Zimowa latarenka + warsztaty

Dzień dobry, dzień dobry! 
Zaczął się listopad, a ja już na dobre wkręcam się w zimowe klimaty. Powoli zaczynam myśleć o świątecznych kartkach i powoli szykuję kolejne świąteczne dekoracje. Zwykle staram się nie przesadzić z ich ilością, ale mam kilka takich miejsc w domu, w których lubię umieścić nieduże klimatyczne dekoracje. Moim hitem w ostatnich miesiącach są latarenki z Artistiko. Mam już dwie ozdobione w klimacie jesiennym, było więc tylko kwestią czasu, kiedy zabiorę się za klimaty zimowe. Skupiłam się nie tyle na samych świętach, co na zimowym cudownym klimacie – dzięki temu dekoracja może spokojnie zdobić moją komodę od listopada do marca, bez przywoływania skojarzeń z zapomnianą i pozbawioną świeżości choinką, której nie ma komu po świętach wyrzucić…
W latarence umieściłam obrazek z jednego z papierów Mintay Papers z kolekcji „Home for Christmas” – idealnie przytulny klimat znajdziecie na tych papierach. A potem poszalałam trochę z mediami i duuuuużą ilością klimatycznych dodatków. Nie zabrakło oczywiście miejsca na naturalne dodatki, których dużą ilość znajdziecie w naszym sklepie – drewienka, mech, szyszki, zestawy pachnące pomarańczą i cynamonem. Ach! Absolutnie uwielbiam ten klimat!

A ponieważ tworzyło mi się tę latarenkę cudownie i bardzo chciałabym ten klimat powtórzyć w większym gronie – już 23 listopada w sobotnie popołudnie zapraszam na warsztaty – oczywiście w Gdańsku w siedzibie sklepu Zielone Koty! Zapisy przyjmuję pod adresem: warsztaty@anai.pl (ilość miejsc ograniczona – maksymalnie 6 osób)

Czytaj dalej „Zimowa latarenka + warsztaty”
Zimowa latarenka + warsztaty

Harmonijka + warsztaty

Tak sobie ostatnio pomyślałam, że jesień to dla mnie dobry czas, jeśli chodzi o kreatywność. Człowiek się wycisza po lecie, trochę mniej ma ochotę wychodzić w świat, chętniej zostaje w domu. Coraz szybciej robi się ciemno, więc opcja spędzenia wieczoru w pracowni zapalonymi świeczkami i małymi lampkami wydaje się być bardzo kusząca. Zwłaszcza gdy do tego dodać kubek korzennej herbaty!
I tak sobie ostatnio dużo kombinuję, eksperymentuję, szukam nowych ścieżek. Różne rzeczy mi z tego wychodzą, a jedną z nich był ostatnio mini-albumik, który chodził mi po głowie od dawna. Jakiś czas temu pokazywałam albumik ze stronami malowanymi własnoręcznie – bez scrapowych papierów: http://anai.pl/mini-album-z-milosci-do/ . Ten dzisiejszy powstał na podobnej zasadzie, tylko strony w środku są bardziej zróżnicowane. Wykorzystałam 3 różne sposoby na stworzenie własnych (a co za tym idzie niepowtarzalnych, bo każdy jest nieco inna) papierów. Albumik ma 12 stron.

A potem sobie pomyślałam, że to fajny temat na warsztaty! Zapraszam zatem do Gdańska 19.10 – oczywiście warsztaty odbędą się w siedzibie sklepu ZieloneKoty.pl.

Czytaj dalej „Harmonijka + warsztaty”
Harmonijka + warsztaty

Mini-Mono – warsztaty w Gdańsku

O monoprintingu już trochę pisałam i opowiadałam. Jest to wspaniała zabawa, która wciąga i daje ogromne możliwości – wspaniale działa na kreatywność i na rozruszanie weny. Nie trzeba wcale wiele – największą inwestycją jest sama płytka, a potem otwiera się przed nami wspaniały i cudowny świat.
Ja mam w tym roku zdecydowanie dobry czas, jeśli chodzi o eksperymenty i szukanie nowych rozwiązań, więc monoprinting jest mi bardzo bliski.
I tak sobie maziam tymi farbkami i maziam i wychodzą mi na przykład kolorowe mini-albumiki, w których każda strona jest inna, a każda moja-własna-niepowtarzalna.

Taki mini-album można zapełnić zdjęciami, albo ważnymi dla nas cytatami. Może być też bazą kreatywnego art-journala – który nie przeraża już czystością białych kartek – można po nim śmiało mazać, chlapać, bazgrać itp. Można go też zostawić w takiej formie i po prostu cieszyć się kolorowymi stronami. Mnie one niezmiennie zachwycają!

I właśnie do takiego wspólnego tworzenia chciałabym zaprosić także Was. Kameralne monoprintingowe warsztaty z takim właśnie mini-albumikiem odbędą się 15.06 w Gdańsku o godz. 14:00 – oczywiście w siedzibie sklepu Zielone Koty.
Oczywiście Wasze albumiki nie muszą być różowe. Kolorów do wyboru będzie sporo, a każdy będzie mógł stworzyć swój niepowtarzalny zestaw. W monoprintingu bowiem trudno jest powtórzyć ten sam efekt dwa razy – za każdym razem wyjdzie nieco inaczej.
Zapisy mailowo: warsztaty@anai.pl.

Czytaj dalej „Mini-Mono – warsztaty w Gdańsku”
Mini-Mono – warsztaty w Gdańsku

Śnieżna kraina | Let it snow | Warsztaty

Ja wiem, że jest dopiero listopad. I że śniegu nie ma i że to w ogóle za wcześnie.
No ale – w rękodzielniczym świecie święta następują dużo wcześniej. Zwykle już gdzieś tak w okolicach lata zaczynają się pojawiać świąteczne kolekcje papierów, bombki do ozdabiania i tym podobne. Chodzi bowiem o to, żeby zdążyć! Świąteczne projekty zawsze cieszą się większym powodzeniem niż inne.
Ja z kolei chciałam zdążyć z warsztatami. Pierwsze – z zimowym domkiem odbyły się w ostatni weekend i były cudowne. Uwielbiam tę atmosferę i te babeczki, które przychodzą i tworzą. I mogę zobaczyć na własne oczy, jak je to relaksuje i cieszy – i jak mogą choć przez tych kilka godzin po prostu nie myśleć o niczym innym. I tak, jak zawsze dbam o to, żeby było dużo technik, dużo porad i fajnych rozwiązań, tak wiem też, że ważny jest ten element „art-terapeutyczny”. Wiem, bo sama pamiętam taki dzień, kiedy świat mi się walił na głowę, a wyjście na warsztaty na kilka godzin dało mi tę cudowną możliwość, żeby choć na chwilę wyłączyć myślenie o wszystkim innym niż ten stół, te kobiety wokół mnie i ten przedmiot, na którym skupiam 100% swojej energii. Jasne – można to samo zrobić samodzielnie w domu, skupić się wyłącznie na pracy. Ale w odpowiednim towarzystwie jest zwyczajnie łatwiej i przyjemniej.

Nie o tym jednak miała być ta notka. Otóż – znów stworzyłam coś świątecznego. A w zasadzie zimowego. Taką małą śnieżną krainę, która będzie tematem warsztatowym w grudniu.

Historia jej powstania sięga aż do czerwca, kiedy to podczas krótkiego acz intensywnego weekendu w Łodzi stworzyłam swój pierwszy las w słoiku, a potem dowiozłam do w całości do domu za pomocą tanich linii autobusowych. Las przeżył, miał się dobrze i rósł. Rósł tak bardzo, że przestał się mieścić w słoiku i nie było innego wyjścia niż po prostu go przesadzić. Zakupiłam większy słój, przesadziłam i… doglądam. Ma się dobrze! Tak mi się przynajmniej wydaje…
A co z pierwotnym słoikiem od lasu? Ano umyłam go i czekałam na pomysł. I kiedy tak rozmyślałam o tematach warsztatowych, to pomyślałam sobie, że w takim słoiku można by zamknąć śnieżną krain(k)ę – podobną do tej, którą robiłam w zeszłym roku. I tak też właśnie uczyniłam.
Dodatkowo wykorzystałam też korkowe zamknięcie słoika i ułożyłam na nim zimową, pachnącą świętami kompozycję. I „neon” z napisem „Let it snow” (można śpiewać „Let it snow, let it snooooooow” na melodię znanej piosenki – skojarzenie z pewną mroźną księżniczką pojawiło się w mojej głowie później, ale jak się już pojawiło, to nie mogę się go pozbyć!).

I tak to właśnie wygląda. Serdecznie zapraszam na warsztaty w Gdańsku w sklepie Zielone Koty – już 07.12.2018 – wyjątkowo w piątek. W sumie to całkiem niezły plan na piątkowy wieczór. Ostatnio motyw śpiewania pojawia się na moich warsztatach dość często, więc nie wykluczam wspólnego wykonywania piosenki z bajki Disneya. Umiejętności wokalne absolutnie nie są wymagane. Umiejętności plastyczne w zasadzie również – warsztaty są tez od tego, żeby się nauczyć.
Czytaj dalej „Śnieżna kraina | Let it snow | Warsztaty”

Galeria

Zimowy domek – warsztaty w Gdańsku

No dobra… przyznaję – tworzenie zimowo-świątecznych inspiracji w październiku… to nieco dziwne uczucie. Całkiem dobrze przecież pamiętam, że dosłownie przed chwilą było lato. Ale też przyznaję – gdy za oknem coraz bardziej szaro, zimno i ciemno, to tworzenie pachnących cynamonem i iskrzących się brokatem dekoracji staje się zaskakująco przyjemnym zajęciem.
A że odkąd otrzymałam paczkę ze świątecznymi nowościami od Artistiko, już dosłownie przebierałam nóżkami, żeby coś z nich stworzyć… no to jest Mój zimowy domeczek!

Długo się przy nim bawiłam, dopieszczałam szczegóły. Nie chciałam, żeby był zbyt ciężki, zbyt mediowy, zbyt smutny. Wymarzyłam sobie, że będzie słodki, radosny i pełen delikatnych błyskotek. I muszę przyznać, że bardzo mi się podoba efekt końcowy! Owszem – sporo tu mediów, ale starałam się nimi bawić tak, żeby nie przyćmić przepięknego papieru z Mintay Papers Dodałam też masę blasku. Brokaty, kryształki lodu, pasta śniegowa, błyszczące dodatki – to wszystko sprawia, że domek dosłownie iskrzy i połyskuje.

Czytaj dalej „Zimowy domek – warsztaty w Gdańsku”

Galeria

Mediowy Art-Journal – warsztaty

Garść dobrych wiadomości dziś mam!
Po pierwsze i najważniejsze i oczywiście chwalę się z opóźnieniem – dołączyłam do DT Artistiko. Dla tych, którzy uważnie mnie obserwują, nie jest to raczej niespodzianka. Mniej więcej od roku hdf-ki Artistiko regularnie pojawiają się w moich pracach i dzieje się to nie bez przyczyny – ja po prostu bardzo bardzo lubię z nimi pracować.
Po drugie – mam dobry flow. Przepływ, odprężenie, moment w życiu, uniesienie takie. Trochę mi szkoda tego lata, co nagle się skończyło, jakby ktoś nożem uciął. A trochę skrycie się cieszę na jesień. Jestem co prawda zmarźluchem totalnym, ale jesienią uwielbiam taką jakby romantyczną aurę – przytulne szaliki, kocyki, ciepłe kapcie, obszerne swetry, ciepłe kubki z aromatycznie parującą herbatą. Wczesna jesień ma w sobie to coś. Jesienią nawet lubię obcasy. Mam nawet osobne ulubione perfumy na jesień.
Po trzecie (co też ma pewien związek z jesienią i dobrym samopoczuciem) wróciliśmy z K. do naszych spacerów. Ten rok był szalenie intensywny. Masa rzeczy do ogarniania, remonty, przeprowadzki, urządzanie, setki godzin spędzonych na ustalaniu szczegółów, zakupach i planowaniu. A potem kolejne setki godzin spędzonych na realizacji… A później było lato i wszędzie tłumy ludzi, a poza tym rozjazdy, wyjazdy, wakacje. A teraz wreszcie jest ten czas, gdy nadmorska promenada przyciąga już chyba wyłącznie lokalesów i to raczej w wersji sportowej. Moje endomondo mówi, że w ciągu ostatniego tygodnia przeszłam szybkim krokiem prawie 40 kilometrów. Nie jest to jakiś super wynik, ale umówmy się – każdy ruch jest lepszy od braku ruchu. A człowiek z automatu się inaczej czuje. Bardzo mi tego brakowało i bardzo tego potrzebuję.
A Ty? Co Cię dobrze nastraja tej jesieni?

No i pracę/inspirację mam nową. Wiadomo. Mixed-mediowa okładka art journala to moja inspiracja dla Artistiko, a jednocześnie zaproszenie na październikowe warsztaty w Gdańsku (info na końcu notki). Bardzo w moich kolorach, bardzo w moich klimatach. I co najważniejsze – świetnie się bawiłam podczas tworzenia. Faza na przetarcia i postarzenia trwa w najlepsze!

Czytaj dalej „Mediowy Art-Journal – warsztaty”

Galeria

Mini album, ekscytacja i warsztaty

Tadam tadam! Ależ jestem podekscytowana. Ten dzisiejszy projekt ma specjalne miejsce w moim serduszku. Dużo pracy w niego włożyłam i bardzo skrupulatnie zmieniałam koncepcję sto pięćdziesiąt razy (no dobra – tak naprawdę to ze trzy), żeby w końcu uzyskać efekt, który bardzo bardzo mnie cieszy.
Na początku planowałam zrobić taką ukrytą w pudełku ramkę, ale potem trudno mi się było zdecydować na tylko dwa zdjęcia i w efekcie w pudełeczku jest miejsce na 7 zdjęć. Sprytnie? Sprytnie!

Mam też dobrą wiadomość – ten właśnie albumik będzie przedmiotem wrześniowych warsztatów w Gdańsku. Więcej informacji o warsztatach znajdziesz na końcu tego posta.

Czytaj dalej „Mini album, ekscytacja i warsztaty”

Galeria

Happy home

Dom.
To ostatnio bardzo ważny dla mnie temat.
Ostatnie miesiące wiele w temacie domu zmieniły, a i urządzanie tego nowego nadal trwa, nadal cieszy, nadal ekscytuje. Lubię go szalenie!
Nic dziwnego, że siedziała we mnie potrzeba stworzenia mu jakiejś wizytówki, ozdóbki, magicznego talizmanu. Pomysł kiełkował długo, a potem w końcu zakwitł. I tak oto mam swój malutki talizman – szczęśliwy domek pełen drobiazgów, szczegółów, smaczków.
Przy jego powstawaniu było dużo mediowych zabaw, a to oczywiście świetny pretekst do warsztatów – więcej na ten temat na końcu notki.

Czytaj dalej „Happy home”

Galeria

Naszyjnik handmade

Czasem potrzebuję odskoczni.
Nie raz pisałam już, że moim zdaniem warsztaty kreatywne to fajna forma spędzania czasu – nie tylko ze względu na naukę i rozwój swoich umiejętności, ale także dlatego, że można popróbować czegoś nowego – czegoś, czego sami nie robimy, albo nie jesteśmy pewni czy robić chcemy.
Jest to też super forma spędzania czasu tak po prostu. Nadal twierdzę, że taki twórczy (nie oszukujmy się – spędzony zwykle wśród kobiet) czas ma dużą wartość socjologiczną.
Wspólne tworzenie ma w sobie pewną magię, nawet jeśli tworzymy coś zupełnie nie w swoim stylu. Jest też okazją do poznawania nowych ludzi. Warto – naprawdę warto inwestować w taki czas dla siebie.
Ja może nie jestem aż tak zmotywowana, żeby próbować wszelkich dziedzin rękodzieła, ale w ostatnich miesiącach zdarzyło mi się na przykład na warsztatach uszyć torebkę… albo wykonać od zera naszyjnik.

Tak tak – skorzystałam z okazji, że Guriana prowadziła warsztaty w Gdyni i poszłam sobie zrobić nowe biżu. A co!
Miałam już małą próbkę – byłam kiedyś na warsztatach Doroty z lutowaniem, ale wtedy wykonywałam noteso-książkę, która zresztą szybko powędrowała w bardziej odpowiednie dla niej ręce. Teraz tematem przewodnim był naszyjnik i bardzo mnie to ucieszyło. Zanim zaczęłam się interesować kartkami, scrapbookingiem i generalnie papierowym rękodziełem, to coś tam sobie dłubałam biżuteryjnie. Nawlekałam koraliki na druciki i takie tam. Pokrywanie cyną, lutowanie, wybijanie struktury młotkiem – to jednak tematy, po które nigdy nie sięgnęłam. I powiem szczerze – podoba mi się to szalenie, ale jednocześnie raczej sama w domowym zaciszu po takie formy prędko nie sięgnę. Zbyt dużo jest rzeczy, które mnie interesują, zbyt wiele materiałów, które już kiedyś zakupiłam, a teraz leżą zapomniane, bo słomiany zapał zgasł. Staram się rozwijać i próbować nowych rzeczy, ale mocno się powstrzymuję przed takimi, które wymagają jakichś większych inwestycji, sprzętu itp. Zwłaszcza gdy nie jestem pewna, czy z czegoś będę korzystać często, czy może skończy się na jednej próbie.
Tym bardziej doceniam więc możliwość pracy z obcymi mi technikami na przykład na warsztatach.

Mój nowy naszyjnik prezentuje się całkiem zacnie i powiem szczerze – lubię go i noszę całkiem często. Nie bardzo jednak miałam pomysł, jak to jego piękno uchwycić na zdjęciach. A to troszkę wstyd! Kiedyś fotografia pociągała mnie bardzo. Godzinami testowałam, próbowałam, bawiłam się świetnie zarówno przy robieniu zdjęć, jak i później przy ich obróbce. Ale od dłuższego czasu moja przygoda z fotografią ograniczała się tylko do robienia zdjęć moich prac. Zwykle w pośpiechu, na ostatnią chwilę – tak, żeby było ładnie, ale bez jakiegoś specjalnego zacięcia. W głębi duszy troszkę mnie to wkurzało, ale z braku czasu nie bardzo widziałam możliwość, żeby to zmienić.
Aż tu nagle otworzyły mi się jakieś nowe klapki w mózgu i znów mi się chce. I tak całkiem niespodziewanie kilka dni temu pobawiłam się trochę w mini-aranżacje i powstało trochę naszyjnikowych zdjęć. Chyba całkiem fajnych.  Czyż nie?

Czytaj dalej „Naszyjnik handmade”

Galeria

#happy – LO

Czy zastanawiasz się czasem ile „przydasiów” (na przykład takich różnych skrawków, kawałków, drobiazgów, których szkoda wyrzucić, bo przecież może kiedyś „przyda się”) ma scraperka po 10 latach takiego hobby?
Jasne – nie da się jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Ktoś może mieć więcej, ktoś mniej. Każdy ma inne warunki mieszkaniowe, inne potrzeby, inny gust. Ja powiem tak – w moim przypadku jest tego DUŻO. Bardzo dużo. Za dużo! Zabawne też, jak przez lata zmienia się gust, zmieniają potrzeby, zmieniają kierunki, w których pragniemy iść. Refleksji na ten temat mam wiele (najważniejsza jest taka, że naprawdę nie warto kupować wszystkich nowości i wbrew pozorom akurat tej zasady trzymam się już od kilku lat…), ale przede wszystkim wiele pracy. W ostatnich tygodniach musiałam ten cały mój rękodzielniczy majdan spakować w wiele wiele pudeł i przeprowadzić. I to dopiero jest wyzwanie. Nie ciuchy, nie buty, nie kosmetyki. Te segreguję dość łatwo, sprawnie i bez większych sentymentów.
Ale ten scrapowy dobytek… olaboga! Powiem tak – większość stoi nadal w kartonach, a ja próbuję pomalutku je rozpakowywać, starając się wprowadzić jednocześnie jakiś ład i porządek. Zakładam całkiem poważnie, że co najmniej połowa z tych rzeczy jest mi całkowicie zbędna. Ale też są rzeczy, które spakowałam tak, że teraz nie mogę ich znaleźć i to jest dopiero wyzwanie, bo co jak co – ale że zaginęło mi całe pudełko z tuszami, to jest nieco dramatyczna sprawa (choć i tu mam pewną dygresję – owszem posiadam całe niemałe pudełko tuszów. Na dobrą sprawę jednak mogą dla mnie istnieć trzy – czarny StazOn, brązowy Distress i przezroczysty do embossingu).
Ale – do brzegu. Siadłam sobie ostatnio w biuro-arcie (to taki pokój, który łączy funkcję biura i pracowni – copyright by Marcin L.) i zapragnęłam zrobić scrapa. Kiedyś była to forma, po którą sięgałam bardzo często. W niektórych latach tworzyłam kilkadziesiąt scrapów rocznie. Ostatniego scrapa zaś stworzyłam… hmmm… chyba jakiś rok temu?
Z tym większym zapałem, ale też namaszczeniem siadłam do pracy.
A z efektów jestem bardzo zadowolona!

Praca powstała w ramach gościnnej współpracy z Agaterią, a na początku czerwca zapraszam do Gdańska na warsztaty w Zielonych Kotach, gdzie będziemy tworzyć podobne prace (info na końcu notki).

Czytaj dalej „#happy – LO”

#happy – LO