Relationships – Art Journal

Urlop i pourlopowe chorowanie trochę wybiło mnie z rytmu i codziennego art- journalowania… Szalenie mi już tego brakuje. Wysprzątałam więc pracownię i planuję w ten weekend nadrabiać zaległości i chyba też przygotować sobie nowy „hendmejdowy” notes.
A tymczasem jeden z tegorocznych wpisów z notesu przeznaczonego na tegoroczny kurs Wanderlust, który też powoli zapełnia się wpisami!

Czytaj dalej „Relationships – Art Journal”
Relationships – Art Journal

Grudzień codziennie [4-7]

O moim grudniowym art journalu już pisałam tutaj. Mamy dzień 16-ty, a ja codziennie robię nowy wpis. I mam ich już szesnaście. Niesamowite jest to dla mnie – osoby, która z systematycznością ma problem ogromny. Zwłaszcza w grudniu, gdy przecież zawsze tyle innych rzeczy jest jeszcze do zrobienia! Nawet na dwudniowe wyjazdowe szkolenie zabrałam ze sobą journal i dłubałam w hotelu. Nie są to może strony najpiękniejsze, czy najbardziej dopracowane, ale właśnie wcale nie muszą takie być. Prawda jest taka, że jeśli będę miała w danym dniu ochotę napisać jedno słowo na środku kartki i nic więcej… to też jest jak najbardziej ok.

Dziś strony z dni 4-7. Za każdym wpisem stoi jakaś historia, jakaś myśl, jakieś wspomnienie. I to jest właśnie najlepsze.

Czytaj dalej „Grudzień codziennie [4-7]”
Grudzień codziennie [4-7]

Grudzień codziennie

Niektórzy z Was pewnie już znają tę historię, jak to nigdy w życiu nie udało mi się zrobić grudniownika / december daily – jak zwał tak zwał. Chodzi generalnie o taki album grudniowy, w którym umieszcza się codziennie coś – że zdjęcia, jakieś przepisy, taka pamiątka z przygotowań do świąt. Próbowałam kilka razy. Nigdy nie doszłam dalej niż do 07.12…
Potem wymyśliłam sobie nieco inną wersję – codziennie jedno grudniowe zdjęcie na instagramie. Robiłam to przez trzy lata – wychodziło i było całkiem miło. Dodatkowo były też różne odpowiednie cytaty pod zdjęciami i piosenka na każdy dzień – powstały z tego nawet playlisty [ 1 | 2 | 3 ], które nadal lubię. Ale w zeszłym roku już odpuściłam. Już nie miałam zapału.

Grudzień jest dla mnie zawsze szczególnym miesiącem. Mniej ze względu na święta, choć doceniam klimat, atmosferę, światełka i miłe chwile z bliskimi. Bardziej ze względu na urodziny! Jak się człowiek rodzi dzień przed Wigilią, to niestety bywa tak, że nie bardzo jest kiedy te urodziny świętować i niewiele osób o nich pamięta. Tym bardziej docenia się tych, co i owszem! I tym bardziej ma się ochotę jakoś sobie ten urodzinowy miesiąc celebrować.

Ale prawda jest taka, że nie miałam w tym roku jakiegoś szczególnego planu. Nie planowałam też żadnych codziennych aktywności związanych z tym celebrowaniem. Aż tu nagle…

Ostatnio opowiadałam już trochę o art journalu, który znów stał mi się bliski. Były to raczej takie chwilowe zrywy – w miarę możliwości i chęci. To się jednak trochę zmieniło w momencie, gdy wzięłam kurs w kursie „Day by day” – skupiającym się przede wszystkim na wyrobieniu sobie nawyku codziennego art journalowania. Muszę tu przy okazji zdradzić, że ja nie jestem najlepsza we wszelkiego rodzaju kursach, wyzwaniach itp. Zwykle oglądam z zainteresowaniem, przyswajam, ale na realizację brakuje mi czasu. Cóż… W tym przypadku bardzo mi zależało, miałam postanowienie i się bardzo postarałam. Troszkę może nawet kosztem innych rzeczy, ale nad tym jeszcze nadal pracuję, żeby znaleźć równowagę. Przez 15 dni kursu (a nawet trochę dłużej, bo zaczęłam się rozkręcać już wcześniej) codziennie robiłam wpis w art journalu. O tym może jeszcze bliżej niedługo opowiem i może coś tam nawet pokażę, ale dziś chciałabym się skupić na tym, co było dalej.

Kurs „Day by day” zakończył się 29.11, ale już 01.12 rozpoczął się darmowy „Kasia’s Advent Calendar 2019” – również prowadzony przez Kasię Avery i również skupiony na codziennym art journalowaniu – przez 24 dni grudnia – aż do świąt. I tak, jak w zeszłym roku oglądałam go z zaciekawieniem, ale absolutnie nie udało mi się go wcielić w życie, tak teraz postanowiłam sobie mocno i działam. Zrobiłam sobie nowy mały albumik i codziennie dodaję nowy wpis. Cóż – na razie 3 dni. I te wpisy są naprawdę proste – żadne tam super hiper wypasione, warstwowe kompozycje. Za to są takie prosto z serca.
Ale zdradzę tylko, że żeby mieć czas na tę chwilę tylko dla siebie, a jednocześnie nie rezygnować z innych aktywności – wstaję godzinę wcześniej. I to jest w moim przypadku poważna sprawa! Zobaczymy, jak mi pójdzie dalej. Trzymajcie kciuki!

Czytaj dalej „Grudzień codziennie”
Grudzień codziennie

Take Risks

Jakoś latem nastąpił ten moment, kiedy z nagłej potrzeby serca sięgnęłam po mój Art Journal. Spontanicznie, nagle, zupełnie bez planowania i zastanawiania – po prostu musiałam. I w zasadzie tak mi zostało. Może nie tak, żebym codziennie robiła cały jeden wpis, natomiast niewątpliwie – codziennie (albo prawie codziennie) do niego sięgam.

Czasem wpadam do pracowni tylko na chwilę, machnę kilka pociągnięć pędzlem, zostawiam do wyschnięcia i wychodzę. Po to, żeby wrócić za kilka godzin albo następnego dnia.
Czasem – tak, jak w przypadku tego wpisu – wpadam do pracowni na dłuższą chwilę i robię wpis od początku do końca.
Czasem nawet nie zapomnę włączyć wcześniej nagrywania w telefonie.
Czasem taki wpis zostaje już w tej formie.
Czasem mu coś potem poprawię.

Nic nie muszę. Wszystko mogę.
I OMG! Jak mi to dobrze robi na głowę!
Do tego stopnia, że mam aktualnie dwa art journale, nad którymi pracuję jednocześnie. I właśnie ostatnio zrobiłam sobie całkiem od zera nowy, który już czeka na pewną wyjątkową przygodę.

Czytaj dalej „Take Risks”
Take Risks

Fragile

W ostatni weekend prowadziłam w sklepie Zielone Koty warsztaty. I były to warsztaty dość wyjątkowe. Kameralne – w gronie dziewczyn, które znam już z warsztatów całkiem nieźle. Pełne wrażeń, bo tym razem troszkę zmusiłam je do wyjścia poza ramy, schematy, utarte ścieżki. Kazałam im nieco improwizować – oczywiście w sposób nadal kontrolowany – przeze mnie. Nie obyło się bez mini-kryzysów i chwil zwątpień, ale tym bardziej magiczna była chwila, gdy zwątpienia opadły i powstała radość.

Dużo ostatnio eksperymentuję z różnymi technikami, które owszem – kiedyś już były mi bliskie, ale raczej osobno, a teraz staram się znaleźć dla nich nowe ścieżki, połączenia, sposoby. Dużo kombinuję z kolorami i dużo odważniej macham pędzlem.

Ten rok jest dziwnym rokiem. Pięknym i szczęśliwym, ale też gdybym miała go określić jednym słowem – to byłby to chyba strach. Ten pojawia się częściej niż bym chciała i choć powody są różne, to jednak za każdym razem takie, że nie da się ich zignorować. Nie powinno się! Więc gdzieś tam próbuję odnaleźć się w zasadzie „bój się i działaj”. Może dlatego też z jeszcze większą wdzięcznością delektuję się tym swoim twórczym hobby, które przepięknie pozwala oderwać myśli.

I tak przed tymi ostatnimi warsztatami tworzyłam sobie różne malunki, aby pokazać różne możliwości wynikające z tych samych technik. I zmalowałam między innymi takie dwa „cosie”. Oba w formacie A5. Techniki mieszane.

Czytaj dalej „Fragile”
Fragile

Odwaga, siła, eksperymenty

“Never be ashamed of a scar. It simply means you were stronger than whatever tried to hurt you.”
― Unknown

Taki właśnie cytat zamieszkał jakiś czas temu w moim Art Journalu.
Była to jedna z tych miłych przygód, które funduję sama sobie w mojej miłej twórczej grupie na FB. Spotkania live i tworzenie na czas to sytuacja, która cały czas nieco mnie stresuje, ale też dodaje tej pozytywnej adrenaliny. Wymusza też nowe podejście – staram się przygotować wcześniej, przemyśleć pracę, zaplanować. To sprawia, że w mojej głowie otwierają się całkiem nowe możliwości. Do tej pory najczęściej tworzyłam absolutnie bez przymusu – siadając sobie do biurka, kiedy miałam na to ochotę i pozwalając wenie przychodzić i odchodzić. Prawda jest też taka, że zwyczajnie lubię tę niepewność, co mi wyjdzie na koniec. Lubię „marnować” czas i tworzyć po kawałku, bez szczególnego planu. Nie da się jednak ukryć, że takie podejście jest raczej mocno czasochłonne…

Ale – okazało się, że lubię również pracować na konkretny zadany temat – jeśli tylko odpowiednio się do tego przygotuję. Zbieram pomysły, inspiracje, dobieram paletę kolorów, mam PLAN. I to mi działa zaskakująco dobrze!

Poza tym naszła mnie refleksja, że chyba tej jesieni w moim życiu mimowolnie następuje powrót do fioletu. Kiedyś był jednym z tych moich firmowych „anaiowych” kolorów – zaraz obok różu i turkusu. Potem jakoś się od niego oddaliłam. A ostatnio jakoś coraz więcej go widzę w swoich pracach, a naprawdę nie było to planowane. Samo się! Widocznie znów przyszedł na niego czas.

Czytaj dalej „Odwaga, siła, eksperymenty”
Odwaga, siła, eksperymenty

Romantycznie

A może by tak coś romantycznego na weekend?
Mam dziś romantyczny nastrój i głowę pełną planów (z których oczywiście większości nie da się zrealizować, bo doba ma tylko 24 godziny, a ja cenię sobie również leniuszkowanie, sen i wypoczynek). Niemniej jednak – nastrój odpowiedni jest.
Poniższy wpis w art journalu powstał co prawda kilka tygodni temu, ale lubię go bardzo i kojarzy mi się cudownie, bo i powstał w dość nietypowych dla mnie warunkach. Przygotowywałam się też do jego wykonania dość porządnie, co zdarza mi się rzadko – myślałam o kolorach, o technikach, przygotowałam moodboard i zdjęcia. Chciałam być przygotowana i mieć nad wszystkim jako taką kontrolę. I – chyba przyniosło to niezłe rezultaty.
Lubię tak od czasu do czasu zmieniać podejście i wystawiać się na nowe próby. Zwykle – niejako przy okazji – odkrywam coś nowego.

Czytaj dalej „Romantycznie”
Romantycznie

Art Journalowy Relax

Pisałam ostatnio, że pochłonęła mnie art journalowa miłość odnowiona. Taka faza w życiu może, że potrzebuję, że sprawia mi przyjemność.
Od kilku lat moim ulubionym notesem do prowadzenia art journala jest „Creative Journal” firmy Ranger. Zaczynałam od dużego, potem był kwadratowy, potem zakupiłam też mały, ale jakoś się nie pokochaliśmy (głównie ze względu na to, że papier w nim jest nieco inny niż w tych większych). I tak sobie stał zapomniany na półce nad moim biureczkiem i czekał cierpliwie. A że niedawno sięgnęłam po niego i o dziwo teraz właśnie jego rozmiar pasuje mi idealnie, to w końcu się zakumplowaliśmy.

A w zeszłym tygodniu spontanicznie i bez planowania ozdobiłam jego okładkę. To kolejna zaleta tych notesów – prosta kraftowa okładka wygląda super w wersji minimalistycznej, ale też świetnie się nadaje do ozdabiania – jak kto lubi. Mnie zależało na praktyczności i na tym, żeby nie było wystających elementów, które utrudniałyby płaskie rozłożenie notesu. A z drugiej strony troszkę miałam ochotę, żeby coś tam poprzyklejać i żeby było „na bogato”. Jakoś tak po głowie chodziła mi kobiecość, wino, tajemnica, ogród…

Rozwiązaniem okazały się hdfkowe kształty od Artistiko. Wszystkie są tej samej grubości, a ostatnio kwiatowych wzorów pojawiło się sporo. Sięgnęłam zatem po moje zapasy i rozpoczęłam zabawę. Efekt możecie zobaczyć poniżej:

Czytaj dalej „Art Journalowy Relax”
Art Journalowy Relax

Messy

Przeprosiłam się z Art Journalem. Ot tak. Pod wpływem chwili, potrzeby, nagłego instynktu, ale też pewnej tęsknoty.
Otóż – kiedyś po Art Journal sięgałam często – w ramach twórczych eksperymentów, testowania nowych produktów, ćwiczenia, ale też wyrzucania z siebie emocji. Od dłuższego czasu jednak nie miałam na Art Journal ochoty, a mam taką zasadę w życiu , że staram się za bardzo nie zmuszać. Zwykle daję sobie czas i wolę się mierzyć z tematem wtedy, gdy mi pasuje i jest szansa, że zaangażuję się całym sercem. Nooooo… to teraz jest journalowanie na całego.

Art Journal to nic innego, jak twórczy dziennik, w którym nie ma żadnych zasad. Jedyna zasada to forma łącząca całość – zeszyt, album, książka, notes – w której zapełniamy kolejne strony.

Ja właśnie testuję „nowe” podejście do twórczej pracy czyli wpadanie do pracowni nawet tylko na chwilę, nawet tylko na pół godziny. Zazwyczaj na tak krótki czas szkoda by mi było rozkładać cokolwiek, bo przecież i tak nie zdążę nic sensownego zrobić. Ja jestem z tych, co pracują powoli z przerwami i z dużą dozą przemyśliwania, co chcę zrobić. Ale – uważam, że świetnie jest od czasu do czasu wyjść ze swojej strefy komfortu, zrobić coś inaczej – po to, żeby się rozwijać, po to, żeby zdobywać nowe doświadczenia, po to, żeby spojrzeć na swój twórczy proces z innej perspektywy.
Póki co – to podejście w ostatnich tygodniach mi służy, a zapomniany Art Journal powoli zapełniają następne wpisy. Sama czuję się zainspirowana, a przy okazji postanowiłam od czasu do czasu nagrać taki twórczy proces – na szybko, bez skupiania się na używanych produktach, bez rozkminiania.
Ba! Tak się rozkręciłam, że założyłam sobie nawet twórczą grupę na FB, a w ostatni weekend zrobiłam nawet kameralnego art journalowego live’a – ależ to było fajne doświadczenie!

Stworzenie poniższego wpisu zajęło mi 27 minut. To był ten pierwszy po długiej przerwie. Bez przygotowań. Po prostu wstałam od kompa, poszłam do pracowni, zamontowałam telefon nad biurkiem, otworzyłam Art Journal i wyrzuciłam z siebie to, co mi się kotłowało. Korzystałam głównie z produktów, które miałam w zasięgu ręki, albo już leżały na biurku. Polecam taką zabawę od czasu do czasu!

Czytaj dalej „Messy”
Messy