Trochę mi szkoda tego lata, co nagle się skończyło, jakby ktoś nożem uciął. A trochę skrycie się cieszę na jesień. Jestem co prawda zmarźluchem totalnym, ale jesienią uwielbiam taką jakby romantyczną aurę – przytulne szaliki, kocyki, ciepłe kapcie, obszerne swetry, ciepłe kubki z aromatycznie parującą herbatą. Wczesna jesień ma w sobie to coś. Jesienią nawet lubię obcasy. Mam nawet osobne ulubione perfumy na jesień.
Po trzecie (co też ma pewien związek z jesienią i dobrym samopoczuciem) wróciliśmy z K. do naszych spacerów. Ten rok był szalenie intensywny. Masa rzeczy do ogarniania, remonty, przeprowadzki, urządzanie, setki godzin spędzonych na ustalaniu szczegółów, zakupach i planowaniu. A potem kolejne setki godzin spędzonych na realizacji… A później było lato i wszędzie tłumy ludzi, a poza tym rozjazdy, wyjazdy, wakacje. A teraz wreszcie jest ten czas, gdy nadmorska promenada przyciąga już chyba wyłącznie lokalesów i to raczej w wersji sportowej. Moje endomondo mówi, że w ciągu ostatniego tygodnia przeszłam szybkim krokiem prawie 40 kilometrów. Nie jest to jakiś super wynik, ale umówmy się – każdy ruch jest lepszy od braku ruchu. A człowiek z automatu się inaczej czuje. Bardzo mi tego brakowało i bardzo tego potrzebuję.
A Ty? Co Cię dobrze nastraja tej jesieni?

No i pracę/inspirację mam nową. Wiadomo. Mixed-mediowa okładka art journala to moja inspiracja dla Artistiko, a jednocześnie zaproszenie na październikowe warsztaty w Gdańsku (info na końcu notki). Bardzo w moich kolorach, bardzo w moich klimatach. I co najważniejsze – świetnie się bawiłam podczas tworzenia. Faza na przetarcia i postarzenia trwa w najlepsze!

Czytaj dalej „Mediowy Art-Journal – warsztaty”

Galeria

Mini album, ekscytacja i warsztaty

Tadam tadam! Ależ jestem podekscytowana. Ten dzisiejszy projekt ma specjalne miejsce w moim serduszku. Dużo pracy w niego włożyłam i bardzo skrupulatnie zmieniałam koncepcję sto pięćdziesiąt razy (no dobra – tak naprawdę to ze trzy), żeby w końcu uzyskać efekt, który bardzo bardzo mnie cieszy.
Na początku planowałam zrobić taką ukrytą w pudełku ramkę, ale potem trudno mi się było zdecydować na tylko dwa zdjęcia i w efekcie w pudełeczku jest miejsce na 7 zdjęć. Sprytnie? Sprytnie!

Mam też dobrą wiadomość – ten właśnie albumik będzie przedmiotem wrześniowych warsztatów w Gdańsku. Więcej informacji o warsztatach znajdziesz na końcu tego posta.

Czytaj dalej „Mini album, ekscytacja i warsztaty”

Galeria

Blejtram wspominkowy

Ha. Dziś mam niewiele słów, bo weekend miły i celebrujemy go z przyjemnością.

Był spacer w lesie, było małe gotowanie, zapach ciasteczek owsianych właśnie wyciągniętych z piekarnika wypełnia dom. Błogość!

A ja z pewnym wzruszeniem zerkam na zdjęcie z zeszłorocznego lipca. Świeżutko oprawione w mixed-mediową ramkę.

[Więcej informacji o wykorzystanych materiałach znajdziecie na blogu sklepu ZieloneKoty.pl]

Czytaj dalej „Blejtram wspominkowy”

Galeria

Kartki kartki! Wiosna idzie chyba czyli :)

Dziś ponownie mam przyjemność gościnnie występować na blogu Agaterii. I tym razem mała niespodzianka – otóż – poczyniłam kartki! Tak tak! Kartki…

No cóż – nie pamiętam kiedy ostatni raz robiłam kartki, a już zwłaszcza takie dla siebie, a nie, że ktoś znajomy mnie prosił. Ale tym razem owszem – jakoś mnie tak naszło i zrobiłam je z dużą przyjemnością. Może to wiosna tak na mnie działa, czy coś.

Poszłam znów lekko w stylu glamour – brokatowa pasta, złote przetarcia, złota folia transferowa (jeśli nie wicie, jak jej używać, to polecam mój film na Youtube), nawet cekiny się załapały.

Ach! Ależ mi się te karteczki podobają. No nic nie poradzę – cieszę się z nich ogromnie!

Czytaj dalej „Kartki kartki! Wiosna idzie chyba czyli :)”

Galeria

Tagbook na wspomnienia

Spontanicznie dość zapragnęłam minialbumu.

A było to tak – zmęczona byłam niemiłosiernie, ta zima daje mi się we znaki jak wiem co – ciągłe zmęczenie, podziębienie, niewyspanie. Niby były święta i trochę odpoczynku, ale jakoś nie odczułam, bo do ostatniej niemalże chwili walczyłam z firmowymi sprawami i milionem rzeczy do załatwienia po pracy. Później było kilka dni w Krakowie (ach! jakże się zakochałam w Krakowie i jakże pragnę być tam znowu. I będę jeszcze w tym roku na pewno!) i niby odpoczynek, ale też tak naprawdę dni wypełnione od A do Z – oczywiście wypełnione przyjemnościami, ale jednak stosunkowo mało czasu na sen… A teraz powoli kończy się styczeń, a ja już myślę OBY DO WIOSNY!
Ba! Już nawet wiosenno-letnie buty kupiłam z rozpędu…

No więc zmęczona byłam niemiłosiernie i jakoś bez weny, bez zapału, bez tej iskry. I wpadła Kasia, która miała mi tylko na chwilkę coś podrzucić… I tak od słowa do słowa babska dobra energia zaczęła krążyć, dobre samopoczucie wracać, dusza się uspokajać i… kilka godzin później (w nocy znaczy!) już sobie twórczo działałam przy moim zagraconym biureczku.

Uwielbiam takie momenty, bo przypominają mi tak bardzo o tym, że tworzyć uwielbiam i te chwile w samotności są bardzo cenne, ale żeby tworzyć – trzeba mieć też odpowiednie „paliwo”, a to najlepiej jest czerpać z różnych źródeł, bo wtedy właśnie jest szansa, że „zapalą” nam się jakieś nowe lampki w mózgu.

I tak oto powstał minialbum w kształcie taga – tak zwany „tagbook”.
Całkowicie mediowy – bez żadnych scrapowych papierów. Za to dużo dużo farb. Dużo zabawy. Dużo fajnych technik. Strasznie go lubię!

Czytaj dalej „Tagbook na wspomnienia”

Obrazek

Pudełko z sercem + video

I did it again!
Tak się składa, że w zeszłym roku rozkręciłam się dość fajnie jeśli chodzi o kręcenie filmów na youtube. To jedna z tych rzeczy, nad którymi potrafię spędzać długie godziny, a rozgryzanie kolejnych zagadnień związanych z obróbką sprawia mi po prostu radość. A jednak… w którymś momencie sprawa się mocno skomplikowała. Mój czas wolny mocno się skurczył, moje ambicje zaczęły mocno rosnąć (dłuższe filmiki, dwie kamery, coraz lepszy montaż), a mój komputer przestał wyrabiać… Niby coś tam próbowałam – a to dołożenie pamięci, a to czyszczenia pamięci, a to inne ustawienia. Niestety bez skutku.
I tak oto kwestia kręcenia filmów zeszła na dalszy plan.

A nie ukrywam, że trochę mi już tego brakowało…

Potem były różne rozmyślania, plany, coraz większa ochota, aż w końcu spontanicznie postanowiłam się zorganizować, spróbować, przetestować nowy sprzęt. I udało się!
Nie ukrywam – czasochłonne to zajęcie bardzo, ale i satysfakcja duża. Kręci mnie to, chce mi się, lubię jak mi wychodzi. Zdecydowanie to jest mój żywioł. Gdyby jeszcze tylko doba zechciała być dłuższa…
Najbliższe miesiące zapowiadają się co prawda u mnie dość szalenie, ale cóż… będę próbować i mam nadzieję, że uda mi się do regularnego kręcenia wrócić. Bo to jest dla mnie duża frajda. No – mam nadzieję, że nie tylko dla mnie!

Czytaj dalej „Pudełko z sercem + video”

Film

All starts with a coffee

Kawa.
Jedna z moich ulubionych przyjemności, a jednocześnie mamy niełatwą relację. Kiedyś najczęściej rozpuszczalna, z mlekiem, z cukrem. Potem przez chwilę czarna, ale bardzo słodka. Od kilku lat głównie poza domem. Ekspresu się pozbyłam. Przez dobre pół roku nie piłam jej wcale. Będąc w gościach zawsze wybieram herbatę.
W ulubionych kawiarniach zawsze wiem, która będzie mi smakować. W warunkach domowych szalenie rzadko zdarza się, żeby mi u kogoś smakowała, więc wolę nie ryzykować. Po prostu. Wolę się jej wyrzec, niż pić taką, która nie będzie mi smakować.

A kiedy potem ktoś wypija ze mną kolejne kawy, żeby zrozumieć jakiej kawy pragnę, a potem robi wszystko, żeby ją odtworzyć w warunkach domowych. I odtwarza – w dodatku z mlekiem bez laktozy, bo takie dla mnie jest lepsze…

To na pewno zasługuje na coś wyjątkowego. Na przykład ramkę. Taką niedomalowaną trochę. Niedomalowane ramki to moja specjalność!

[Szczegóły techniczne na blogu Decoratorium, Ramka wygrzebana w stacjonarnym sklepie ZieloneKoty.pl, określenie „niedomalowane” sponsoruje Magda, a najlepszą kawę oczywiście robi Kuba]

Czytaj dalej „All starts with a coffee”

Obrazek

23 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny – vol. 2

W zeszłym roku na fali pytań typu „co chciałabyś dostać na urodziny” postanowiłam przygotować sobie i najbliższym urodzinową wish-listę. Okazała się ona strzałem w dziesiątkę i fajną prezentową inspiracją – nie tylko na urodziny.

A ponieważ znów mamy grudzień, a rzeczone pytanie padło już kilka razy – postanowiłam przygotować nową listę. Przyznaję – kilka rzeczy przywędrowało tu z listy zeszłorocznej. Ale większość jest całkiem nowa. Przygotowanie takiej listy to całkiem fajne ćwiczenie, które pozwala też uporządkować nieco w głowie. Zdecydowanie polecam.

Z jakiegoś powodu na mojej wish-liście króluje w tym roku kolor czarny. Nie jest to jednak oznaka smutku. Wręcz przeciwnie – to takie może trochę wyciszenie, trochę spokój, a trochę kobieca elegancja. Zresztą akurat w czarnym wyglądam wyjątkowo dobrze.

Czytaj dalej „23 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny – vol. 2”

23 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny – vol. 2

Zimowe świeczniki / Szyszkowe szaleństwo

Och, dziś chwalę się bezczelnie trochę. Bo mi wyszło! Bo jestem dumna i zadowolona! No dobra… Wiadomo przecież, że zwykle staram się być zadowolona ze swoich prac, ale teraz faktycznie jestem zadowolona tak wyjątkowo, bo to taki bardzo osobisty projekt. Przemyślany, zaplanowany, robiony etapami. Czasochłonny – owszem. Ale to chyba też ten element, który przynosi dodatkową satysfakcję. Bo jak się włożyło dużo pracy, to fajny efekt końcowy cieszy jeszcze bardziej!

A było to tak, że jakoś mi się tak chciało świątecznych dekoracji, ale takich nieoczywistych – żeby nie było, że choinka, że święta, że mikołaj itp. Takie dekoracje też są spoko rzecz jasna, ale tym razem chciałam coś takiego typowo „home decor”. Coś, co może umilać wieczory niekoniecznie tylko w grudniu. Oczywiście przejrzałam cały pinterest i gdzieś mi tam zaczęły kiełkować różne nowe pomysły i sklejać się w całość z takimi, co już dawno je miała w głowie. Pomysł na oszronione świeczniki to mi tak w sumie gdzieś już od roku kiełkował… Na drewniane pudełka z napisami miałam fazę wiosną i latem. Teraz doszły do tego szyszki. A potem mech, który od dawna mi się podobał, ale jakoś nie miałam konkretnego pomysłu na jego zastosowanie.

Podumałam, pomyślałam, poszukałam, pokonsultowałam trochę z K. jako człowiekiem o zdecydowanie bardziej inżynierskim umyśle niż mój. I stworzyłam od zera w sumie, bo nawet skrzyneczki zaprojektowałam sobie i skleciłam sama. (Tak, wiem, że są mega proste i to żadna filozofia. I nie – nie przycinałam deseczek sama. Zamówiłam na wymiar. Ale i tak mam mega satysfakcję. O!)

Potem było szlifowanie, bejcowanie, malowanie, lakierowanie. Była wielka paczka szyszek z internetu, co przyszły do mnie niczym niezabezpieczone i trochę się wysypywały panu kurierowi z kartonu… Było klejenie. Dużo duuuuuużo klejenia. Tak dużo klejenia, że aż się dorobiłam na dłoni odcisków od pistoletu do kleju na gorąco.
Ale jaka satysfakcja! Jaka radość. Że wyszło ładnie, że cieszy oko, że po zapaleniu wieczorem wygląda przepięknie. Że cieszy obdarowanych! Ach! No nie ukrywam – cieszę się z tego projektu jak dzika i duma mnie rozpiera.
Póki co powstało 5 takich stroików. Oczywiście jak to z rękodziełem bywa – każdy trochę inny. A że została mi jeszcze skrzynka szyszek, to czuję, że kilka twórczych grudniowych wieczorów jeszcze przede mną.

[A gdybyście chcieli poczytać więcej o wykorzystanych mediach – co z czym i dlaczego, to zapraszam na bloga Decoratorium. Mówię wprost – ta współpraca cieszy mnie szalenie, bo w ich mediowej ofercie co i rusz odkrywam coś naprawdę świetnego.]


Czytaj dalej „Zimowe świeczniki / Szyszkowe szaleństwo”

Galeria

Listopadowa choinka

Tak sobie myślę, że to naprawdę ewenement. Że ja te „przygotowania” przedświąteczne już  teraz – w pierwszej połowie listopada czynię. Że mam jakieś takie świąteczne ozdoby zrobione (już trzy!), że intensywnie rozmyślam o kartkach, że nawet już jakieś zakupy prezentowe – no może nie na święta, bez przesady, ale na mikołajki to już tak.
Przyglądam się sobie z ogromnym zainteresowaniem i rozbawieniem.
Zakładam jednak, że w sumie to całkiem spoko, że sama siebie umiem zaskakiwać na stare lata.
W weekend ostatnio  na przykład robiłam pizzę. Własnymi ręcami. Nie to, żeby to było jakieś mistrzostwo świata. Nie to, żebym jakoś koniecznie pragnęła pizzy. Nie to, żebym nie znała adresów kilku zajebistych pizzerii w Gdańsku na wypadek, gdybym faktycznie jednak bardzo pizzy pragnęła… Zdecydowanie wiem, gdzie się udać w takiej sytuacji i zdecydowanie wolę sprawę zostawić fachowcom. Ale czasem warto tak coś zrobić inaczej – nie tylko dla siebie. Nawet jeśli na logikę, to nie ma za dużo sensu.  Nawet jak się nie bardzo umie. Może się bowiem okazać, że się przy okazji człowiek czegoś nauczy. O.

No ale dość już o pizzy i tych wspaniałych przemianach we mnie. O choince miało być bowiem przecież. Historia jest taka, że od pięciu lat nie mam na święta choinki, bo mieszkani za małe, bo koty,  bo nawet nie mam balkonu, żeby potem na nim trzymać tę choinkę do wiosny… No jakoś mi się tak nie chciało i żyłam bez. W zeszłym roku już miałam trochę pomysł, że może jakąś taką drewnianą dizajnerską, co to ma półeczki, na której można poustawiać świeczuszki, czy inne pierdoły.
I jakoś tak, jak byłam w Poznaniu i w ręce mi wpadły choinkowe bazy z HDF, to zaświtała mi w głowie myśl, że może bym sobie taką choineczkę przyozdobiła i miała. No to mam.

Taka jest trochę nawet niby drewniana. Trochę śniegiem obsypana. Trochę się iskrzy i pobłyskuje. Trochę świętami pachnie. Całkiem fajna z niej choinka!

[Baza choinki jest z Artistiko. Wszelkie inne dobra z Zielonych Kotów. A media głównie z DecoArtu]

Czytaj dalej „Listopadowa choinka”

Obrazek