Merry & Bright – bombka na bazie z HDF

Ha! Przypomniało mi się właśnie, że nie pokazywałam tu jeszcze mojej różowej bombki na bazie z HDF. Przygotowałam ją oczywiście jako inspirację w ramach współpracy z firmą Artistiko – producentem baz i dodatków z hdf-u właśnie. Taka forma bombki idealnie nadaje się do powieszenia na ścianie lub drzwiach – wszędzie tam, gdzie wszelkie pękate i przestrzenne bombki raczej by się nie sprawdziły.
Mocno się tutaj pobawiłam mediami – farby, stemple, przetarcia, złota folia, spękania… sporo tego było! Ale wydaje mi się, ze udało mi się utrzymać taki delikatny i odświętny charakter pracy, a dzięki naturalnym dodatkom – takim, jak przyprawy, szyszeczki czy mech – jest ona taka swojska i przytulna. No i pachnąca oczywiście.

Czytaj dalej „Merry & Bright – bombka na bazie z HDF”

Obrazek

Śnieżna kraina | Let it snow | Warsztaty

Ja wiem, że jest dopiero listopad. I że śniegu nie ma i że to w ogóle za wcześnie.
No ale – w rękodzielniczym świecie święta następują dużo wcześniej. Zwykle już gdzieś tak w okolicach lata zaczynają się pojawiać świąteczne kolekcje papierów, bombki do ozdabiania i tym podobne. Chodzi bowiem o to, żeby zdążyć! Świąteczne projekty zawsze cieszą się większym powodzeniem niż inne.
Ja z kolei chciałam zdążyć z warsztatami. Pierwsze – z zimowym domkiem odbyły się w ostatni weekend i były cudowne. Uwielbiam tę atmosferę i te babeczki, które przychodzą i tworzą. I mogę zobaczyć na własne oczy, jak je to relaksuje i cieszy – i jak mogą choć przez tych kilka godzin po prostu nie myśleć o niczym innym. I tak, jak zawsze dbam o to, żeby było dużo technik, dużo porad i fajnych rozwiązań, tak wiem też, że ważny jest ten element „art-terapeutyczny”. Wiem, bo sama pamiętam taki dzień, kiedy świat mi się walił na głowę, a wyjście na warsztaty na kilka godzin dało mi tę cudowną możliwość, żeby choć na chwilę wyłączyć myślenie o wszystkim innym niż ten stół, te kobiety wokół mnie i ten przedmiot, na którym skupiam 100% swojej energii. Jasne – można to samo zrobić samodzielnie w domu, skupić się wyłącznie na pracy. Ale w odpowiednim towarzystwie jest zwyczajnie łatwiej i przyjemniej.

Nie o tym jednak miała być ta notka. Otóż – znów stworzyłam coś świątecznego. A w zasadzie zimowego. Taką małą śnieżną krainę, która będzie tematem warsztatowym w grudniu.

Historia jej powstania sięga aż do czerwca, kiedy to podczas krótkiego acz intensywnego weekendu w Łodzi stworzyłam swój pierwszy las w słoiku, a potem dowiozłam do w całości do domu za pomocą tanich linii autobusowych. Las przeżył, miał się dobrze i rósł. Rósł tak bardzo, że przestał się mieścić w słoiku i nie było innego wyjścia niż po prostu go przesadzić. Zakupiłam większy słój, przesadziłam i… doglądam. Ma się dobrze! Tak mi się przynajmniej wydaje…
A co z pierwotnym słoikiem od lasu? Ano umyłam go i czekałam na pomysł. I kiedy tak rozmyślałam o tematach warsztatowych, to pomyślałam sobie, że w takim słoiku można by zamknąć śnieżną krain(k)ę – podobną do tej, którą robiłam w zeszłym roku. I tak też właśnie uczyniłam.
Dodatkowo wykorzystałam też korkowe zamknięcie słoika i ułożyłam na nim zimową, pachnącą świętami kompozycję. I „neon” z napisem „Let it snow” (można śpiewać „Let it snow, let it snooooooow” na melodię znanej piosenki – skojarzenie z pewną mroźną księżniczką pojawiło się w mojej głowie później, ale jak się już pojawiło, to nie mogę się go pozbyć!).

I tak to właśnie wygląda. Serdecznie zapraszam na warsztaty w Gdańsku w sklepie Zielone Koty – już 07.12.2018 – wyjątkowo w piątek. W sumie to całkiem niezły plan na piątkowy wieczór. Ostatnio motyw śpiewania pojawia się na moich warsztatach dość często, więc nie wykluczam wspólnego wykonywania piosenki z bajki Disneya. Umiejętności wokalne absolutnie nie są wymagane. Umiejętności plastyczne w zasadzie również – warsztaty są tez od tego, żeby się nauczyć.
Czytaj dalej „Śnieżna kraina | Let it snow | Warsztaty”

Galeria

Zimowe świeczniki / Szyszkowe szaleństwo

Och, dziś chwalę się bezczelnie trochę. Bo mi wyszło! Bo jestem dumna i zadowolona! No dobra… Wiadomo przecież, że zwykle staram się być zadowolona ze swoich prac, ale teraz faktycznie jestem zadowolona tak wyjątkowo, bo to taki bardzo osobisty projekt. Przemyślany, zaplanowany, robiony etapami. Czasochłonny – owszem. Ale to chyba też ten element, który przynosi dodatkową satysfakcję. Bo jak się włożyło dużo pracy, to fajny efekt końcowy cieszy jeszcze bardziej!

A było to tak, że jakoś mi się tak chciało świątecznych dekoracji, ale takich nieoczywistych – żeby nie było, że choinka, że święta, że mikołaj itp. Takie dekoracje też są spoko rzecz jasna, ale tym razem chciałam coś takiego typowo „home decor”. Coś, co może umilać wieczory niekoniecznie tylko w grudniu. Oczywiście przejrzałam cały pinterest i gdzieś mi tam zaczęły kiełkować różne nowe pomysły i sklejać się w całość z takimi, co już dawno je miała w głowie. Pomysł na oszronione świeczniki to mi tak w sumie gdzieś już od roku kiełkował… Na drewniane pudełka z napisami miałam fazę wiosną i latem. Teraz doszły do tego szyszki. A potem mech, który od dawna mi się podobał, ale jakoś nie miałam konkretnego pomysłu na jego zastosowanie.

Podumałam, pomyślałam, poszukałam, pokonsultowałam trochę z K. jako człowiekiem o zdecydowanie bardziej inżynierskim umyśle niż mój. I stworzyłam od zera w sumie, bo nawet skrzyneczki zaprojektowałam sobie i skleciłam sama. (Tak, wiem, że są mega proste i to żadna filozofia. I nie – nie przycinałam deseczek sama. Zamówiłam na wymiar. Ale i tak mam mega satysfakcję. O!)

Potem było szlifowanie, bejcowanie, malowanie, lakierowanie. Była wielka paczka szyszek z internetu, co przyszły do mnie niczym niezabezpieczone i trochę się wysypywały panu kurierowi z kartonu… Było klejenie. Dużo duuuuuużo klejenia. Tak dużo klejenia, że aż się dorobiłam na dłoni odcisków od pistoletu do kleju na gorąco.
Ale jaka satysfakcja! Jaka radość. Że wyszło ładnie, że cieszy oko, że po zapaleniu wieczorem wygląda przepięknie. Że cieszy obdarowanych! Ach! No nie ukrywam – cieszę się z tego projektu jak dzika i duma mnie rozpiera.
Póki co powstało 5 takich stroików. Oczywiście jak to z rękodziełem bywa – każdy trochę inny. A że została mi jeszcze skrzynka szyszek, to czuję, że kilka twórczych grudniowych wieczorów jeszcze przede mną.

[A gdybyście chcieli poczytać więcej o wykorzystanych mediach – co z czym i dlaczego, to zapraszam na bloga Decoratorium. Mówię wprost – ta współpraca cieszy mnie szalenie, bo w ich mediowej ofercie co i rusz odkrywam coś naprawdę świetnego.]


Czytaj dalej „Zimowe świeczniki / Szyszkowe szaleństwo”

Galeria

Świąteczna ramka z pingwinem! A co :)

Czy mi się zdaje, czy już trochę pachnie świętami?
Pytanie tylko pozornie jest niestosowne na początku listopada. Oczywiście następuje tu pewien skrót myślowy, gdzie „świąteczna atmosfera” oznacza tak naprawdę głównie klimat ZIMOWY. Te wszystkie przygotowania, pachnące domostwa, korzenne zapachy, rozgrzewające smaki, światełka itp. Czytałam ostatnio dziwną dyskusję na temat „jak powinny wyglądać kartki świąteczne” i troszkę się pod nosem uśmiechałam, że też się ludziom chce tworzyć takie dziwne problemy… Nie będę się zagłębiać zbytnio w temat, co dla kogo oznaczają święta i komu wolno, a komu nie wolno ich obchodzić, a także czy ramka z pingwinem w czapce i szaliku jest świąteczna czy może jednak zimowa i koło świątecznej to ona nawet nie stała. Dla mnie jest świąteczna i tyle. Moja ramka, mój blog, moje zasady, prawda?

A wracając do świątecznych zapachów. Mnie ostatnio zdrowo wzięło na pierniczki – póki co nie piekę, póki co tylko o nich myślę, ale to i tak duuuużo wcześniej niż zwykle. Oraz kupiłam karmelową herbatę. Jak kupuję karmelową herbatę, to znaczy, że już zbliża się ten czas. Czas korzennych zapachów, czas kuchennych przygotowań, przyozdabiania domu, ciepła świec.
(A jakie pyszne curry ugotowałam wczoraj! OMG! ale hmmm… o świętach być miało…)

Na gdańskich warsztatach niedawno pewna cudna Kasia, która jest takim moim dobrym duchem – uważnym, ciepłym i pełnym wsparcia, powiedziała mi, że wyczuwa, że się cieszę na te święta i że w zeszłym roku tak nie było. I tak się cały czas zastanawiam – same święta nie mają dla mnie jakiegoś wielkiego znaczenia, ale przygotowania, grudniowy klimat, moje urodziny (no kto to widział, żeby się rodzić 23 grudnia…) już TAK. Co roku staram się jakoś tam celebrować ten grudzień i cieszyć się tym przedświątecznym czasem. Tak dla siebie. Na pewno ma to spory związek z faktem, że jak się ma urodziny dzień przed wigilią, to imprezy urodzinowe nie mają dużego sensu, prezentów jest mniej, bo często są wspólne „urodzinowo-świąteczne”, a zdarza się, że w szale przygotowań i zabiegania – ludzie po prostu nie pamiętają. I o ile  jako stara już dość baba doskonale rozumiem, że urodziny to wcale nie jest najważniejszy dzień w roku, o tyle lubię też wciąż pielęgnować tę małą dziewczynkę w sobie, a ta mała dziewczynka to miała jednak z tymi urodzinami trochę przerąbane. Więc tak – będę sobie celebrować grudnie dopóki mi się będzie chciało.
I – kończąc tę przydługą dygresję – faktycznie w zeszłym roku ten czas był raczej trudny i przeżyty raczej w formie niemalże snu zimowego niż jakichś wielkich radości.
A teraz proszę – pierwsze „przygotowania” zaczęłam pod koniec października. Człowiek to jest jednak dziwne stworzenie. O!

No więc – oto ramka. Ramka jest świąteczna tudzież zimowa – pachnąca cynamonem i anyżem, skrząca śniegiem i brokatem, nieco mroźna, ale jednocześnie słodka. Pierwsza z kilku, bo już wiem, że będę takich ramek przygotować więcej dla znajomych.
(A po cichu podpowiem, że pod koniec listopada będzie można takie ramki zrobić razem ze mną. W Gdańsku. W Zielonych Kotach oczywiście. Szczegóły wkrótce)

Czytaj dalej „Świąteczna ramka z pingwinem! A co :)”

Obrazek