Love Life – minialbum

Nie tak dawno pokazywałam tu mini-album w pudełku. Przyznaję – jestem z niego dość dumna i bardzo mi się podoba ta forma. Troszkę był on nawiązaniem do albumu sprzed roku, a troszkę zupełnie nową koncepcją. Bardzo spodobał mi taki sposób na przechowywanie wspomnień, ale nawet ja sama nie myślałam, że kolejny powstanie tak szybko. Ponieważ jednak podczas warsztatów (które prowadziłam w sklepie Zielone Koty w Gdańsku. Prowadzę tam warsztaty co miesiąc, więc jest to super dobra okazja, żeby mnie poznać i jeszcze się czegoś fajnego ode mnie nauczyć!) zaczęłam tworzyć kolejny – a sięgnęłam tym razem po takie zdecydowanie bardziej „moje” kolory – nic nie stało na przeszkodzie, żeby skrupulatnie go w domu dokończyć. Oczywiście w roli głównej nadal występują hdf-ki z Artistiko. Są świetne i naprawdę mogą służyć za jedyną ozdobę albumowego pudełeczka. Bardzo lubię ich trwałość i wytrzymałość – i choć oczywiście nadal uwielbiam delikatne i misterne tekturki w przeróżnych kształtach, to po latach twórczych przygód wiem już, że umieszczanie tekturek na okładkach albumów, które mogą być często dotykane, otwierane, przeglądane, wsuwane to tu to tam – zwyczajnie nie jest najlepszym pomysłem. Kształty wycięte z hdf-u natomiast bardzo trudno jest zniszczyć, oderwać czy połamać. I dla mnie ma to duże znaczenie!

A co w środku? Tym razem sięgnęłam po kolekcję „Dear Diary” z Mintay Papers. Dawno już żadna kolekcja nie przypadła mi tak do gustu. Wykonałam już z niej kartkę na chrzest (kartkę! na chrzest! ja! ba – uważam, że jest prześliczna – pokażę niedługo), a teraz uznałam, że idealnie mi pasuje kolorystyką do pudełka.
Do tego trochę złoceń, trochę brokatu, trochę cekinów… Jest bardzo po mojemu. Do tego stopnia, że albumik, który miał być prezentem dla kogoś bliskiego, raczej jednak zostanie ze mną. Cóż – nie pozostaje mi nic innego, jak zacząć robić kolejny!

Czytaj dalej „Love Life – minialbum”

Galeria

Mediowy Art-Journal – warsztaty

Garść dobrych wiadomości dziś mam!
Po pierwsze i najważniejsze i oczywiście chwalę się z opóźnieniem – dołączyłam do DT Artistiko. Dla tych, którzy uważnie mnie obserwują, nie jest to raczej niespodzianka. Mniej więcej od roku hdf-ki Artistiko regularnie pojawiają się w moich pracach i dzieje się to nie bez przyczyny – ja po prostu bardzo bardzo lubię z nimi pracować.
Po drugie – mam dobry flow. Przepływ, odprężenie, moment w życiu, uniesienie takie. Trochę mi szkoda tego lata, co nagle się skończyło, jakby ktoś nożem uciął. A trochę skrycie się cieszę na jesień. Jestem co prawda zmarźluchem totalnym, ale jesienią uwielbiam taką jakby romantyczną aurę – przytulne szaliki, kocyki, ciepłe kapcie, obszerne swetry, ciepłe kubki z aromatycznie parującą herbatą. Wczesna jesień ma w sobie to coś. Jesienią nawet lubię obcasy. Mam nawet osobne ulubione perfumy na jesień.
Po trzecie (co też ma pewien związek z jesienią i dobrym samopoczuciem) wróciliśmy z K. do naszych spacerów. Ten rok był szalenie intensywny. Masa rzeczy do ogarniania, remonty, przeprowadzki, urządzanie, setki godzin spędzonych na ustalaniu szczegółów, zakupach i planowaniu. A potem kolejne setki godzin spędzonych na realizacji… A później było lato i wszędzie tłumy ludzi, a poza tym rozjazdy, wyjazdy, wakacje. A teraz wreszcie jest ten czas, gdy nadmorska promenada przyciąga już chyba wyłącznie lokalesów i to raczej w wersji sportowej. Moje endomondo mówi, że w ciągu ostatniego tygodnia przeszłam szybkim krokiem prawie 40 kilometrów. Nie jest to jakiś super wynik, ale umówmy się – każdy ruch jest lepszy od braku ruchu. A człowiek z automatu się inaczej czuje. Bardzo mi tego brakowało i bardzo tego potrzebuję.
A Ty? Co Cię dobrze nastraja tej jesieni?

No i pracę/inspirację mam nową. Wiadomo. Mixed-mediowa okładka art journala to moja inspiracja dla Artistiko, a jednocześnie zaproszenie na październikowe warsztaty w Gdańsku (info na końcu notki). Bardzo w moich kolorach, bardzo w moich klimatach. I co najważniejsze – świetnie się bawiłam podczas tworzenia. Faza na przetarcia i postarzenia trwa w najlepsze!

Czytaj dalej „Mediowy Art-Journal – warsztaty”

Galeria

Mini album, ekscytacja i warsztaty

Tadam tadam! Ależ jestem podekscytowana. Ten dzisiejszy projekt ma specjalne miejsce w moim serduszku. Dużo pracy w niego włożyłam i bardzo skrupulatnie zmieniałam koncepcję sto pięćdziesiąt razy (no dobra – tak naprawdę to ze trzy), żeby w końcu uzyskać efekt, który bardzo bardzo mnie cieszy.
Na początku planowałam zrobić taką ukrytą w pudełku ramkę, ale potem trudno mi się było zdecydować na tylko dwa zdjęcia i w efekcie w pudełeczku jest miejsce na 7 zdjęć. Sprytnie? Sprytnie!

Mam też dobrą wiadomość – ten właśnie albumik będzie przedmiotem wrześniowych warsztatów w Gdańsku. Więcej informacji o warsztatach znajdziesz na końcu tego posta.

Czytaj dalej „Mini album, ekscytacja i warsztaty”

Galeria

Mediowy shadowbox

Nie da się ukryć – nie ogarniam tej kuwety. Lato to stan umysłu i mnie zdecydowanie się ten letni klimat udzielił i ciągnie mnie bardzo do wszelkich form wypoczynku, a jak na złość pracy jakoś jakby więcej, a sił mniej. HA! Ale odliczam już dni do urlopu i mam nadzieję na duuuuużo duuuuużo relaksu.
A póki co – zaległa praca. Odczekała swoje, nie powiem!
Przygotowana w ramach gościnnej współpracy z Agaterią, oczywiście wypełniona mediami DecoArt. Tak sobie myślę, że ciągnie mnie chyba ku niebieskościom ostatnio bardziej niż zwykle. Oraz fun fact – rzuciłam okiem na kilka moich ostatnich wpisów i trzeba powiedzieć, że motyw serca zdecydowanie zdominował w tym roku moje prace. No ciekawe dlaczego… (unikam na tym blogu emotikonek, jak ognia, ale chyba wiesz, że mrugam teraz okiem, co?.

No więc – shadobox. Z sercem. Takim mechanicznym bardziej. Czy to źle? Może właśnie dobrze? Może wszystko w nim chodzi „jak w zegarku”. Bardziej o zabawa formą niż ukryty przekaz, ale z drugiej strony może ma tu jakieś znaczenie fakt, że na serialowej tapecie ostatnio jest „Westworld”?

Czytaj dalej „Mediowy shadowbox”

Mediowy shadowbox

Blejtram wspominkowy

Ha. Dziś mam niewiele słów, bo weekend miły i celebrujemy go z przyjemnością.

Był spacer w lesie, było małe gotowanie, zapach ciasteczek owsianych właśnie wyciągniętych z piekarnika wypełnia dom. Błogość!

A ja z pewnym wzruszeniem zerkam na zdjęcie z zeszłorocznego lipca. Świeżutko oprawione w mixed-mediową ramkę.

[Więcej informacji o wykorzystanych materiałach znajdziecie na blogu sklepu ZieloneKoty.pl]

Czytaj dalej „Blejtram wspominkowy”

Galeria

Into the wild

A było to tak…

Kilka dni temu naszło nas na spacer. W całym tym przeprowadzkowo-wnętrzarskim zamieszaniu ostatnich miesięcy nie bardzo był czas na nasze typowe spacery nad morzem. Mamy też teraz trochę dłuższy dojazd nad to morze. Nie żeby to była jakaś wielka przeszkoda, ale jednak trochę ciężej się zmotywować. Postanowiliśmy więc na początek trochę zmienić trasę i stopień trudności – w końcu mamy prawie pod nosem las. Iddealne miejsce na letnie spacery, prawda?

Swoją drogą patrzenie na ten las przez okno jest moim codziennym wyciszającym rytuałem i sprawia mi niezwykle dużo radości. Tak, jak kilka lat temu zachwycałam się wielkimi oknami i widokiem na gdańskie kamieniczki, tak zdecydowanie ta bardzo ograniczona perspektywa w końcu mi zbrzydła i była zdecydowanie nazbyt przytłaczająca. Jaram się teraz przestrzenią i szeroką perspektywą – jaram się jak głupia!

Ciepłe letnie powietrze, niezobowiązujące stroje, wygodne buty… w ostatnim momencie przed wyjście z domu chwyciłam też aparat. (Tu miejsce na kolejną dygresję – przez ostatnich kilka lat aparat służył mi głównie do fotografowania moich prac. Na co dzień korzystałam już raczej tylko z komórki, i to też bardziej kronikarsko niż artystycznie. Ale coś mi się ostatnio poprzestawiało i coraz częściej wybieram aparat, a zdjęcia zdecydowanie wolę obrabiać na komputerze niż na malutkim wyświetlaczu telefonu. Starość, wzrok nie ten, sami rozumiecie.. Ale – czy śledzicie mnie na instagramie? Czy widzieliście te ostatnie zdjęcia? Bardzo mnie cieszy ten mój nowy zapał!)
Aparat przydał się bardzo, ale o tym innym razem, bo nie chcę Was tak nagle zarzucać zbyt dużą ilością zdjęć. Dość powiedzieć, że las jest bardzo fotogeniczny.
Jest też wyciszający i – jak się okazało – działa też dobrze na wenę.

I tak to właśnie wyszłam na ten spacer troszkę na siłę, bo przecież nad głową wisiało mi, że muszę zrobić nową pracę, a nie mam przecież jeszcze nawet pomysłu… A potem zadziały się różne rzeczy. Najpierw przestałam o tym myśleć, zachwycając się szczegółami otaczającej mnie przyrody, wyciszając, ciesząc się miłymi chwilami we dwoje… A potem zaczęłam coraz baczniej przyglądać się przeróżnym patykom, które tak po prostu leżały na ziemi – takie piękne, takie różnorodne, takie inspirujące.

Pomysł na pracę kiełkował i kiełkował w mojej głowie, a gdy wróciliśmy do domu to zaczęłam go realizować prawie natychmiast. Zdecydowanie lubię i tę pracę i tę historię, która za nią stoi.

Czytaj dalej „Into the wild”

Obrazek

Happy home

Dom.
To ostatnio bardzo ważny dla mnie temat.
Ostatnie miesiące wiele w temacie domu zmieniły, a i urządzanie tego nowego nadal trwa, nadal cieszy, nadal ekscytuje. Lubię go szalenie!
Nic dziwnego, że siedziała we mnie potrzeba stworzenia mu jakiejś wizytówki, ozdóbki, magicznego talizmanu. Pomysł kiełkował długo, a potem w końcu zakwitł. I tak oto mam swój malutki talizman – szczęśliwy domek pełen drobiazgów, szczegółów, smaczków.
Przy jego powstawaniu było dużo mediowych zabaw, a to oczywiście świetny pretekst do warsztatów – więcej na ten temat na końcu notki.

Czytaj dalej „Happy home”

Galeria

Stary pędzel / Wspomnienia / video

Nie wiem czy wiesz, ale na blogu sklepu Zielone Koty trwa (no dobra – dziś się kończy, jest mało czasu już) wyzwanie o wdzięcznej nazwie „Ocalić od zapomnienia”. Bardzo dobrze się złożyło, bo ja akurat bardzo lubię ocalać. Od zapomnienia i nie tylko. Trochę lubię być takim superbohaterem i czynić dobro. Któż nie lubi?
No. Więc tym razem ocaliłam stary pędzel przed niechybnym zapomnieniem w czeluściach śmietnika. Pędzel nie był przypadkowy ani trochę – sama własnoręcznie go wybrałam w markecie budowlanym, potem spędziliśmy z nim pół dnia bardzo kreaturtywnie tworząc na ścianie mieszkania (które było wtedy tylko pustymi ścianami – taką kompletnie białą kartką) beton strukturalny. Ależ to było ekscytujące! Ależ fajna to zabawa! i Ależ lubię ten efekt!
Do tworzenia betony strukturalnego używa się różnych pac i takich tam, ale pędzle też są potrzebne – bo to i zagruntować trzeba i polakierować potem, żeby się nie brudziło. Mówię Ci – nie ma to jak własnoręcznie coś zrobić w chałupie. I to jeszcze na dużym formacie. No duma jest!

Zatem – postanowiłam ocalić ten jakże historyczny pędzel. Ma rączkę z dziurką, dzięki której można go po prostu powiesić na ścianie. od razu miałam na niego pomysł. Cóż – przerobienie starego pędzla nie jest jakąś super oryginalną sprawą. Jasne, że takie prace w necie były, są i będą. Ale – to jest mój pędzel. ten właśnie! Ten tutaj pierwszy (i hmmm… ostatni, bo nie było nic, czyli nie było też wody, żeby go umyć) raz użyty.
A jeszcze w całym tym zabieganiu ostatnich miesięcy nie było łatwo, ale się spięłam bardzo i nagrałam filmik z tego ocalania. Czasem wychodzę nazbyt poza kadr (nowy aparat, jeszcze nie do końca ogarniam), obróbka zajęła mi ponad miesiąc (bo przeprowadzka i w ogóle), a w nowym miejscu jeszcze szukam dobrego miejsca do dogrywania mojego gadania, bo albo jest za głośno, albo echo, no ale jest, powstał! Cieszę się.

[post powstał przy współpracy ze sklepami Zielone Koty i Decoratorium]

I jeszcze fotki oczywiście:

Czytaj dalej „Stary pędzel / Wspomnienia / video”

Film

Porządki i monoprinting

Nie tak dawno na blogu sklepu Zielone Koty, z którym mam wielką przyjemność współpracować, trwało bardzo ciekawe (moim skromnym zdaniem) wyzwanie o nazwie „Wiosenne Porządki”.
A mianowicie – trzeba było zrobić pracę z czymś, czego się dawno nie używało.
To oczywiście doskonały moment na małą dygresję. Otóż – osoby zajmujące się rękodziełem cierpią zazwyczaj na takie bardzo specyficzne schorzenie, które sprawia, że mają ogromną potrzebę chomikowania. Wyrzucasz papierek po cukierku? Zostaw! Przyda się! Ten sznurek znaleziony na chodniku? O jaki piękny! Przyda się! Metka od nowej sukienki? Wow jaka cudna! Nie wolno wyrzucać. Na pewno się przyda!
Że już nie wspomnę o wszystkich pięknych materiałach profesjonalnych – stemplach, papierach, kwiatkach, tasiemkach – niewątpliwie i na pewno przyda się nam wszystko. Po prostu i zwyczajnie – nie ma takiego czegoś, co by się mogło nie przydać.
To „przyda się” weszło już chyba na stałe do słownika polskich scraperek (i pewnie nie tylko), stąd różne narzędzia, materiały i twórcze drobiazgi czule zwane są „przydasiami”.

Przyznaję – i ja cierpię na tę chorobę. Teraz cierpię przez nią podwójnie, bo przeprowadzka tak zwanej pracowni okazała się wyzwaniem ogromnym…
Ale – zanim jeszcze zabrałam się za przeprowadzkę, to owszem – wzięłam się też za małe wiosenne porządki. Przejęłam się tematem i bardzo BARDZO zapragnęłam w swojej pracowni zrobić coś, czego dawno nie robiłam. I tak oto sięgnęłam po art-journal. Kiedyś towarzyszył mi często i był ulubioną formą, a od jakiegoś czasu leżał troszkę zapomniany. Uważam, że to bardzo fajna forma artystycznej ekspresji – bez narzuconych zasad, bez wielkich potrzeb – można w art-journalu robić to, na co ma się ochotę.

Ale to nie wszystko – kolejne znalezisko to płytka Gelli Plate czyli żelowa płytka do monoprintingu. Każdy (kto kiedykolwiek próbował) wie, że to świetna zabawa. Zabawa, która mnie pociągała bardzo. Długo się zbierałam do zakupu swojej płytki, odkładałam zakup, przez chwilę bawiłam się gorszym zamiennikiem, znów o niej marzyłam, a potem kupiłam i użyłam jej kilka razy i na planach się skończyło…
No to teraz troszkę sobie z nią poszalałam 🙂
Efekty poniżej!

Czytaj dalej „Porządki i monoprinting”

Galeria

Skrzyneczka na skarby – warsztaty w Gdańsku!

Dziś pudełko / skrzyneczka / szkatułka – jak zawał tak zwał. Ewidentnie na skarby!

Wypieszczona, wymarzona, dokładnie przemyślana i zaplanowana.
Owszem – wiele razy zdarza mi się tworzyć bez większego planu – na bieżąco wymyślam kolejne dodawane elementy, wybieram i zmieniam kolorystykę, przykładam, przekładam, zmieniam. Nie tym razem jednak!
Teraz miałam konkretną wizję i cel. Wiedziałam jakie mają być kolory, jaki styl, z czym ma mi się kojarzyć. No i miałam w głowie konkretne miejsce, gdzie ta skrzyneczka ma zamieszkać. Miałam bowiem bardzo pilną potrzebę wykonania pudełeczka/skrzyneczki na klucze i inne drobiazgi, które czasem magicznie kumulują się na szafce w przedpokoju. Taka skrzyneczka na skarby na pewno jest potrzebna w każdym domu.

Jak pomyślałam, tak uczyniłam. I oto jest – przemyślana, wypieszczona, dokładnie taka, jak miała być. W sumie dość może nawet „minimalistyczna” jak na mnie. Tym razem bardziej niż na dużej ilości mediów – skupiłam się na bardzo dokładnym ich zaplanowaniu i wykorzystaniu dokładnie tak, jak chcę. Nie było tu miejsca na przypadkowość, eksperymenty i twórczy szał. Wszystko miało wyjść dokładnie tak, jak wyszło. Planowanie w mixed-mediach też jest czasem ważne!

Czytaj dalej „Skrzyneczka na skarby – warsztaty w Gdańsku!”

Skrzyneczka na skarby – warsztaty w Gdańsku!