Śnieżna kraina | Let it snow | Warsztaty

Ja wiem, że jest dopiero listopad. I że śniegu nie ma i że to w ogóle za wcześnie.
No ale – w rękodzielniczym świecie święta następują dużo wcześniej. Zwykle już gdzieś tak w okolicach lata zaczynają się pojawiać świąteczne kolekcje papierów, bombki do ozdabiania i tym podobne. Chodzi bowiem o to, żeby zdążyć! Świąteczne projekty zawsze cieszą się większym powodzeniem niż inne.
Ja z kolei chciałam zdążyć z warsztatami. Pierwsze – z zimowym domkiem odbyły się w ostatni weekend i były cudowne. Uwielbiam tę atmosferę i te babeczki, które przychodzą i tworzą. I mogę zobaczyć na własne oczy, jak je to relaksuje i cieszy – i jak mogą choć przez tych kilka godzin po prostu nie myśleć o niczym innym. I tak, jak zawsze dbam o to, żeby było dużo technik, dużo porad i fajnych rozwiązań, tak wiem też, że ważny jest ten element „art-terapeutyczny”. Wiem, bo sama pamiętam taki dzień, kiedy świat mi się walił na głowę, a wyjście na warsztaty na kilka godzin dało mi tę cudowną możliwość, żeby choć na chwilę wyłączyć myślenie o wszystkim innym niż ten stół, te kobiety wokół mnie i ten przedmiot, na którym skupiam 100% swojej energii. Jasne – można to samo zrobić samodzielnie w domu, skupić się wyłącznie na pracy. Ale w odpowiednim towarzystwie jest zwyczajnie łatwiej i przyjemniej.

Nie o tym jednak miała być ta notka. Otóż – znów stworzyłam coś świątecznego. A w zasadzie zimowego. Taką małą śnieżną krainę, która będzie tematem warsztatowym w grudniu.

Historia jej powstania sięga aż do czerwca, kiedy to podczas krótkiego acz intensywnego weekendu w Łodzi stworzyłam swój pierwszy las w słoiku, a potem dowiozłam do w całości do domu za pomocą tanich linii autobusowych. Las przeżył, miał się dobrze i rósł. Rósł tak bardzo, że przestał się mieścić w słoiku i nie było innego wyjścia niż po prostu go przesadzić. Zakupiłam większy słój, przesadziłam i… doglądam. Ma się dobrze! Tak mi się przynajmniej wydaje…
A co z pierwotnym słoikiem od lasu? Ano umyłam go i czekałam na pomysł. I kiedy tak rozmyślałam o tematach warsztatowych, to pomyślałam sobie, że w takim słoiku można by zamknąć śnieżną krain(k)ę – podobną do tej, którą robiłam w zeszłym roku. I tak też właśnie uczyniłam.
Dodatkowo wykorzystałam też korkowe zamknięcie słoika i ułożyłam na nim zimową, pachnącą świętami kompozycję. I „neon” z napisem „Let it snow” (można śpiewać „Let it snow, let it snooooooow” na melodię znanej piosenki – skojarzenie z pewną mroźną księżniczką pojawiło się w mojej głowie później, ale jak się już pojawiło, to nie mogę się go pozbyć!).

I tak to właśnie wygląda. Serdecznie zapraszam na warsztaty w Gdańsku w sklepie Zielone Koty – już 07.12.2018 – wyjątkowo w piątek. W sumie to całkiem niezły plan na piątkowy wieczór. Ostatnio motyw śpiewania pojawia się na moich warsztatach dość często, więc nie wykluczam wspólnego wykonywania piosenki z bajki Disneya. Umiejętności wokalne absolutnie nie są wymagane. Umiejętności plastyczne w zasadzie również – warsztaty są tez od tego, żeby się nauczyć.
Czytaj dalej „Śnieżna kraina | Let it snow | Warsztaty”

Galeria

Niebieskie pudełko + video

Łohohoho ależ się u mnie dzieje ostatnio! Z nadmiaru wrażeń nie nadążam z wrzucaniem tu inspiracji na bieżąco, ale rzecz jasna już już nadrabiam.
No staram się przynajmniej.

A więc tak – po pierwsze, najświeższe – filmik!
Tak, tak. W końcu, po wielu trudach i znojach udało mi się wymyślić nowy system do zawieszania aparatu nad biurkiem. I działa! Tak się tym ucieszyłam, że w ciągu tygodnia nakręciłam dwa filmiki na youtube, co jest nie lada wyczynem – biorąc pod uwagę, że poprzedni film kręciłam ponad pół roku temu… Musisz bowiem wiedzieć (ok, nie musisz, ale i tak Ci powiem), że zawieszanie aparatu nad biurkiem nie jest sprawą prostą i zmiana konfiguracji mebli w mieszkaniu może tu wiele zmienić. W poprzednim mieszkaniu miałam już wypracowany całkiem sprawny system, który wymagał połączenia dwóch statywów, wpychania owej konstrukcji między biurko a parapet, a następnie skrzętnego zabezpieczania całości za pomocą bardzo ciężkich książek. Być może nie był to system zbyt profesjonalny, ale dawał radę – działał. W nowej pracowni mam jednak biurko pod ścianą i nagle stanęłam przed koniecznością wymyślenia całkiem nowej konstrukcji. I pewnie zajęłoby mi to kolejne pół roku, ale jak tak jęczałam i jęczałam, to w końcu K. zaangażował się w całe przedsięwzięcie i wspólnymi siłami zbudowaliśmy całkiem nową konstrukcję.
(I prawie wszystko, co napisałam jest prawdą, bo umówmy się – wiele rzeczy można o mnie powiedzieć, ale jęczenie nie jest mi jakoś szczególnie bliskie…)

No ok. Konstrukcja gotowa, fanfary i szampan już były, to teraz przejdźmy do konkretów.
Co tam znowu wykombinowałam?
Otóż tym razem postawiłam na pudełko – takie dość stonowane, spokojne, może nawet eleganckie, ozdobione pięknymi gipsowymi dekorami, które uwielbiam. Wszelkiego rodzaju foremki, odlewy i dekorki są fajne, ale jednak taki jeden duży elegancki dekor robi wspaniałą robotę!
Wykorzystałam tu oczywiście przeróżne preparaty zakupione w sklepie ZieloneKoty.pl, a dodatkowo wypróbowałam maski od A.B.Studio (wybór wzorów jest ogromny i jest dużo takich „neutralnych”, którym można nadać własny charakter – takie wzory lubię najbardziej).
Niebieska, stonowana kolorystyka, to nie jest może do końca taki totalnie mój styl, ale tym razem kierowałam się przede wszystkim wystrojem mieszkania osoby, która pudełeczkiem została obdarowana. I mam wrażenie, że dobrze trafiłam!

Czytaj dalej „Niebieskie pudełko + video”

Film

Zimowy domek – warsztaty w Gdańsku

No dobra… przyznaję – tworzenie zimowo-świątecznych inspiracji w październiku… to nieco dziwne uczucie. Całkiem dobrze przecież pamiętam, że dosłownie przed chwilą było lato. Ale też przyznaję – gdy za oknem coraz bardziej szaro, zimno i ciemno, to tworzenie pachnących cynamonem i iskrzących się brokatem dekoracji staje się zaskakująco przyjemnym zajęciem.
A że odkąd otrzymałam paczkę ze świątecznymi nowościami od Artistiko, już dosłownie przebierałam nóżkami, żeby coś z nich stworzyć… no to jest Mój zimowy domeczek!

Długo się przy nim bawiłam, dopieszczałam szczegóły. Nie chciałam, żeby był zbyt ciężki, zbyt mediowy, zbyt smutny. Wymarzyłam sobie, że będzie słodki, radosny i pełen delikatnych błyskotek. I muszę przyznać, że bardzo mi się podoba efekt końcowy! Owszem – sporo tu mediów, ale starałam się nimi bawić tak, żeby nie przyćmić przepięknego papieru z Mintay Papers Dodałam też masę blasku. Brokaty, kryształki lodu, pasta śniegowa, błyszczące dodatki – to wszystko sprawia, że domek dosłownie iskrzy i połyskuje.

Czytaj dalej „Zimowy domek – warsztaty w Gdańsku”

Galeria

Love Life – minialbum

Nie tak dawno pokazywałam tu mini-album w pudełku. Przyznaję – jestem z niego dość dumna i bardzo mi się podoba ta forma. Troszkę był on nawiązaniem do albumu sprzed roku, a troszkę zupełnie nową koncepcją. Bardzo spodobał mi taki sposób na przechowywanie wspomnień, ale nawet ja sama nie myślałam, że kolejny powstanie tak szybko. Ponieważ jednak podczas warsztatów (które prowadziłam w sklepie Zielone Koty w Gdańsku. Prowadzę tam warsztaty co miesiąc, więc jest to super dobra okazja, żeby mnie poznać i jeszcze się czegoś fajnego ode mnie nauczyć!) zaczęłam tworzyć kolejny – a sięgnęłam tym razem po takie zdecydowanie bardziej „moje” kolory – nic nie stało na przeszkodzie, żeby skrupulatnie go w domu dokończyć. Oczywiście w roli głównej nadal występują hdf-ki z Artistiko. Są świetne i naprawdę mogą służyć za jedyną ozdobę albumowego pudełeczka. Bardzo lubię ich trwałość i wytrzymałość – i choć oczywiście nadal uwielbiam delikatne i misterne tekturki w przeróżnych kształtach, to po latach twórczych przygód wiem już, że umieszczanie tekturek na okładkach albumów, które mogą być często dotykane, otwierane, przeglądane, wsuwane to tu to tam – zwyczajnie nie jest najlepszym pomysłem. Kształty wycięte z hdf-u natomiast bardzo trudno jest zniszczyć, oderwać czy połamać. I dla mnie ma to duże znaczenie!

A co w środku? Tym razem sięgnęłam po kolekcję „Dear Diary” z Mintay Papers. Dawno już żadna kolekcja nie przypadła mi tak do gustu. Wykonałam już z niej kartkę na chrzest (kartkę! na chrzest! ja! ba – uważam, że jest prześliczna – pokażę niedługo), a teraz uznałam, że idealnie mi pasuje kolorystyką do pudełka.
Do tego trochę złoceń, trochę brokatu, trochę cekinów… Jest bardzo po mojemu. Do tego stopnia, że albumik, który miał być prezentem dla kogoś bliskiego, raczej jednak zostanie ze mną. Cóż – nie pozostaje mi nic innego, jak zacząć robić kolejny!

Czytaj dalej „Love Life – minialbum”

Galeria

Mediowy Art-Journal – warsztaty

Garść dobrych wiadomości dziś mam!
Po pierwsze i najważniejsze i oczywiście chwalę się z opóźnieniem – dołączyłam do DT Artistiko. Dla tych, którzy uważnie mnie obserwują, nie jest to raczej niespodzianka. Mniej więcej od roku hdf-ki Artistiko regularnie pojawiają się w moich pracach i dzieje się to nie bez przyczyny – ja po prostu bardzo bardzo lubię z nimi pracować.
Po drugie – mam dobry flow. Przepływ, odprężenie, moment w życiu, uniesienie takie. Trochę mi szkoda tego lata, co nagle się skończyło, jakby ktoś nożem uciął. A trochę skrycie się cieszę na jesień. Jestem co prawda zmarźluchem totalnym, ale jesienią uwielbiam taką jakby romantyczną aurę – przytulne szaliki, kocyki, ciepłe kapcie, obszerne swetry, ciepłe kubki z aromatycznie parującą herbatą. Wczesna jesień ma w sobie to coś. Jesienią nawet lubię obcasy. Mam nawet osobne ulubione perfumy na jesień.
Po trzecie (co też ma pewien związek z jesienią i dobrym samopoczuciem) wróciliśmy z K. do naszych spacerów. Ten rok był szalenie intensywny. Masa rzeczy do ogarniania, remonty, przeprowadzki, urządzanie, setki godzin spędzonych na ustalaniu szczegółów, zakupach i planowaniu. A potem kolejne setki godzin spędzonych na realizacji… A później było lato i wszędzie tłumy ludzi, a poza tym rozjazdy, wyjazdy, wakacje. A teraz wreszcie jest ten czas, gdy nadmorska promenada przyciąga już chyba wyłącznie lokalesów i to raczej w wersji sportowej. Moje endomondo mówi, że w ciągu ostatniego tygodnia przeszłam szybkim krokiem prawie 40 kilometrów. Nie jest to jakiś super wynik, ale umówmy się – każdy ruch jest lepszy od braku ruchu. A człowiek z automatu się inaczej czuje. Bardzo mi tego brakowało i bardzo tego potrzebuję.
A Ty? Co Cię dobrze nastraja tej jesieni?

No i pracę/inspirację mam nową. Wiadomo. Mixed-mediowa okładka art journala to moja inspiracja dla Artistiko, a jednocześnie zaproszenie na październikowe warsztaty w Gdańsku (info na końcu notki). Bardzo w moich kolorach, bardzo w moich klimatach. I co najważniejsze – świetnie się bawiłam podczas tworzenia. Faza na przetarcia i postarzenia trwa w najlepsze!

Czytaj dalej „Mediowy Art-Journal – warsztaty”

Galeria

Monoprinting w Art-Journalu

Jakiś czas temu pokazywałam już kilka moich eksperymentów z farbami i „płytkami” do monoprintingu. Tym razem kilka innych wpisów z wykorzystaniem takiej płytki – tym razem Gel Press i kwadratowa płytka. Bardzo byłam ciekawa czy te płytki różnią się czymś od Gelli Plate. Po wypróbowaniu jednych i drugich mogę to powiedzieć – nie różnią się niczym. Na obu pracuje się bardzo wygodnie, bez komplikacji, łatwo się je czyści (hmmm… no ja w zasadzie ich nie czyszczę, bo im więcej „resztek” z poprzedniej pracy zostaje na płytce, tym ciekawszy efekt.

Znów mnie wciągnęło, a przyznaję bez bicia, że do Art Journala zaglądałam ostatnio niezbyt często. Ale chyba pora to zmienić!

Czytaj dalej „Monoprinting w Art-Journalu”

Galeria

Mini album, ekscytacja i warsztaty

Tadam tadam! Ależ jestem podekscytowana. Ten dzisiejszy projekt ma specjalne miejsce w moim serduszku. Dużo pracy w niego włożyłam i bardzo skrupulatnie zmieniałam koncepcję sto pięćdziesiąt razy (no dobra – tak naprawdę to ze trzy), żeby w końcu uzyskać efekt, który bardzo bardzo mnie cieszy.
Na początku planowałam zrobić taką ukrytą w pudełku ramkę, ale potem trudno mi się było zdecydować na tylko dwa zdjęcia i w efekcie w pudełeczku jest miejsce na 7 zdjęć. Sprytnie? Sprytnie!

Mam też dobrą wiadomość – ten właśnie albumik będzie przedmiotem wrześniowych warsztatów w Gdańsku. Więcej informacji o warsztatach znajdziesz na końcu tego posta.

Czytaj dalej „Mini album, ekscytacja i warsztaty”

Galeria

Blejtram wspominkowy

Ha. Dziś mam niewiele słów, bo weekend miły i celebrujemy go z przyjemnością.

Był spacer w lesie, było małe gotowanie, zapach ciasteczek owsianych właśnie wyciągniętych z piekarnika wypełnia dom. Błogość!

A ja z pewnym wzruszeniem zerkam na zdjęcie z zeszłorocznego lipca. Świeżutko oprawione w mixed-mediową ramkę.

[Więcej informacji o wykorzystanych materiałach znajdziecie na blogu sklepu ZieloneKoty.pl]

Czytaj dalej „Blejtram wspominkowy”

Galeria

Happy home

Dom.
To ostatnio bardzo ważny dla mnie temat.
Ostatnie miesiące wiele w temacie domu zmieniły, a i urządzanie tego nowego nadal trwa, nadal cieszy, nadal ekscytuje. Lubię go szalenie!
Nic dziwnego, że siedziała we mnie potrzeba stworzenia mu jakiejś wizytówki, ozdóbki, magicznego talizmanu. Pomysł kiełkował długo, a potem w końcu zakwitł. I tak oto mam swój malutki talizman – szczęśliwy domek pełen drobiazgów, szczegółów, smaczków.
Przy jego powstawaniu było dużo mediowych zabaw, a to oczywiście świetny pretekst do warsztatów – więcej na ten temat na końcu notki.

Czytaj dalej „Happy home”

Galeria

Ślubna kartka sztalugowa

Hej hej.

Dziś mam dla Was coś nieco nietypowego. A przynajmniej – nietypowego dla mnie!
Otóż – wykonałam swoją pierwszą w życiu (serio serio!) kartkę sztalugową.

Wiem, że wielu z Was tworzy przepiękne okazyjne kartki, albumy, drobiazgi na przeróżne wyjątkowe okoliczności – śluby, chrzty, komunie itp. Ja jednak jakoś niezbyt dobrze odnajduję się w tych klimatach. Owszem – moja twórcza przygoda zaczynała się od kartek, ale dość szybko powędrowała w kierunku mixed-media, a wokół mnie może nie ma aż takiej ilości ważnych wydarzeń, żeby dużo kartek okolicznościowych tworzyć. Ale – zdarzają się takie okoliczności, które absolutnie wymagają unikalnej, wyjątkowej i własnoręcznie wykonanej kartki. I jedna z takich okoliczności miała miejsce w zeszłym tygodniu.
A kiedy nie ma się zbyt wiele doświadczenia w temacie kartek, to należy udać się do sklepu Zielone Koty i powiedzieć coś w stylu „Mirella, ja wiem, że to pewnie niezbyt popularny temat, ale masz może jakieś stemple co by się nadawały na okazję ślubną taką wiesz bardziej jakby dojrzalszą?”, a Mirella zaskoczy Was wyborem. Tak! Serio! Miałam do wyboru co najmniej trzy stemple pasujące do tej okazji. Wybrałam uroczą parę zmierzającą w jednym kierunku i nieco na siebie zapatrzoną. Taki to ładny przekaz…

A przy okazji sięgnęłam po kolorowanie stempli. Tak dawno tego nie robiłam…
Chciałam, żeby kartka była prosta, skromna, bez zbędnych fajerwerków. Pudełko z okienkiem cudownie dopełniło całości i nie wymagało zbyt wielu ozdobników.
Jak się Wam podoba taki komplet?

Czytaj dalej „Ślubna kartka sztalugowa”

Obrazek