Eee sówki dwie

Sówki chodziły za mną odkąd je zobaczyłam. Metaforycznie rzecz jasna, bo są z gliny i same z siebie generalnie nie chodzą. Zobaczyłam je na półce w Zielonych Kotach… Mówię Wam – jeśli jesteście z Gdańska lub okolic, to nie chodźcie tam, bo tam jest tyle pięknych rzeczy, że zawsze – podkreślam ZAWSZE – rzuci mi się w oczy coś, co natychmiast MUSZĘ mieć, choć wcześniej może nawet wcale nie wiedziałam, że takie coś istnieje. Na przykład gliniane sówki-skarbonki, które można sobie samemu pomalować. Jak pomalować? To akurat wiedziałam od razu, a że wena natychmiast podpowiedziała mi dwa dość różne stylistycznie rozwiązania – wiedziałam, że sówki muszą być dwie…

Ale jeszcze próbowałam być twarda. Jeszcze sobie tłumaczyłam – po co mi skarbonka? A tym bardziej dwie? Dwa razy udało mi się wyjść ze sklepu bez sówek. Co prawda wychodząc żegnałam się z nimi tęsknym wzrokiem, ale też próbowałam sobie wmówić, że przecież absolutnie nie mam już miejsca na żadne „durnostojki”. Nie mam. Serio!

Za trzecim razem jednak nie wytrzymałam. Sówki stały na półce z napisem „przecena”, i choć różnica w cenie była nieznaczna, bo i sówki w ogóle w śmiesznej cenie były, to tym razem uznałam, że to wystarczający ZNAK, że jesteśmy sobie pisane!

No i tak się zaczęła ta historia…
A jak się potoczyła dalej – możecie poczytać na blogu Decoratorium (jeśli nie wiecie – Decoratorium to świetna hurtownia mediów – między innymi firmy DecoArt, która od dłuższego czasu jest moim numerem jeden. Jeśli jednak nie planujecie zakupów hurtowych, to większość tego asortymentu znajdziecie właśnie w sklepie ZieloneKoty.pl – w cenach i ilościach detalicznych).

Czytaj dalej „Eee sówki dwie”

Galeria

Listopadowa choinka

Tak sobie myślę, że to naprawdę ewenement. Że ja te „przygotowania” przedświąteczne już  teraz – w pierwszej połowie listopada czynię. Że mam jakieś takie świąteczne ozdoby zrobione (już trzy!), że intensywnie rozmyślam o kartkach, że nawet już jakieś zakupy prezentowe – no może nie na święta, bez przesady, ale na mikołajki to już tak.
Przyglądam się sobie z ogromnym zainteresowaniem i rozbawieniem.
Zakładam jednak, że w sumie to całkiem spoko, że sama siebie umiem zaskakiwać na stare lata.
W weekend ostatnio  na przykład robiłam pizzę. Własnymi ręcami. Nie to, żeby to było jakieś mistrzostwo świata. Nie to, żebym jakoś koniecznie pragnęła pizzy. Nie to, żebym nie znała adresów kilku zajebistych pizzerii w Gdańsku na wypadek, gdybym faktycznie jednak bardzo pizzy pragnęła… Zdecydowanie wiem, gdzie się udać w takiej sytuacji i zdecydowanie wolę sprawę zostawić fachowcom. Ale czasem warto tak coś zrobić inaczej – nie tylko dla siebie. Nawet jeśli na logikę, to nie ma za dużo sensu.  Nawet jak się nie bardzo umie. Może się bowiem okazać, że się przy okazji człowiek czegoś nauczy. O.

No ale dość już o pizzy i tych wspaniałych przemianach we mnie. O choince miało być bowiem przecież. Historia jest taka, że od pięciu lat nie mam na święta choinki, bo mieszkani za małe, bo koty,  bo nawet nie mam balkonu, żeby potem na nim trzymać tę choinkę do wiosny… No jakoś mi się tak nie chciało i żyłam bez. W zeszłym roku już miałam trochę pomysł, że może jakąś taką drewnianą dizajnerską, co to ma półeczki, na której można poustawiać świeczuszki, czy inne pierdoły.
I jakoś tak, jak byłam w Poznaniu i w ręce mi wpadły choinkowe bazy z HDF, to zaświtała mi w głowie myśl, że może bym sobie taką choineczkę przyozdobiła i miała. No to mam.

Taka jest trochę nawet niby drewniana. Trochę śniegiem obsypana. Trochę się iskrzy i pobłyskuje. Trochę świętami pachnie. Całkiem fajna z niej choinka!

[Baza choinki jest z Artistiko. Wszelkie inne dobra z Zielonych Kotów. A media głównie z DecoArtu]

Czytaj dalej „Listopadowa choinka”

Obrazek

Świąteczna ramka z pingwinem! A co :)

Czy mi się zdaje, czy już trochę pachnie świętami?
Pytanie tylko pozornie jest niestosowne na początku listopada. Oczywiście następuje tu pewien skrót myślowy, gdzie „świąteczna atmosfera” oznacza tak naprawdę głównie klimat ZIMOWY. Te wszystkie przygotowania, pachnące domostwa, korzenne zapachy, rozgrzewające smaki, światełka itp. Czytałam ostatnio dziwną dyskusję na temat „jak powinny wyglądać kartki świąteczne” i troszkę się pod nosem uśmiechałam, że też się ludziom chce tworzyć takie dziwne problemy… Nie będę się zagłębiać zbytnio w temat, co dla kogo oznaczają święta i komu wolno, a komu nie wolno ich obchodzić, a także czy ramka z pingwinem w czapce i szaliku jest świąteczna czy może jednak zimowa i koło świątecznej to ona nawet nie stała. Dla mnie jest świąteczna i tyle. Moja ramka, mój blog, moje zasady, prawda?

A wracając do świątecznych zapachów. Mnie ostatnio zdrowo wzięło na pierniczki – póki co nie piekę, póki co tylko o nich myślę, ale to i tak duuuużo wcześniej niż zwykle. Oraz kupiłam karmelową herbatę. Jak kupuję karmelową herbatę, to znaczy, że już zbliża się ten czas. Czas korzennych zapachów, czas kuchennych przygotowań, przyozdabiania domu, ciepła świec.
(A jakie pyszne curry ugotowałam wczoraj! OMG! ale hmmm… o świętach być miało…)

Na gdańskich warsztatach niedawno pewna cudna Kasia, która jest takim moim dobrym duchem – uważnym, ciepłym i pełnym wsparcia, powiedziała mi, że wyczuwa, że się cieszę na te święta i że w zeszłym roku tak nie było. I tak się cały czas zastanawiam – same święta nie mają dla mnie jakiegoś wielkiego znaczenia, ale przygotowania, grudniowy klimat, moje urodziny (no kto to widział, żeby się rodzić 23 grudnia…) już TAK. Co roku staram się jakoś tam celebrować ten grudzień i cieszyć się tym przedświątecznym czasem. Tak dla siebie. Na pewno ma to spory związek z faktem, że jak się ma urodziny dzień przed wigilią, to imprezy urodzinowe nie mają dużego sensu, prezentów jest mniej, bo często są wspólne „urodzinowo-świąteczne”, a zdarza się, że w szale przygotowań i zabiegania – ludzie po prostu nie pamiętają. I o ile  jako stara już dość baba doskonale rozumiem, że urodziny to wcale nie jest najważniejszy dzień w roku, o tyle lubię też wciąż pielęgnować tę małą dziewczynkę w sobie, a ta mała dziewczynka to miała jednak z tymi urodzinami trochę przerąbane. Więc tak – będę sobie celebrować grudnie dopóki mi się będzie chciało.
I – kończąc tę przydługą dygresję – faktycznie w zeszłym roku ten czas był raczej trudny i przeżyty raczej w formie niemalże snu zimowego niż jakichś wielkich radości.
A teraz proszę – pierwsze „przygotowania” zaczęłam pod koniec października. Człowiek to jest jednak dziwne stworzenie. O!

No więc – oto ramka. Ramka jest świąteczna tudzież zimowa – pachnąca cynamonem i anyżem, skrząca śniegiem i brokatem, nieco mroźna, ale jednocześnie słodka. Pierwsza z kilku, bo już wiem, że będę takich ramek przygotować więcej dla znajomych.
(A po cichu podpowiem, że pod koniec listopada będzie można takie ramki zrobić razem ze mną. W Gdańsku. W Zielonych Kotach oczywiście. Szczegóły wkrótce)

Czytaj dalej „Świąteczna ramka z pingwinem! A co :)”

Obrazek

Galaktyczny blask

Jesień… Ech. Skomplikowaną mam z nią relację bardzo. Nie jest to „moja” pora roku. oj… zdecydowanie nie.
Jako typowy zmarźlak – jesienią zwykle bardzo przyjaźnię się z ciepłym kocykiem, wielkimi kubkami rozgrzewającej aromatycznej herbaty, dorzucam imbir wszędzie, gdzie mogę, a poranne wynurzenie się spod ciepłej kołderki wymaga ode mnie super mobilizacji i jest trudnym ćwiczeniem na rozwój silnej woli. Tak już mam.
Owszem – dostrzegam w jesieni wiele uroku – lubię jej koloryt (khem khem, przy okazji – nowe wyzwanie w Zielonych Kotach na Was czeka), lubię te wszystkie rozgrzewające rytuały i smaki. Gdyby życie mogło jesienią polegać wyłącznie na romantycznych wieczorach w domu, to byłabym wielką fanką takiego rozwiązania. Ponieważ jednak jesienna rzeczywistość wymaga ode mnie zmagania z przeróżnymi atmosferycznymi niedogodnościami, warstwowego ubierania się i wykonywania czynności życiowych innych niż spanie i tulenie się, to zwyczajnie jesienią nie jest mi łatwo.

Ale też nie dajmy się zwariować. Wiadomo nie od dziś, że niezła  ze mnie fajterka i nie takie przeszkody przyszło mi w życiu pokonywać. Nie zniechęcą mnie byle deszcze czy wichury. ZAWSZE znajdzie się jakiś sposób, jakiś trick, jakaś radość na osłodę tych niekorzystnych okoliczności.

I tak oto ostatnio wzięło mnie na błysk, blask, świecidełka.
Robocza nazwa tego projektu to „szimer i szajn” (bo świat niezmiennie odkrywa przede mną nowe i całkiem do tej pory nieznane obszary i za to też należy być wdzięcznym), ale starałam się jednak uniknąć totalnego kiczu, a bardziej skupić na pozytywnym blasku.Chyba się udało, co?

Czytaj dalej „Galaktyczny blask”

Galeria

Magiczne pudełko

No pięknie! Wrzesień minął nie wiadomo kiedy – głównie skupiony na resecie głowy, odpoczynku, urlopie, sprawach zupełnie nie-twórczych, choć oczywiście po tylu latach nie umiem już tej twórczej sfery oddzielić tak zupełnie od reszty życia chyba. Mam ostatnio taką miłą fazę, że inspiracje czają się wszędzie. Dosłownie wszędzie – często pod nogami.
Ale więcej o tym może kiedy indziej… Zbieram się w sobie.

A tak na dobry rozruch – magiczne pudełko dla Magdy.

[info o wykorzystanych produktach znajdziesz na blogu ZieloneKoty.pl]

Czytaj dalej „Magiczne pudełko”

Obrazek

Leniwe popołudnie na plaży

Lekko senne, romantyczne, letnie popołudnie na plaży. To właśnie miałam w głowie tworząc poniższą pracę. Akurat w tym roku bywam na spacerach na plaży całkiem często, co jest nietypowe o tyle, że jako typowa mieszkanka Gdańska – zwykle w sezonie raczej okolic plaży unikam. Ale okazuje się, że jak się wybierze odpowiednią porę i odpowiednie miejsca, to można jeszcze znaleźć kawałek plaży bez tłumu ludzi. Patrzeć w niebo, słuchać szumu fal, leżeć na kocyku, cieszyć się ciepłym piaskiem pod stopami. Oj tak. Relaks absolutny!

Zaczęło się niewinnie – od dużej maski z mandalą, która mnie kusiła miesiącami, aż w końcu musiałam ją kupić. A reszta jakoś tak „sama się” poukładała. Jak to czasem w życiu bywa.

[a informacje o użytych produktach znajdziecie oczywiście na blogu sklepu Zielone Koty]

Czytaj dalej „Leniwe popołudnie na plaży”

Galeria

Minialbum w pudełku

Uwaga! Dziś będzie duuuuużo zdjęć…
Otóż sprawa jest poważna – bowiem tak się złożyło, że poczyniłam mini-album. Wydarzenie to dość wyjątkowe, bowiem w mojej prawie 10-cio letniej przygodzie z papierowym rękodziełem mini-albumy pojawiały się stosunkowo rzadko. A bo to trzeba przemyśleć, zdjęcia wybrać, dobrać, obrobić, wydrukować. Trzeba koncepcji spójnej, pomysłu i czasu. Trzeba po prostu usiąść na tyłku i podejść do sprawy poważnie. A przecież ja najczęściej wszystko w biegu.

Tym razem jednak zdjęcia same się pchały w ręce, chwil wartych utrwalenia mi nie brakuje, pomysł zrodził się spontanicznie, gdy na zakupach w Zielonych Kotach wpadło mi w ręce drewniane pudełko na płyty CD, a koncepcja jakoś tak „sama się” pojawiła.

I oto jest.
Dobra – przyznam się… Cholernie go lubię!
Poszłam tu w taki niby trochę minimalizm – stonowana kolorystyka plus mocne akcenty, ale też dużo tu zabawy mediami w takim z jednej strony subtelnym, z drugiej bałaganiarskim wydaniu. Tworzenie go było świetną frajdą i naprawdę nie mogę się powstrzymać – ciągle biorę go do rąk i przeglądam na nowo.

Czytaj dalej „Minialbum w pudełku”

Galeria

6 sposobów na folie do złoceń

Ha! Dziś znowu filmowo. Uczę się w tym zakresie coraz więcej, kombinuję, ulepszam. Szkoda tylko, że doby z tej okazji nie chcą się trochę rozciągnąć.
Tym razem w ramach współpracy ze sklepem Zielone Koty testowałam folie do złoceń. Te z Rangera znam i używam od dawna, Stamperii do jakiegoś czasu jako tańszego zamiennika, a po raz pierwszy wypróbowałam też nawet płatki do złoceń. I okazuje się, że każdy z tych produktów ma swoje zalety. Jakie? Odpowiedzi znajdziesz w filmiku:

Zwykle złoceń używam oszczędnie – dodaję drobniutkie akcenciki dla urozmaicenia pracy. Tym razem jednak postanowiłam połączyć ze sobą stworzone podczas testów elementy i powstały bardzo prościutkie, minimalistyczne kartki. Pomyślałam, że przy takiej ilości złoceń to w zupełności wystarczy. Czytaj dalej „6 sposobów na folie do złoceń”

Film

Mediowa ramka, akwarele i lipcowe warsztaty w Gdańsku

Tadam tadam!
Eksperymentów z drewnem ciąg dalszy. Ostatnio mam fazę na drewniane ramki. Zarówno takie w płaskiej formie (to pokażę niedługo), jak i takie bardziej ozdobne.
Dzisiaj właśnie taka nieco bardziej ozdobna – Dużo zabaw mediami, teksturami, dodateczkami. Fajne są takie zabawy niezmiernie.
A jeśli macie ochotę wykonać taką właśnie ramkę dla siebie, to zapraszam 15.07 na warsztaty w Gdańsku. (Szczegóły pod zdjęciami. Warto się pospieszyć, bo połowa miejsc już zajęta…).

Czytaj dalej „Mediowa ramka, akwarele i lipcowe warsztaty w Gdańsku”

Mediowa ramka, akwarele i lipcowe warsztaty w Gdańsku

„Chances” / warsztaty w Gdańsku / farby Dylusions

O matko, jak długo mnie tu nie było. Świat wiruje, kręci się, rzeczy się dzieją, a mnie po drodze ścięła z nóg okropna angina… Ale dzięki temu trochę odespałam ostatnie miesiące, trochę się wyciszyłam, przeżyłam mały napad weny, a nawet zaczęłam się wciągać w insta stories na instagramie (lepiej późno, niż wcale. wiadomo!).

Miałam też w ostatnich tygodniach kilka olśnień, kilka wspaniale pobudzających rozmów i dużo przemyśleń. O kreatywności. Ale też o życiu generalnie. O planach, o nadziejach, o szansach. Drugich, trzecich, dziesiątych. O ludziach i różnych ścieżkach, którymi podążają i o tym, jak się te ścieżki przecinają czasem magicznie wtedy kiedy trzeba – na chwilę dłuższą lub krótszą. Dobrze jest mieć w sobie uważność i oczy otwarte szeroko, żeby nie przegapić takich magicznych chwil, które sporo mogą wnieść w nasze życie.
I tak się we mnie kotłowało i wirowało  mocno, że musiało znaleźć jakieś ujście – najlepiej kreatywne. No i oczywiście znalazło – powstała najpierw jedna praca, a następnego dnia druga – siostrzana. Pomyślałam sobie zatem, że to świetna okazja na warsztaty – jak zwykle w Gdańsku w pracowni Retro Drobiazgi – czyli w siedzibie sklepu ZieloneKoty.pl:

warsztaty, anai, Anna Iwanowska, Gdańsk, mixed-media
Warsztaty kreatywne w Gdańsku

A jak już się rozszalałam kreatywnie, to i filmik nakręciłam przy okazji i można w nim zobaczyć między innymi te dwie prace. O farbach Dylusions pisałam swego czasu sporo – na starym blogu i na blogu scrapki.pl, ale teraz trochę więcej i trochę bardziej osobiście, bo w formie mówionej. Bo lubię gadać, wiesz?

No tak, znów się trochę rozgadałam… Mam nadzieję, że Ci to nie przeszkadza?
A jeśli masz ochotę na więcej i trochę wolnego czasu 24.06 – to serdecznie zapraszam na warsztaty.

A prace w przybliżeniu wyglądają tak: Czytaj dalej „„Chances” / warsztaty w Gdańsku / farby Dylusions”

Film