Tag „Pożegnanie”

Mówiłam już, że od niedawna nowa współpraca z Decoratorium? Mówiłam!
A mówiłam, że testowania coraz większej ilości mediów DecoArt sprawia mi ogromną frajdę? Też mówiłam, ale przypomnę. Szalenie mi one pasują i wciąż odkrywam nowe możliwości. Uwielbiam wszelkie farby, fluidy, patyny, ale też i pasty i media pękające. To taka nowa/stara bajka dla mnie. Wiele lat temu przeżyłam krótką, interesującą, acz nietrwałą przygodę z decoupage’m i wtedy wszelkiego rodzaju „crackle” bardzo mnie pociągały. Później jednak pochłonęło mnie rękodzieło głównie związane z papierem, do którego powoli zaczęły dołączać media, ale nadal papier miał priorytet.
Ostatnio zaś łapię się na tym, że papierów scrapowych w moich pracach jest coraz mniej. Sądzę jednak, że to tylko taka faza. Jeszcze do mnie wróci. Nadal przecież potrafi mnie zachwycić jakaś kolekcja… tylko jakoś tak tworzenie rzeczy po swojemu daje mi więcej satysfakcji.

Ale ale – o mediach miało być. No więc eksperymentuję z przyjemnością.
I tak na przykład powstał niedawno tag o odpuszczaniu.
Różnych rzeczy, spraw, emocji. Tych niepotrzebnych, tych nieaktualnych, tych, na które nie mamy wpływu.
Pomyśl, zapamiętaj, pożegnaj się, uśmiechnij się, odpuść.

[A o wykorzystanych produktach więcej dowiecie się na blogu Decoratorium]

Czytaj dalej „Tag „Pożegnanie””

Galeria

Pozytywne tagi i nowe DT :)

Tak tak! Z ekscytacją pewną mogę w końcu publicznie się podzielić radością, że oto przede mną nowa przygoda. Świetna przygoda, bo mediowa! Nowa współpraca, nowy design team i jeszcze więcej mediowych prac. Lubię to!

Zatem już oficjalnie – dołączam do DT Decoratorium i niezwykle jest mi z tego powodu bardzo bardzo miło.
Na dobry początek powstały mediowe tagi. Najpierw jeden – ot dla zabawy. Trochę kombinacji z mediami. Pozytywnie, bo tak lubię. Lubię zarażać ciepłem i pozytywnym myśleniem. Potem zapragnęłam, żeby to jednak był tryptyk. I tak powstały 3 pozytywne tagi, a ja przy okazji nakręciłam film z ich powstawania.

[Szczegóły techniczne – na blogu Decoratorium]

Czytaj dalej „Pozytywne tagi i nowe DT :)”

Film

„be you, bravely” – tutorial z tagiem

Hej hej!
Jestem dziś bardzo podekscytowana, bardzo zmęczona i strasznie przeziębiona.
I mogłabym przysiąc, że przecież dopiero co była niedziela. Ale ale – dobry nastrój i motywacja mnie nie opuszczają. Wszystko wskazuje na to, że moje sposoby na wyczarowanie pozytywnych wibracji działają.  Fruwają wokół mnie ostatnio dobre fluidy (a także zarazki najwidoczniej, ale kto by się tam przejmował takimi drobiazgami), a efektem jest… tadam tadam! kolejny filmik.

Tak tak. Jak już zabrałam się do jednego, to i ochota na kolejne wróciła. Tak naprawdę szalenie mnie kręci edycja filmów. I mam wrażenie, że idzie mi to coraz lepiej, a to z kolei jest świetną motywacją. Uwielbiam! Uwielbiam takie momenty, kiedy odkrywam wciąż i wciąż nowe pasje. Kiedy coś wciąga mnie na tyle, że czas płynie, a ja o nim kompletnie zapominam. Żałuję tylko niezmiernie, że doba ma tylko 24 godziny. Zdecydowanie ktoś powinien coś z tym zrobić!

Ale dość żartów. Filmik ma być

Tym razem przygotowałam mediowego taga dla sklepu Zielone Koty, a w filmiku opowiem Ci po kolei co, jak i dlaczego. Trochę chrypię, trochę wciąż muszę popracować nad różnym „yyyyyyyy” i „eeeeee”, ale mam nadzieję, że mimo wszystko obejrzysz z przyjemnością.

A poniżej zdjęcia mojego taga. Dużo zbliżeń, żeby pokazać efekt, jaki daje gel medium zmieszane z błyszczącymi proszkami. Mnie się podoba ten efekt szalenie. A Tobie?
Listę wykorzystanych produktów znajdziesz tutajCzytaj dalej „„be you, bravely” – tutorial z tagiem”

Film

Rozedrganie

Ha! Ostatni czas jest jakiś taki mocno kreatywny. Dużo pomysłów, dużo wewnętrznych zmagań, dużo eksperymentów. Masz czasem tak, że czujesz, że choć bywa trudno, to właśnie jest jakiś moment przełomowy? Jakiś taki skok rozwojowy?
Ja czasem tak miewam.

Z jednej strony – nadal gdzieś w środku sobie skrycie marzę o jakimś takim uporządkowaniu. Chciałabym nic nie musieć, nie martwić się zbytnio, siedzieć sobie gdzieś w jakimś wymarzonym przytulnym domku, z wymarzoną czyściutką i przestrzenną pracownią (wyobrażam sobie, że teraz każdy, kto choć trochę kocha mixed-media, parska śmiechem czytając słowo „czyściutką”) rodem prosto z kanałów jutubowych tych amerykańskich scraperek, co mają pracownie zaopatrzone mniej więcej tak, jak małe scrapowe sklepy. Mogłabym sobie wstawać rano, medytować, ćwiczyć jogę w ogrodzie (logicznym jest bowiem, że przytulny domek umiejscowiony byłby raczej w rejonach, do których zima nie dociera), witać się ze słońcem pokłonami, na tarasie spożywać nasiona chia czy inne super trendy wynalazki, a potem z kubkiem pysznej kawy / herbaty / czegokolwiek (chociaż chyba właśnie znów porzuciłam kawę i herbatę. Spożywam za to hektolitry wody z cytryną i imbirem) i w spokoju mogłabym po prostu oddawać się przyjemności tworzenia.
Owszem. Czasem dopada mnie taka wizja i co ciekawe – jeszcze nie porzuciłam całkowicie myśli, że kiedyś się chociaż częściowo spełni. Ba! Myśl ta jest mi dziś bliższa chyba niż kiedykolwiek, choć nadal nie bardzo wiem, jak by się to wszystko miało ułożyć, żebym w tym oddalonym od wszelkiego zimna domku wylądowała…

A tymczasem...

Rzeczywistość dość znacznie odbiega od tych cukierkowych wyobrażeń. Czytaj dalej „Rozedrganie”

Obrazek

Życiowe słodkości

sweet

Trochę na przekór sobie postanowiłam, że wrzesień będzie miesiącem bez słodyczy. Zainspirował mnie wrzesień zeszłoroczny, podczas którego ochoczo dołączyłam do identycznego postanowienia mojej (przesłodkiej nawiasem mówiąc) Anity. W praktyce zasady wyglądały tak, że „nie wolno” mi było jeść słodyczy w pojedynkę, ale z kimś na mieście już na przykład tak. Chociażby z grzeczności przecież… Nie wypada nie jeść słodyczy, gdy inni jedzą, prawda? Były też pewne teorie na temat tego, że połowa września, to już taki mały październik, więc można…

Ale do rzeczy...

Generalnie do słodyczy stosunek mam dość luźny. Przez większość swojego dotychczasowego życia uwielbiałam dobre słodycze (co nie znaczy, że wszystkie) i nigdy nie istniało dla mnie pojęcie „za słodki”. To się akurat nieco zmieniło. Jem słodycze oczywiście dużo rzadziej niż kiedyś, ale nadal – jeśli mam na nie ochotę, to staram się z tym jakoś drastycznie nie walczyć. Ale też z drugiej strony staram się nie iść na łatwiznę – mówię sobie na przykład „Spoko. Możesz zjeść tort czekoladowy, jeśli to sprawi Ci przyjemność i naprawdę czujesz, że jest Ci to potrzebne. Ale w takim razie niech to będzie do cholery najlepszy tort czekoladowy, jak uda Ci się znaleźć”. W mniej więcej 3 przypadkach na 5 – okazuje się, że jednak nie chce mi się szukać.
Nieco gorzej wygląda sprawa z lodami. Uwielbiam lody, a w mojej okolicy otworzyły się tego lata co najmniej dwie cudne lodziarnie. Ale – tego września lodów także staram się unikać i na szczęście póki co sztuka ta mi się udaje.

Czytaj dalej „Życiowe słodkości”

Obrazek