6 dobrych wibracji – w trakcie testów :)

Dopadło mnie ostatnio zdecydowanie za dużo wszystkiego.
Pracy, wrażeń, emocji, spraw do załatwienia.
Złapałam się na tym, że tkwię w takim koszmarnie niewygodnym przyczajeniu. Jakby metalowe obręcze ściskały mi klatkę piersiową i nie pozwalały oddychać w pełni swobodnie. Jakby ktoś nagle kazał mi chodzić na palcach, uważać na każdym kroku i dusić w sobie emocje.

A przecież ja nie lubię niczego w sobie dusić

Nie umiem. Duszenie w sobie czegokolwiek prowadzi do wrzenia i nieuniknionego wybuchu. A ja nie lubię wybuchać. Nie chcę!
Od lat szukam w życiu harmonii, spokoju i zgody. Zakładam, że to proces, który się nigdy nie skończy – to szukanie. Nie da się (chyba?) znaleźć sposobu na ZEN i już w nim trwale zostać, bo okoliczności zmieniają się ciągle. Czytaj dalej „6 dobrych wibracji – w trakcie testów :)”

6 dobrych wibracji – w trakcie testów :)

Stronger

Uświadomiłam sobie ostatnio, że jakby coraz bardziej mnie pociąga mnie tworzenie czy raczej ozdabianie przedmiotów użytkowych niż typowe „scrapy”. To chwilowe.

Po pierwsze współpraca ze sklepem Zielone Koty zaowocowała „nagłym” dostępem do wielu nowych preparatów, ale też i właśnie ogromną ilością przedmiotów do ozdabiania. Za każdym razem wychodzę ze sklepu z jakimiś drewnianymi czy sklejkowymi bazami i kolejnymi pomysłami na ich ozdobienie..

Po drugie zauważyłam, że ozdabianie takich przedmiotów może jest i owszem bardziej czasochłonne, ale za to zdecydowanie wymaga „mniej myślenia”. Wystarczy zaplanować kilka kroków i potem je wykonać. Bardziej się człowiek skupia na technice, na dokładności wykonania, ale odpada cały ten proces, który zwykle towarzyszy moim scrapowym pracom – przekładania kolejnych dodatków z miejsca na miejsce, podejmowania miliona decyzji, dopasowywania, analizowania czy lepiej coś będzie pasować tu czy tam, a w ogóle to może całkiem inny kolor, inny kształt, inna kompozycja???
Kto by się spodziewał, że wykonanie scrapa to taki skomplikowany proces, co? Chyba troszkę przesadzam!

Czytaj dalej „Stronger”

Obrazek

Trochę o wiośnie jakby

Dziś kolejna inspiracja z wykorzystaniem stempli od Studio Forty. Tym razem w wydaniu mocno mediowym i… nieco jakby freestyle’owym. Zwykle dość dokładnie planuję swoje prace, długo się zastanawiam, co gdzie umieścić, rozmyślam nad nimi i kontempluję. Lubię to. Po pierwsze mam wtedy poczucie, że dość dobrze panuję nad swoją kreatywnością, a po drugie najzwyczajniej lubię ten czas spędzony na tworzeniu i traktuję go jako wartościowy czas – taki tylko dla mnie.
Tym razem jednakże poszłam totalnie na żywioł. Spontanicznie, bez większego planu, bez wahań i kwestionowania własnych decyzji. A w dodatku sięgnęłam ponownie po nieco zapomniany już wosk pszczeli. Bardzo go lubię jako kreatywne medium i zawsze zachwycam się jego zapachem po rozgrzaniu. A tak się jakoś złożyło, że dawno go nie używałam w swoich pracach. Pora to zmienić!

Dreams don't work unless you do

Czytaj dalej „Trochę o wiośnie jakby”

Obrazek

Pozytywnik

Znów mi gdzieś uciekły dwa tygodnie! Czas w tym roku pędzi mi jak szalony, a wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. To bardzo ważny rok – już to wiem. Zaczął się ciężko i nadal potrafi mi nieźle dowalić, ale jednocześnie widzę i czuję jakąś wewnętrzną zmianę, która była mi bardzo potrzebna. Na pewno jest w tym zasługa pewnej D. – fajnej, silnej babki, która pozwoliła mi zobaczyć wyraźniej, co we mnie najlepszego.
Staram się teraz tego nie stracić i stąd też niedawny pomysł na „pozytywnik”. Taki mini notes, w którym warto zapisać czy wkleić dobre, ważne, wzruszające myśli czy cytaty.
Mam nadzieję, że wypełni się nimi po brzegi i będzie dla mnie pamiątką na długi czas.
W roli głównej notes, tagi i stemple od Studio Forty.

Czytaj dalej „Pozytywnik”

Obrazek

Oh, but my darling…

Nie wiem jeszcze czy to kwestia wieku, punktu w życiu, rozwoju, zmian pór roku, smogu w powietrzu, zamknięcia w sobie czy wręcz przeciwnie – otwarcia. Niewątpliwym jednak jest, że czas jest przełomowy, mój świat zmienia się ostatnio jak w kalejdoskopie, a kolorowo migające kształty i układanki są równie kuszące, co przerażające. Na wszystko patrzę z kilku stron, dostrzegam kilka wymiarów i czasem nadmiar obserwacji zapiera mi dech w piersiach z zachwytu, ale też czasem sprawia, że mam ochotę wiać gdzie nogi poniosą – ze strachu.
Testuję sama siebie, wyznaczam kolejne cele, staram się przekraczać granice, których z jednej strony przekraczać wcale nie chcę, bo pozostanie w swojej strefie komfortu jest kuszące, a z drugiej strony czuję bardzo wyraźnie, że przekroczenie ich może dać mi dużo satysfakcji. I daje.

Nie zawsze jest łatwo

Dwa kroki w przód, jeden do tyłu – i tak w kółko.
Jestem mistrzem świata w wątpieniu w siebie. Znasz to?
A jednocześnie przecież lubię siebie BARDZO. Ba! Z roku na rok coraz bardziej.
Zastanawiam się wciąż, gdzie zaprowadzi mnie ten rok. Przyglądam się, jak powoli się rozwija. Wyczekuję już liści i zieleni. Szukam inspiracji. Otwieram się na nowe i daję sobie kopa w tyłek, nawet gdy mi się nie chce.
Po trzech tygodniach przerwy (i generalnie dość słabej motywacji ostatnimi czasy) wracam na siłownię, idę dzień po dniu – spodziewam się bólu, trudu, oporu, a tymczasem już pierwszego dnia endorfiny robią swoje i nadziwić się nie mogę, jakie to przyjemne… Jak miło jest przekraczać własne granice, mówić sobie – jeszcze 3 razy, jeszcze 5 minut, a może jeszcze 10. I jakie to miłe uczucie już po – kiedy człowiek idzie i czuje ciężar i napięcie mięśni, a jednocześnie tę niezwykłą lekkość. Dla mnie – osoby, która całe życie była ze sportem na bakier – to nadal zaskakujące odkrycie. Zimą odpuściłam trochę, męczyło mnie, nie mogłam złapać rytmu, a teraz właśnie poczułam, że ten zimowy marazm mija, że coś pękło, przeskoczyło, że trybiki wskoczyły na swoje miejsce i maszyneria powoli się rozkręca.
Od kilku miesięcy wnikliwie i systematycznie przepracowuję swoje emocje. I choć bywa nieprzyjemnie, to też odpowiedzi jest coraz więcej, a strachu coraz mniej, a nawet gdy mnie dopada, to szybciej znajduję sposoby, by go okiełznać.

To jedno z większych wyzwań, które sobie stawiam ostatnio – przestać się bać. Na wielu polach. Znaleźć w sobie odwagę, by próbować nowych rzeczy i nie zastanawiać się, czy wstyd, czy porażka, czy aby na pewno, a w ogóle to „co ludzie powiedzą”.

„There is freedom waiting for you,
on the breezes of the sky,
And you ask „What if I fall?”
Oh but my darling,
What if you fly?”
― Erin Hanson

Ten właśnie cytat miałam w głowie tworząc nową ofertę warsztatową. Lubię go – można go tak wspaniale dopasować do wielu płaszczyzn. Bo chcę, żeby te moje warsztaty były nie tylko o tym, jaka farba najlepsza, jaki tusz i jak trzymać pędzel. Zdecydowanie nie. Chcę, żeby były też o tym, żeby się nie bać, żeby próbować i jak znaleźć w sobie tę odwagę, siłę i SIEBIE. I przede wszystkim o tym, że radość tworzenia to doskonały balsam dla duszy. Czytaj dalej „Oh, but my darling…”

Obrazek

Twórcza energia we mnie buzuje!

Lubicie otaczać się ładnymi rzeczami?
Ja bardzo!
Lubię ładne ubrania, ładne meble, ładne naczynia. Mają dla mnie znaczenie opakowania kosmetyków, okładki książek, wzory na dywanach czy zasłonkach. Zwracam uwagę na dobór kolorystyki i design. Lubię, gdy jest porządek.
A jednocześnie z bólem przyznaję – jestem trochę bałaganiarą i żyję w pośpiechu.
Coraz częściej łapię się na tym, że gdy mam coś przygotować dla innych, to potrafię poświęcić dużo czasu i energii, a gdy mam coś przygotować dla siebie to wybieram drogi na skróty. Czytaj dalej „Twórcza energia we mnie buzuje!”

Twórcza energia we mnie buzuje!

Łap chwile, bądź odważna, kochaj!

Tytuł dzisiejszej notki nie bez powodu może wywoływać pewne skojarzenia z „jedz, módl się i kochaj”. Też mam potrzebę pewnych zmian i szukania siebie, o czym pisałam ostatnio. Zmian na lepsze oczywiście – wiem mniej więcej jaki jest kierunek i nad czym trzeba popracować. To najważniejsze! Teraz pozostaje tylko wytrwać, a przyznać muszę, że jestem dość dziwnym stworzeniem pełnym sprzeczności – z jednej strony brak mi cierpliwości i szybko się zniechęcam, a z drugiej jak już sobie coś postanowię… Droga może być długa i mogę nawet sprawiać wrażenie jakbym stała w miejscu, ale gdy kierunek w głowie obrany, to ja już wiem dokładnie dokąd zmierzam. I może niekoniecznie będą to teraz podróże i poznawanie innych kultur, ale nie umniejsza to wagi tych zmian ani trochę.

Więc tak

Plan na przyszły rok – uważność, odwaga, miłość. Nie tylko ta romantyczna. Zdecydowanie mniej strachu. Rozwój! Wiatr w żagle, rozwijanie skrzydeł – wiesz o co chodzi. Oj wiem… brzmię jak lekko nawiedzona. Ale tak jest zdecydowanie lepiej, niż w tych ostatnich tygodniach, kiedy rządził mną głównie smutny klaun. A u mnie to niestety jest trochę tak, że wszystko przeżywam mocno i intensywnie, wszelkie odcienie emocji – i te dobre, i te trudne. Czytaj dalej „Łap chwile, bądź odważna, kochaj!”

Film

anai lubi gadać

Doprawdy?

Nie jestem zbyt gadatliwą osobą. Dużo we mnie cech introwertyka. W towarzystwie wolę siedzieć i się przysłuchiwać niż być w centrum uwagi. Męczy mnie small talk. Nie lubię mało znaczących rozmów o niczym. A jednak – zdarza mi się na przykład gadać z kimś przez telefon kilka godzin. Dlaczego? Bo wszystko się zmienia, gdy rozmawiam z kimś bliskim, albo na tematy dla mnie ważne.

Bardzo bardzo długo się przymierzałam do przygotowania filmiku takiego, jak ten dzisiejszy. Zrobiłam kiedyś kilka mini-tutoriali z przyspieszonym tempem i podkładem muzycznym. To frajda i fajna zabawa i będę ich na pewno robić więcej, ale od dawna chodziło mi po głowie nagrywanie czegoś z głosem. Niekoniecznie tutoriali. Raczej takich mini filmików, na których mogłabym opowiedzieć o czymś dla mnie ważnym, ale głównie związanych z kreatywnością. I kilka dni temu odważyłam się to zrobić… Czytaj dalej „anai lubi gadać”

Film

23 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny

Cała sprawa zaczyna się od tego, że kilkukrotnie nie umiałam ostatnio odpowiedzieć na pytanie, jaki prezent bym chciała dostać na urodziny. W zasadzie zawsze mam z tym problem! Albo nic sensownego nie przychodzi mi do głowy akurat, albo rzeczy, których pragnę jest za dużo i nie wiem co wybrać. Nie wspominając już o tym, że aspekt finansowy zawsze mnie krępuje i tak naprawdę najbezpieczniej się czuję, gdy te najbardziej wymarzone prezenty kupuję sobie sama.

No tak. Bo grudzień (i bądźmy szczerzy – także jego okolice) to taki czas, kiedy lubię sobie kupić coś fajnego i tłumaczyć sama przed sobą, że to na urodziny… Może Wam się to wydać dziwne, ale musicie pamiętać o tym, że jako dziecko przeżyłam prezentową traumę – wielokrotnie o moich urodzinach zapominano, albo dostawałam jeden wspólny prezent – na urodziny i pod choinkę… Oczywiście nie mówimy tu o prezentach od rodziców – oni akurat zawsze dbali o to, żebym poczuła się wyjątkowo, ale nie zmienia to faktu, że nigdy nie miałam urodzinowych imprez i czułam się zawsze trochę poszkodowana (choć jednocześnie oczywiście na swój sposób wyjątkowa!). Na ten dzień zawsze czekam calutki rok i nie potrafię wyzbyć się tego poczucia, że to najważniejszy dzień w roku. choć zwykle to mega zabiegany okres i nikt nie ma czasu jakoś specjalnie go celebrować. Zawsze jednak ważne jest dla mnie, że te najbliższe osoby znajdują chwilę choćby na to, żeby porozmawiać. Prezenty… są tylko miłym dodatkiem – ludzka pamięć jest najważniejsza.

Ale – pomyślałam sobie, że to dobry moment, żeby zrobić przede wszystkim dla siebie taką prezentową wish-listę. Może zrealizuję ją na przykład w przyszłym roku? Krok po kroku? A może zainspiruję kogoś, kto właśnie się zastanawia nad prezentem dla bliskiej osoby? Czytaj dalej „23 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny”

Obrazek

Dlaczego nie umiem robić grudniowników?

Ach, cóż to był za weekend! Pierwsze warsztaty z cyklu „Mixed-Media Glamour” za mną. Na Art in Town było cudownie! A potem jeszcze magiczna noc z wyjątkowymi kobietami. Ale – na relację przyjdzie czas jeszcze, a ja tymczasem szybciutko chciałam wspomnieć o temacie, który wcale nie jest dla mnie łatwy…

December Daily

…czyli tak zwany „Grudniownik”. Idea jest taka, że to taki album grudniowy – codzienne grudniowe zapiski, zdjęcia. Wiadomo – grudzień to taki czas wyjątkowy, dużo magii, ozdób, przygotowań świątecznych itp. Dla mnie grudzień to czas wyjątkowy podwójnie – bo jak się człowiek urodził dzień przed wigilią, to często jest tak, że ludzie w tym całym przedświątecznym rozgardiaszu zapominają (teraz w sumie łatwiej, bo fajsbuk podpowiada, ale przez większość życia miałam urodzinową traumę – znajomi albo zapominali, albo składali mi życzenia dzień po – „bo to jakoś tak w święta, nie?”), imprezy nie ma sensu robić, bo wszyscy zalatani, prezenty są dodatkowym niepotrzebnym finansowym obciążeniem i generalnie – no strasznie niefortunny to termin.
Więc tak – w grudniu cały świat się szykuje do świąt, a ja ukradkiem czerpię z tego ciepła i robię sobie potajemną celebrację przygotowania do urodzin. Czytaj dalej „Dlaczego nie umiem robić grudniowników?”

Galeria