Follow the White Rabbit

No więc pisałam ostatnio o takich nieco dłuższych projektach. Coraz większą przyjemność sprawia mi praca etapami, z dużą ilością czasu na przemyślenie kolejnych kroków. Już już chciałam napisać, że tutaj zaczęło się od królika, ale tak naprawdę zaczęło się od drewnianej ramy – całkiem sporej 23×33 cm, którą pokryłam bejcą… w grudniu! A potem przekładałam z miejsca na miejsce czekając aż przyjdzie mi na nią pomysł.

Królik – a w zasadzie zając – przyszedł później. Jak zapewne wiecie – od dłuższego czasu współpracuję z firmą @Artistiko, która jest producentem kształtek z hdf-u. Przeróżnych kształtek – są bazy, są dodatki, są napisy. Pojawiają się nowe kolekcje, nowe wzory. Ostatnio dużo było nowości wiosenno-wielkanocnych. A musicie wiedzieć, że mi z Wielkanocą nie jest jakoś szczególnie po drodze. Nie jest tu ona jakimś szczególnym wyjątkiem. Generalnie nie kręcą mnie tematy bardzo określone – śluby, komunie, chrzty, różnego rodzaju święta. Wyjątkiem może się zdawać Boże Narodzenie, ale wtedy też unikam raczej bardzo tradycyjnej czy kościelnej stylistyki, a skupiam się bardziej na zimowym klimacie. Zresztą grudzień to czas moich urodzin i staram się go celebrować na wiele sposobów (no… grudzień 2018 celebrowałam głównie leżąc w dziwnej pozycji, która była jedyną pozycją, w której nie bolał mnie kręgosłup, ale to już inna historia).

Ok. Zatem Wielkanoc to nie są moje klimaty – to mamy już ustalone. Ale – bardzo lubię szukać różnych dróg naokoło, ukrytych znaczeń, nieszablonowych rozwiązań. I tak sobie patrzyłam na tego wielkanocnego zajączka i patrzyłam i nawet przez chwilę miałam pomysł, żeby pójść z nim w taką słodziutką dziecięcą stylistykę – zajączek w pokoju dziecięcym na pewno wyglądałby uroczo…

Ale wyobraźnia poniosła mnie zupełnie gdzie indziej i tak wielkanocny zajączek stał się magicznym Białym Królikiem, a jego oprawa jest raczej mroczno-steampunkowa niż słodka. Ja jestem zadowolona bardzo i uwielbiam na niego patrzeć. Mój Ukochany zaś bardzo się z Pana Królika śmieje i choć docenia całokształt, to jednak do sypialni Pan Królik ma zakaz wstępu – bo strach byłoby się przy nim obudzić w nocy. Heh, przecież ja i tak nie wstawiam swoich prac do sypialni! Przynajmniej póki co…

Czytaj dalej „Follow the White Rabbit”
Follow the White Rabbit

Z nowym rokiem!

Oj, długo mnie tu nie było…

Mam do pokazania jeszcze kilka grudniowych projektów (nieco już jakby przeterminowanych, bo święta już jakby minęły…). Ach, ileż ja w tym roku miałam planów, pomysłów, chęci! Chciałam przyozdobić mieszkanie na święta, naszykować dużo ozdób, bombki różne porobić, choć bombki do tej pory nie były nigdy moim klimatem. Nie do końca się udało. Najpierw cała moja para poszła w hurtową produkcję kartek świątecznych, a potem nagle się wszystkie plany posypały, bo zbuntował się mój kręgosłup. A jak do tego doszły inne komplikacje, to praktycznie przeleżałam w łóżku 3 tygodnie… I choć od kilku dni wracam już do żywych i nawet chodzę do pracy, to do pełni sił brakuje mi jeszcze sporo.

I takie przemyślenie mam – trzeba uważać, co się mówi na głos, bo ja jak przez mgłę pamiętam, że jakoś w listopadzie rzuciłam żartobliwie, że nie mogę się doczekać jakiejś choroby – bo chętnie sobie poleżę w naszej cudnej sypialni z widokiem na miasto… Cóż – widok jeszcze mi nie obrzydł na szczęście, ale chorowania i leżenia mam już zdecydowanie dość! Zwłaszcza że w tym czasie w zasadzie „przepadły” mi urodziny, święta i sylwester.

Ale! Podobno – co nas nie zabije, to nas wzmocni. A te gorsze chwile prawdopodobnie są właśnie po to, żeby podnieść się, otrzepać, koronę nałożyć i iść dalej z podniesioną głową. Zatem – tym bardziej w nowy rok chcę wejść z nową energią, nową odwagą i zapałem. I skoro już się okazało, że moje słowa mają taką „cudowną” moc sprawczą, to może należy ten fakt wykorzystać na ciekawsze marzenia i plany niż leżenie w łóżku…
A żeby samej sobie przypominać o tym, że marzyć warto, a jeszcze bardziej warto dążyć do marzeń spełniania – popełniłam sobie motywacyjną tabliczkę/zawieszkę do powieszenia nad biurkiem. Taką o:

Z nowym rokiem!

Fazy księżyca

Są takie pomysły, które dojrzewają w głowie etapami. Zwłaszcza, gdy regularnie podlewane są sokiem inspiracyjnym rodem z Pinteresta.

Makatki.
Makatki zawieszone na patyku.
Inne ozdoby zawieszone na patyku.
Rewa, spacer, zbieranie patyków.
Księżyc.
Fazy księżyca.
Ozdoby ścienne z fazami księżyca.
Świąteczne nowości Artistiko.
Gwiazdki! Dużo gwiazdek!

Takim mniej więcej torem szedł mój umysł, zanim usiadłam do biureczka, aby sklecić sobie moją zawieszkę / ozdobę ścienną / dekorację. Dalej też nie było jeszcze wcale tak prosto, bo o ile w głowie już wszystko było ułożone, o tyle kwestie techniczne typu „jak zawiesić na niteczce kształtki z hdf-u, które nie mają dziurek”, albo „czemuż ach czemuż elementy zawieszone na niteczkach bardzo pragną się obracać i często prezentują swój tył zamiast przodu”…

Czymże jednak są trudności, gdy pomysł w głowie dojrzewał tygodniami czy miesiącami? Tylko i wyłącznie okazją do nauki i ulepszenia pomysł. Przecież to jasne, prawda?

No więc jest – moje własne niebo na patyku. Zamieszka w mojej części pracowni – jak tylko zdecyduję, gdzie dokładnie należy wbić gwoździk. Póki co – na potrzeby zdjęcia – zawieszałam je tymczasowo zdecydowanie za wysoko i oczywiście wcale a wcale nie ułatwiło mi to robienia zdjęcia…

Dużo się tam mieni i błyszczy i oczywiście lepiej to widać na żywo, niż na zdjęciach. Ale uwierz mi – efekt jest! I przede wszystkim – taka ozdoba jedyna o niepowtarzalna – ma fajną wartość sentymentalną.

Czytaj dalej „Fazy księżyca”

Galeria