W żółtych płomieniach liści

jesiennie

W tym roku zdałam sobie sprawę z czegoś, co niby wiedziałam zawsze, ale jakoś nie nazywałam tego głośno – nie lubię października! Jakoś zawsze wydaje mi się najtrudniejszy. Listopad przynosi zwykle gorszą aurę, ale przecież niczego innego się po nim nie spodziewamy. Poza tym listopad kojarzy mi się miło z moim tatą. Listopad to już taki prawie grudzień.

A październik? To (przynajmniej dla mnie) najbardziej depresyjny miesiąc w roku. Już bez większych szans na ładną pogodę, ale człowiek jeszcze się nie przyzwyczaił, jeszcze ma w pamięci, że kilka tygodni wcześniej biegał w sandałkach i nie musiał się zastanawiać czy trzeba na grzbiet wciągnąć sweter, czy sama kurtka wystarczy. Październik to czas przejściowy. Nie lubię i już.

No dobrze, ale nie mogę przecież tak ciągle marudzić, że nie lubię jesieni… A jaki jest najlepszy sposób na oswojenie pory roku, za którą się nie przepada? 😉
Mój sposób to próba znalezienia jakichś plusów – mimo wszystko. Tej jesieni najchętniej zamykam się w domu. Ciepły kocyk, miękkie ubrana, światło świec, cynamon, imbir, cytrusy, ciepły kubek w dłoni. Wyciszenie 🙂

Czytaj dalej „W żółtych płomieniach liści”

Galeria

Przestań słuchać smutnego klauna

watercolor_journal

Pisałam już wielokrotnie w różnych miejscach, że ważne są dla mnie emocje. Najważniejsze. Chcę czuć, chcę rozumieć skąd się te uczucia biorą, chcę wiedzieć, co na nie wpływa i jak sobie z nimi radzić. Które pielęgnować, a które wyciszać. Nie chcę ich zamykać kompletnie, udawać, że ich nie ma. Nie lubię sztuczności, gier i ciągłego udawania, że jest super.
Moje życie ma pełną paletę barw i mimo generalnej tendencji do optymizmu – mam we krwi całkiem sporą dozę smutku i melancholii. Od lat pracuję nad tym, żeby nie przejęły kontroli nad moim życiem i muszę powiedzieć, że nawet mi się to udaje.

Cukierkowo słodka ja?

Zdarza się czasem tak, że ktoś mi „zarzuca”, że moje prace są takie nazbyt optymistyczne. Że to takie sztuczne i na pokaz. Że przecież zawsze pojawiają się w nich cukierkowe teksty typu „jesteś zwycięzcą”, „jesteś wyjątkowa”, „celebruj życie”, „ciesz się chwilą”, „oh, jak bardzo bardzo zajebiste jest moje życie”Czytaj dalej „Przestań słuchać smutnego klauna”

Galeria

Warsztaty w Gdańsku!

Wspominałam niedawno, że w listopadzie na warszawskim Art in Town vol. II wystąpię w nowej roli – poprowadzę scrapowo-mediowe warsztaty. Ale! To dopiero początek tej nowej przygody.
Już tydzień później – w sobotę 26.11.2016 r. będzie można mnie spotkać na gościnnym warsztacie w gdańskiej Pracowni RetroDrobiazgi. Większość miejsc jest już zarezerwowana, ale jest szansa na drugą grupę. Jeśli więc mieszkasz w okolicach Trójmiasta i masz ochotę poscrapować pod moim czujnym okiem i nauczyć się mediowych sztuczek, które najczęściej wykorzystuję w swoich pracach – daj znać!

Warsztaty Gdańsk

Zapisz

Obrazek

Girls!

Post o dziewczynach zacznijmy może od tego, że od kilkunastu lat pracuję głównie z mężczyznami. I lubię ten stan. W zasadzie zawsze dobrze dogadywałam się z mężczyznami, ceniłam sobie ich opinie, opanowanie i pewność siebie. Zazwyczaj przyjaźniłam się też z byłymi – tak po ludzku, kumpelsku, na zasadzie, że skoro kiedyś byliśmy sobie bliscy, to czemu po rozstaniu mielibyśmy udawać, że już się nie znamy? Odnoszę czasem wrażenie, że moje znajomości z facetami są prostsze – mało w nich pretensji i obrażania. Za to rozmowy ciekawe i rzadko o przysłowiowej dupie Maryni.
Czasem natomiast źle znoszę duże skupiska kobiet. Nie zrozum mnie źle…

Uwielbiam kobiety!

Czemu wspomniałam o pracy? Bo to ma ogromne znaczenie! Spędzam tam przecież większość mojego dnia. Wyobraź sobie kilkanaście lat pracy bez żadnych personalnych dramatów w firmie, bez ploteczek, bez obgadywania, bez tworzenia obozów, bez gadania o kosmetykach, dzieciach, ciuchach. Kilkanaście lat pracy we względnej ciszy… Wiem, że brzmi to jakbym strasznie oczerniała kobiety, ale jest w tym pewna prawidłowość – po kilku latach pracy w męskim towarzystwie zaczęłam dostrzegać ogromną różnicę przy spotkaniach z babkami. A różnica te leży niestety często w decybelach… i w ilości wypowiadanych słów, które może niekoniecznie zawsze potrzebują być wypowiedziane.. Paskudne przerysowanie i stereotyp, prawda? Zdaję sobie z tego sprawę. Tak samo jak i z faktu, że sama jestem kobietą i nie są mi obce różne typowo babskie zachowania. Patrzę na siebie dość samokrytycznie. Czytaj dalej „Girls!”

Galeria

Halo, jesień!

2

Oj, jak mnie kusi, żeby znowu pomarudzić. Żeby się poskarżyć, jaka ta jesień niedobra, zła i paskudna… Analizowałam to ostatnio i wyszło mi, że zabrakło w tym roku takiego ładnego okresu przejściowego – takiej pięknej ciepłej jesieni idealnej na spacery po parku czy inne rzeczy, które robią normalni romantyczni ludzie…

Bo widzisz...

…ja w teorii jestem BARDZO romantyczna, a w praktyce – nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz byłam na spacerze, który nie służył przemieszczeniu się z punktu A do punktu B, tylko miał być atrakcją samą w sobie. Nie to, żebym nie spacerowała wcale. Nie jestem aż tak leniwa! Ale zawsze ten spacer ma jakiś cel – że chodźmy do kina, że chodźmy do knajpy, chodźmy zobaczyć, co jest za rogiem. Czytaj dalej „Halo, jesień!”

Galeria

Wieczór na planecie Miłość

planeta

Czy Ty również masz tak, że taki październik, co w zasadzie wygląda jak listopad, a nastąpił praktycznie zaraz jakby po czerwcu, totalnie wyłącza Ci prąd?
Mnie trochę tak.

Miotam się...

Najchętniej bym spała, jadła, leżała pod kocykiem i generalnie trwała tylko w trybie stand-by… optymalnie tak gdzieś pewnie do marca – z ewentualną małą przerwą na końcówkę grudnia. Zapadnięcie w sen zimowy wydaje mi się nader kuszącą propozycją i jedynie obowiązki związane z pracą mnie przed tym powstrzymują. Pogoda mnie nie rozpieszcza, wciąż jest mi albo za zimno, albo za gorąco; nie przepadam za grubymi swetrami i warstwowym ubieraniem. Męczą mnie czapki i szaliki i zmiany temperatur przy wchodzeniu do sklepów czy środków komunikacji miejskiej. Zdecydowanie moim żywiołem są gołe nogi, balerinki i letnie sukienki.
Zdążyłam już tej jesieni rozchorować się paskudnie i wciąż jeszcze nie doszłam do siebie. Więc tak. Przesilenie jesienne na maksa i pragnę tylko leżeć w ciepełku i zużywać jak najmniej energii. Czytaj dalej „Wieczór na planecie Miłość”

Obrazek

Zapraszam na warsztaty!

Oj… długa to historia, jak to się stało, że tyle lat scrapuję, a nie organizowałam do tej pory żadnych warsztatów. No może poza kilkoma bardzo wyjątkowymi okazjami. Bez wdawania się w szczegóły i moje przemyślenia na ten temat – dojrzewałam. I dojrzałam… i w związku z powyższym postanowiłam jednak ogarnąć rzeczywistość, czas i przestrzeń i znaleźć chwilę na takie zajęcia, bo myślę, że warto. Mam sporo wiedzy do przekazania i fajnie byłoby się nią podzielić.

Tym samym – premierowo i promocyjnie zapraszam w listopadzie na warsztat „Mixed-media Glamour” na warszawskim Art in Town (stosowne wydarzenie na fejsbuczku znajdziesz tutaj). Będzie bardzo kameralnie (tylko 8 miejsc!), babsko (ale jeśli jesteś facetem, który lubi błyskotki w scrapach, to również gorąco zapraszam!), osobiście, ciepło i z przesłaniem… Bo przesłanie nadal jest dla mnie zawsze najważniejsze.

Pracować będziemy na materiałach moich ulubionych polskich firm:

Szalenie się na te warsztaty cieszę!

A jeśli nie możesz być na Art in Town – ale myślisz, że można by taki warsztat zorganizować u Ciebie w mieście – zapraszam do kontaktu.

Obrazek

ZEN

mandala

Kiedy próbuję się skupić; kiedy słucham; kiedy zmuszona jestem siedzieć cicho przez dłuższy czas, a nie mam pod ręką komputera ani telefonu. Kiedy tylko nadarza się okazja. Kiedy mam wolny wieczór i chcę się odciąć, wyciszyć, totalnie pogrążyć w chilloucie.

Wtedy sięgam po doodlowanie.

Poranne narady 😉 #intheoffice #work #creative #kreatywnie #doodles

Film zamieszczony przez użytkownika Anna Iwanowska (@anai_pl)

Czasem są to szlaczki, czasem kwiatki, czasem jakieś bazgrołkowe tła. Od dawien dawna mam jednak słabość do mandali. Temat wraca do mnie co jakiś czas, pochłania, potem odpuszcza. Coś tam sobie rysuję, planuję, chcę więcej… A potem zapominam, albo skupiam się na czymś innym (to jeden z moich większych problemów – pracowy i życiowy multitasking potrafi mnie czasami przygnieść i sprawić, że zapominam, co właściwie chcę robić). Ale z czasem i tak mandalowy zew (ZEN?) to do mnie powraca. Czytaj dalej „ZEN”

Obrazek

Życiowe słodkości

sweet

Trochę na przekór sobie postanowiłam, że wrzesień będzie miesiącem bez słodyczy. Zainspirował mnie wrzesień zeszłoroczny, podczas którego ochoczo dołączyłam do identycznego postanowienia mojej (przesłodkiej nawiasem mówiąc) Anity. W praktyce zasady wyglądały tak, że „nie wolno” mi było jeść słodyczy w pojedynkę, ale z kimś na mieście już na przykład tak. Chociażby z grzeczności przecież… Nie wypada nie jeść słodyczy, gdy inni jedzą, prawda? Były też pewne teorie na temat tego, że połowa września, to już taki mały październik, więc można…

Ale do rzeczy...

Generalnie do słodyczy stosunek mam dość luźny. Przez większość swojego dotychczasowego życia uwielbiałam dobre słodycze (co nie znaczy, że wszystkie) i nigdy nie istniało dla mnie pojęcie „za słodki”. To się akurat nieco zmieniło. Jem słodycze oczywiście dużo rzadziej niż kiedyś, ale nadal – jeśli mam na nie ochotę, to staram się z tym jakoś drastycznie nie walczyć. Ale też z drugiej strony staram się nie iść na łatwiznę – mówię sobie na przykład „Spoko. Możesz zjeść tort czekoladowy, jeśli to sprawi Ci przyjemność i naprawdę czujesz, że jest Ci to potrzebne. Ale w takim razie niech to będzie do cholery najlepszy tort czekoladowy, jak uda Ci się znaleźć”. W mniej więcej 3 przypadkach na 5 – okazuje się, że jednak nie chce mi się szukać.
Nieco gorzej wygląda sprawa z lodami. Uwielbiam lody, a w mojej okolicy otworzyły się tego lata co najmniej dwie cudne lodziarnie. Ale – tego września lodów także staram się unikać i na szczęście póki co sztuka ta mi się udaje.

Czytaj dalej „Życiowe słodkości”

Obrazek

Kobieta pracująca

Któż nie pamięta genialnej Ireny Kwiatkowskiej w „Czterdziestolatku”? Podobno kobieta pracująca żadnej pracy się nie boi. Ja czasem się boję… przyznaję. W pracy zawodowej zdarza mi się to już na szczęście rzadko, ale owszem – czasem zadrżę niepewnie na myśl o zmianach. Boję się też trochę, gdy spadają na mnie obowiązki, których zwyczajnie nie lubię. Znasz to? Wierzę w kompetencje zawodowe. Mam naprawdę sporo cennych cech, które w pracy mogą się bardzo przydać… ale są też niestety zadania, do których kompletnie się nie nadaję, które mnie męczą, nużą i sprawiają, że mam ochotę natychmiast się teleportować gdzieś tam hen daleko… Wtedy faktycznie pojawia mi się czasem mini-strach.

W życiu prywatnym?

Mało jest prac domowych, których się boję. Niespecjalnie lubię zmywać naczynia, a moja mama nadal uważa, że jestem największą bałaganiarą na świecie… ale prawda jest taka, że w ostatnich latach poczyniłam w tym zakresie ogromne postępy. Zmywarka wciąż jest w planach na przyszłość, ale nie ustaję w wierze, że się spełni.
No – może jeszcze tylko z prądem nie chcę mieć nigdy do czynienia. A! I sprzątanie w ciemnej piwnicy pełnej pająków… tak – to mógłby być chyba mój limit wytrzymałości. Szczerze mówiąc – nigdy jeszcze nie byłam zmuszona tego sprawdzać. Na szczęście!

29458971805_3026c5407d_b Czytaj dalej „Kobieta pracująca”

Obrazek
Strona 3 z 41234