Blejtram wspominkowy

Ha. Dziś mam niewiele słów, bo weekend miły i celebrujemy go z przyjemnością.

Był spacer w lesie, było małe gotowanie, zapach ciasteczek owsianych właśnie wyciągniętych z piekarnika wypełnia dom. Błogość!

A ja z pewnym wzruszeniem zerkam na zdjęcie z zeszłorocznego lipca. Świeżutko oprawione w mixed-mediową ramkę.

[Więcej informacji o wykorzystanych materiałach znajdziecie na blogu sklepu ZieloneKoty.pl]

Czytaj dalej „Blejtram wspominkowy”

Galeria

Into the wild

A było to tak…

Kilka dni temu naszło nas na spacer. W całym tym przeprowadzkowo-wnętrzarskim zamieszaniu ostatnich miesięcy nie bardzo był czas na nasze typowe spacery nad morzem. Mamy też teraz trochę dłuższy dojazd nad to morze. Nie żeby to była jakaś wielka przeszkoda, ale jednak trochę ciężej się zmotywować. Postanowiliśmy więc na początek trochę zmienić trasę i stopień trudności – w końcu mamy prawie pod nosem las. Iddealne miejsce na letnie spacery, prawda?

Swoją drogą patrzenie na ten las przez okno jest moim codziennym wyciszającym rytuałem i sprawia mi niezwykle dużo radości. Tak, jak kilka lat temu zachwycałam się wielkimi oknami i widokiem na gdańskie kamieniczki, tak zdecydowanie ta bardzo ograniczona perspektywa w końcu mi zbrzydła i była zdecydowanie nazbyt przytłaczająca. Jaram się teraz przestrzenią i szeroką perspektywą – jaram się jak głupia!

Ciepłe letnie powietrze, niezobowiązujące stroje, wygodne buty… w ostatnim momencie przed wyjście z domu chwyciłam też aparat. (Tu miejsce na kolejną dygresję – przez ostatnich kilka lat aparat służył mi głównie do fotografowania moich prac. Na co dzień korzystałam już raczej tylko z komórki, i to też bardziej kronikarsko niż artystycznie. Ale coś mi się ostatnio poprzestawiało i coraz częściej wybieram aparat, a zdjęcia zdecydowanie wolę obrabiać na komputerze niż na malutkim wyświetlaczu telefonu. Starość, wzrok nie ten, sami rozumiecie.. Ale – czy śledzicie mnie na instagramie? Czy widzieliście te ostatnie zdjęcia? Bardzo mnie cieszy ten mój nowy zapał!)
Aparat przydał się bardzo, ale o tym innym razem, bo nie chcę Was tak nagle zarzucać zbyt dużą ilością zdjęć. Dość powiedzieć, że las jest bardzo fotogeniczny.
Jest też wyciszający i – jak się okazało – działa też dobrze na wenę.

I tak to właśnie wyszłam na ten spacer troszkę na siłę, bo przecież nad głową wisiało mi, że muszę zrobić nową pracę, a nie mam przecież jeszcze nawet pomysłu… A potem zadziały się różne rzeczy. Najpierw przestałam o tym myśleć, zachwycając się szczegółami otaczającej mnie przyrody, wyciszając, ciesząc się miłymi chwilami we dwoje… A potem zaczęłam coraz baczniej przyglądać się przeróżnym patykom, które tak po prostu leżały na ziemi – takie piękne, takie różnorodne, takie inspirujące.

Pomysł na pracę kiełkował i kiełkował w mojej głowie, a gdy wróciliśmy do domu to zaczęłam go realizować prawie natychmiast. Zdecydowanie lubię i tę pracę i tę historię, która za nią stoi.

Czytaj dalej „Into the wild”

Obrazek

O babskiej energii, przeżyciach i względności czasu ;)

O matko bosko! Jaki ten blog zapomniany (nagle się okazało!)…
Na swoje wytłumaczenie mam tyle, że jak się próbuje łączyć 3 prace, 2 mieszkania i jeszcze setki różnych malutkich spraw, to człowiekowi doby nie starcza. Naprawdę nie starcza. A jeszcze człowiek też lubi coś przeżyć, coś zobaczyć, czegoś się nauczyć. Ostatnio na przykład poszłam z koleżankami na warsztaty szycia torebek. I uszyłam sobie torebkę – naprawdę całkiem spoko. Muszę jej tylko przyczepić takie tam chwościki i może nawet ją pokażę światu.
Ale – nie będę narzekać, bo dopiero co miałam najcudowniejszy urlop na świecie (kto „podglądał” na instagramie, no kto?) i naprawdę wierzę, że wiosna i nowa energia jest tuż tuż za rogiem. Ale o urlopie może kiedy indziej. Nie wiem w sumie – czy pisanie o urlopie nie jest przypadkiem interesujące wyłącznie dla tego, kto ów urlop przeżył?

Ale – nie o tym miało być, a o Krakowie.
W zasadzie nawet nie o Krakowie, tylko o mediach i warsztatach. Ostatnio warsztatowo sporo się działo (co mnie zarówno zachwyca, jak i jeszcze bardziej skłania do przemyśleń o pilnej potrzebie maszynki do wydłużania doby), a przyznać muszę, że warsztaty dają mi tyle jakiejś takiej magicznej energii, że ho ho. Jest coś tak fajnego w energii kobiet, które wspólnie coś robią. Jakaś głębia, tajemnica, coś ważnego.
Wiadomo – ważne jest przekazywanie wiedzy, uczenie się nowych rzeczy, fajne produkty, fajny projekt. No wiadomo. Ale ja osobiście doceniam bardzo też tę atmosferę, że babki (sorry, że tak feministycznie, ale póki co żaden chłopak do mnie na warsztaty nie przyszedł!) siadają razem i coś robią, ale tez gadają w trakcie o rzeczach przeróżnych. A charaktery mają totalnie wielobarwne i często sprzeczne, a jednak daje się pogadać, no bo się siedzi i robi coś wspólnie. Taka to okazja świetna do poszerzania horyzontów też.
(Tak się jaram i nakręcam, bo jutro kolejne warsztaty w Gdańsku!)

No więc – po tej przydługiej dygresji – były warsztaty z blejtramem mediowym, a że ja często staram się pokazać, ze można podobną pracę zrobić na różne sposoby, to i powstał blejtram numer dwa. Tym razem w żółcio-pomarańczach (cieplutko!), a  z kolei zdjęcie bardzo zimowe. Na poczatku roku spędziliśmy kilka dni w Krakowie i udało się gdzieś tam w przelocie strzelić taką oto słodką foteczkę. Miłe to wspomnienie bardzo!

Czytaj dalej „O babskiej energii, przeżyciach i względności czasu ;)”

Galeria

Wakacyjne wspomnienie

Hej kochani!
Jak tam Wasze grudniowe nastroje?

Ja postanowiłam troszkę odpocząć od zimowych klimatów i stworzyć coś w moich ulubionych kolorach – soczystych, nasyconych, radosnych i moim zdaniem bardzo kobiecych – choć oczywiście kobiecość ma mnóstwo odcieni i każdemu może kojarzyć się z inna kolorystyką. I tu właśnie tkwi sedno – żeby odnaleźć tę „swoją”. A jeśli chodzi o tworzenie, to mixed-media są idealnym sposobem, żeby sobie tę kolorystykę wyczarować. Ileż razy spotkaliście się z sytuacją, kiedy szukacie konkretnego koloru papieru i nie możecie znaleźć? Albo dodatki – idealny kwiatek, ale nie w tym odcieniu co trzeba… Ech. Przerabiałam to mnóstwo razy. Sposobów na to jest pewnie kilka. Można na przykład kupować papiery i dodatki we wszystkich możliwych odcieniach… Moim zdaniem jednak zdecydowanie lepiej jest sięgnąć po farby, mgiełki, kolorowe media i samemu sobie wyczarować to, czego akurat nam potrzeba.

A mnie zdecydowanie potrzeba było odrobiny lata…
I tak sięgnęłam po zdjęcie z przyjaciółką – schyłek lata, ciepły wieczór, ploteczki, kawki, spacery. Ach, jakie to miłe wspomnienie! Idealne do tego, żeby je ładnie oprawić i postawić na półce. Żeby rozgrzewało całą zimę.

Czytaj dalej „Wakacyjne wspomnienie”

Galeria

Klucz do serca, beton i rdza

Pisałam już o moich betonowych fascynacjach, prawda?
Pisałam.
Nadal mnie trzyma.
Ba! Może nawet coraz bardziej.
Twórczo – chyba wracam na dobry tor, po jakimś takim chwilowym zepchnięciu na dalszy tor, bo życie, bo dobrze, bo ważniejsze sprawy.
Znów mi się chce.
A dzisiejsza praca powstała po powrocie z Berlina. Oczywiście.
Bo przecież tam te betony, rdze i otwieranie serca coraz bardziej miały duże znaczenie.
Jejku, jak mi tam było cudnie…

[a lista użytych produktów na blogu Decoratorium]

Czytaj dalej „Klucz do serca, beton i rdza”

Obrazek

#męskiewakacje

Brrrrrr… brrrrr…
Nie wiem, jak u Was, ale w Gdańsku nagle i niespodziewanie zapanowała jesień. Mam wielką nadzieję, że to chwilowe i że jeszcze będzie trochę ciepłych dni. Zwłaszcza, że przede mną krótki urlop!
Taka „jesienna” aura ma też jednak swoje zalety – na przykład nieco bardziej kusi perspektywa wieczoru spędzonego w domu przy scrapowym biureczku. Nadal mam tak, że najlepiej tworzy mi się w nocy, kiedy nic mnie nie goni, nic nie ogranicza, kiedy mogę sobie stopniowo, powoli dodawać kolejne elementy bez większego planu. Pełna improwizacja… Niestety/stety takie tworzenie jest mocno czasochłonne – czas płynie… przyjemnie bardzo, ale jakby nazbyt szybko.

Tym razem postawiłam sobie nie lada wyzwanie. Chłopięcy blejtram. Ale mocno mediowy – po mojemu. Niedawno na warsztatach padło pytanie, jakie papiery scrapowe kupuję teraz najczęściej. Nie umiałam na nie odpowiedzieć! Bo kupuję papierów bardzo mało w porównaniu z dawnymi czasami. I kupuję je raczej na zasadzie, że wzór mi wpadnie w oko, niż pod kątem konkretnych marek… Ale myślę, że to chwilowe. Jeszcze mi wróci miłość do papierów zapewne.
No ale – chłopięcy blejtram mówiłam. Więc tak – zero różu! Zero kwiatków! Koronki też raczej niekoniecznie. I może jednak bez brokatu? Ale też, żeby nie było zbyt ciemno i ponuro. Żeby było dość cieplutko i miło. Ale też może niezbyt czysto i dokładnie. Tak po chłopakowemu, no!
Zdjęcie miałam już wybrane. Pamiątkowa chwila z fajnych męskich wakacji. Pozostało tylko wyczarować „coś” wokół tak, aby nie zepsuć tego cudnego klimatu…

[listę wykorzystanych mediów znajdziecie na blogu Decoratorium]

Czytaj dalej „#męskiewakacje”

Galeria

Leniwe popołudnie na plaży

Lekko senne, romantyczne, letnie popołudnie na plaży. To właśnie miałam w głowie tworząc poniższą pracę. Akurat w tym roku bywam na spacerach na plaży całkiem często, co jest nietypowe o tyle, że jako typowa mieszkanka Gdańska – zwykle w sezonie raczej okolic plaży unikam. Ale okazuje się, że jak się wybierze odpowiednią porę i odpowiednie miejsca, to można jeszcze znaleźć kawałek plaży bez tłumu ludzi. Patrzeć w niebo, słuchać szumu fal, leżeć na kocyku, cieszyć się ciepłym piaskiem pod stopami. Oj tak. Relaks absolutny!

Zaczęło się niewinnie – od dużej maski z mandalą, która mnie kusiła miesiącami, aż w końcu musiałam ją kupić. A reszta jakoś tak „sama się” poukładała. Jak to czasem w życiu bywa.

[a informacje o użytych produktach znajdziecie oczywiście na blogu sklepu Zielone Koty]

Czytaj dalej „Leniwe popołudnie na plaży”

Galeria

Pozytywna motywacja, Zielone Koty i gadanie

Witajcie w nowym roku!
Czas biegnie tak szybko, że nawet nie zdążyłam się obejrzeć, a tu już ponad tydzień minął. I był to dla mnie tydzień szalenie kreatywny. Nagromadziło mi się wszystkiego sporo, oj nagromadziło!

Ale absolutnie nie narzekam!

Na początek bardzo dobra wiadomość – dołączyłam właśnie do DT sklepu zielonekoty.pl, gdzie od stycznia pełnię rolę Koordynatora DT. Mówiłam – nowa przygoda, nowe wyzwania, nowy wiatr w żagle. Miejsce to dla mnie chyba aktualnie najlepsze jakie może być. Dużo mediów, dużo nowych produktów i przede wszystkim – w Gdańsku! Jestem dumna i podekscytowana i to chyba najważniejsze. Mimo że decyzja o zmianie głównego DT nie była dla mnie łatwa, bo takie ze mnie dziwne stworzenie, że się mocno przywiązuję i angażuję, to jednak wiem, że ten czas na zmiany po prostu już nadszedł.
Szykujcie się na wiele nowych mediowych prac, ale także na warsztaty (najbliższe gdańskie 27.01 – dokładniejsze info lada dzień). Czytaj dalej „Pozytywna motywacja, Zielone Koty i gadanie”

Film