Świąteczna ramka z pingwinem! A co :)

Czy mi się zdaje, czy już trochę pachnie świętami?
Pytanie tylko pozornie jest niestosowne na początku listopada. Oczywiście następuje tu pewien skrót myślowy, gdzie „świąteczna atmosfera” oznacza tak naprawdę głównie klimat ZIMOWY. Te wszystkie przygotowania, pachnące domostwa, korzenne zapachy, rozgrzewające smaki, światełka itp. Czytałam ostatnio dziwną dyskusję na temat „jak powinny wyglądać kartki świąteczne” i troszkę się pod nosem uśmiechałam, że też się ludziom chce tworzyć takie dziwne problemy… Nie będę się zagłębiać zbytnio w temat, co dla kogo oznaczają święta i komu wolno, a komu nie wolno ich obchodzić, a także czy ramka z pingwinem w czapce i szaliku jest świąteczna czy może jednak zimowa i koło świątecznej to ona nawet nie stała. Dla mnie jest świąteczna i tyle. Moja ramka, mój blog, moje zasady, prawda?

A wracając do świątecznych zapachów. Mnie ostatnio zdrowo wzięło na pierniczki – póki co nie piekę, póki co tylko o nich myślę, ale to i tak duuuużo wcześniej niż zwykle. Oraz kupiłam karmelową herbatę. Jak kupuję karmelową herbatę, to znaczy, że już zbliża się ten czas. Czas korzennych zapachów, czas kuchennych przygotowań, przyozdabiania domu, ciepła świec.
(A jakie pyszne curry ugotowałam wczoraj! OMG! ale hmmm… o świętach być miało…)

Na gdańskich warsztatach niedawno pewna cudna Kasia, która jest takim moim dobrym duchem – uważnym, ciepłym i pełnym wsparcia, powiedziała mi, że wyczuwa, że się cieszę na te święta i że w zeszłym roku tak nie było. I tak się cały czas zastanawiam – same święta nie mają dla mnie jakiegoś wielkiego znaczenia, ale przygotowania, grudniowy klimat, moje urodziny (no kto to widział, żeby się rodzić 23 grudnia…) już TAK. Co roku staram się jakoś tam celebrować ten grudzień i cieszyć się tym przedświątecznym czasem. Tak dla siebie. Na pewno ma to spory związek z faktem, że jak się ma urodziny dzień przed wigilią, to imprezy urodzinowe nie mają dużego sensu, prezentów jest mniej, bo często są wspólne „urodzinowo-świąteczne”, a zdarza się, że w szale przygotowań i zabiegania – ludzie po prostu nie pamiętają. I o ile  jako stara już dość baba doskonale rozumiem, że urodziny to wcale nie jest najważniejszy dzień w roku, o tyle lubię też wciąż pielęgnować tę małą dziewczynkę w sobie, a ta mała dziewczynka to miała jednak z tymi urodzinami trochę przerąbane. Więc tak – będę sobie celebrować grudnie dopóki mi się będzie chciało.
I – kończąc tę przydługą dygresję – faktycznie w zeszłym roku ten czas był raczej trudny i przeżyty raczej w formie niemalże snu zimowego niż jakichś wielkich radości.
A teraz proszę – pierwsze „przygotowania” zaczęłam pod koniec października. Człowiek to jest jednak dziwne stworzenie. O!

No więc – oto ramka. Ramka jest świąteczna tudzież zimowa – pachnąca cynamonem i anyżem, skrząca śniegiem i brokatem, nieco mroźna, ale jednocześnie słodka. Pierwsza z kilku, bo już wiem, że będę takich ramek przygotować więcej dla znajomych.
(A po cichu podpowiem, że pod koniec listopada będzie można takie ramki zrobić razem ze mną. W Gdańsku. W Zielonych Kotach oczywiście. Szczegóły wkrótce)

Czytaj dalej „Świąteczna ramka z pingwinem! A co :)”

Obrazek

Kartkowe warsztaty w Gdyni!

Moja przygoda z papierowym rękodziełem zaczęła się 9 lat temu. Pamiętam dokładnie, jak poszukiwałam w internecie ładnych kartek świątecznych. Chciałam kupić coś wyjątkowego i wysłać do znajomych. I tak oto od kliknięcia do kliknięcia w internetowych galeriach z rękodziełem natknęłam się na kartki, które kompletnie mnie zachwyciły i zaczęłam poznawać całkiem nowe słowa – jak na przykład scrapbooking.

Były to czasy, kiedy profesjonalnych materiałów było w Polsce tyle co nic, inspiracji trzeba było szukać głównie na amerykańskich blogach, a kreatywność często skłaniała nas ku wykorzystywaniu kawałków tapet czy papierów do pakowania zamiast tych prawdziwych – „scrapowych”, amerykańskich.

Kartki świąteczne w 2007 roku zrobiłam sama. Byłam z nich dość dumna. Połączyłam różne materiały, różne techniki i wykorzystałam nawet prawie profesjonalne papiery – digi wydrukowane na kolorowej drukarce w firmie mojego ówczesnego chłopaka… Miałem też pierwsze „profesjonalne” narzędzia – zaokrąglacz brzegów i nitownicę z marketu budowlanego!
Dziś patrzę na ich zdjęcia z mieszanką nostalgii, zażenowania i rozbawienia…

Moje pierwsze „scrapowe” prace wyglądały tak: Czytaj dalej „Kartkowe warsztaty w Gdyni!”

Kartkowe warsztaty w Gdyni!