Kartka dla podróżnika

A nawet podróżniczki!
Niedawno poproszono mnie o wykonanie kartki na urodziny Eweliny, która lubi podróżować. I od razu pojawiły się też pomysły – że może kula ziemska, a może samolocik itp. itd.
Przyznaję – kiedyś obawiałam się takich pomysłów, bo one tylko w teorii są takie proste do wykonania. W praktyce przecież trzeba albo narysować, albo znaleźć/kupić odpowiednią grafikę (prawa autorskie!), albo mieć milion wykrojników.
Teraz jest mi zdecydowanie łatwiej, bo z pomocą przychodzi mi mój „przyjaciel” – ploter Silhuette Cameo. Oj lubimy się bardzo!

[A więcej na ten temat na blogu sklepu wycinarnia.pl]

Powstała kartka z pudełkiem utrzymana w kobiecej kolorystyce:

Czytaj dalej „Kartka dla podróżnika”

Galeria

Pozytywne wibracje

Przyznaję – grudzień gdzieś mi trochę jakby uciekł… Przeleciał między palcami – pełen emocji we wszystkich możliwych odcieniach, pełen wzruszeń, i wielogodzinnych rozmów. Na pewno przyniósł też wiele pozytywnych zaskoczeń – wciąż zdumiewa mnie fakt, że mam wokół siebie po prostu dobrych ludzi. I to daje mi też jakieś wzywanie i cel – żeby także się starać być dobrym człowiekiem.
Znów coś się we mnie zmienia, coś układa. Święta, nowy rok – to chyba dla większości z nas mimowolnie czas pewnych podsumowań, postanowień, planów. U mnie do tego pakietu dochodzą jeszcze urodziny, więc w tej końcówce grudnia naprawdę mam takie mocno skondensowane poczucie, że to jest… Czytaj dalej „Pozytywne wibracje”

Galeria

Dlaczego nie umiem robić grudniowników?

Ach, cóż to był za weekend! Pierwsze warsztaty z cyklu „Mixed-Media Glamour” za mną. Na Art in Town było cudownie! A potem jeszcze magiczna noc z wyjątkowymi kobietami. Ale – na relację przyjdzie czas jeszcze, a ja tymczasem szybciutko chciałam wspomnieć o temacie, który wcale nie jest dla mnie łatwy…

December Daily

…czyli tak zwany „Grudniownik”. Idea jest taka, że to taki album grudniowy – codzienne grudniowe zapiski, zdjęcia. Wiadomo – grudzień to taki czas wyjątkowy, dużo magii, ozdób, przygotowań świątecznych itp. Dla mnie grudzień to czas wyjątkowy podwójnie – bo jak się człowiek urodził dzień przed wigilią, to często jest tak, że ludzie w tym całym przedświątecznym rozgardiaszu zapominają (teraz w sumie łatwiej, bo fajsbuk podpowiada, ale przez większość życia miałam urodzinową traumę – znajomi albo zapominali, albo składali mi życzenia dzień po – „bo to jakoś tak w święta, nie?”), imprezy nie ma sensu robić, bo wszyscy zalatani, prezenty są dodatkowym niepotrzebnym finansowym obciążeniem i generalnie – no strasznie niefortunny to termin.
Więc tak – w grudniu cały świat się szykuje do świąt, a ja ukradkiem czerpię z tego ciepła i robię sobie potajemną celebrację przygotowania do urodzin. Czytaj dalej „Dlaczego nie umiem robić grudniowników?”

Galeria

W żółtych płomieniach liści

jesiennie

W tym roku zdałam sobie sprawę z czegoś, co niby wiedziałam zawsze, ale jakoś nie nazywałam tego głośno – nie lubię października! Jakoś zawsze wydaje mi się najtrudniejszy. Listopad przynosi zwykle gorszą aurę, ale przecież niczego innego się po nim nie spodziewamy. Poza tym listopad kojarzy mi się miło z moim tatą. Listopad to już taki prawie grudzień.

A październik? To (przynajmniej dla mnie) najbardziej depresyjny miesiąc w roku. Już bez większych szans na ładną pogodę, ale człowiek jeszcze się nie przyzwyczaił, jeszcze ma w pamięci, że kilka tygodni wcześniej biegał w sandałkach i nie musiał się zastanawiać czy trzeba na grzbiet wciągnąć sweter, czy sama kurtka wystarczy. Październik to czas przejściowy. Nie lubię i już.

No dobrze, ale nie mogę przecież tak ciągle marudzić, że nie lubię jesieni… A jaki jest najlepszy sposób na oswojenie pory roku, za którą się nie przepada? 😉
Mój sposób to próba znalezienia jakichś plusów – mimo wszystko. Tej jesieni najchętniej zamykam się w domu. Ciepły kocyk, miękkie ubrana, światło świec, cynamon, imbir, cytrusy, ciepły kubek w dłoni. Wyciszenie 🙂

Czytaj dalej „W żółtych płomieniach liści”

Galeria

Przestań słuchać smutnego klauna

watercolor_journal

Pisałam już wielokrotnie w różnych miejscach, że ważne są dla mnie emocje. Najważniejsze. Chcę czuć, chcę rozumieć skąd się te uczucia biorą, chcę wiedzieć, co na nie wpływa i jak sobie z nimi radzić. Które pielęgnować, a które wyciszać. Nie chcę ich zamykać kompletnie, udawać, że ich nie ma. Nie lubię sztuczności, gier i ciągłego udawania, że jest super.
Moje życie ma pełną paletę barw i mimo generalnej tendencji do optymizmu – mam we krwi całkiem sporą dozę smutku i melancholii. Od lat pracuję nad tym, żeby nie przejęły kontroli nad moim życiem i muszę powiedzieć, że nawet mi się to udaje.

Cukierkowo słodka ja?

Zdarza się czasem tak, że ktoś mi „zarzuca”, że moje prace są takie nazbyt optymistyczne. Że to takie sztuczne i na pokaz. Że przecież zawsze pojawiają się w nich cukierkowe teksty typu „jesteś zwycięzcą”, „jesteś wyjątkowa”, „celebruj życie”, „ciesz się chwilą”, „oh, jak bardzo bardzo zajebiste jest moje życie”Czytaj dalej „Przestań słuchać smutnego klauna”

Galeria

Girls!

Post o dziewczynach zacznijmy może od tego, że od kilkunastu lat pracuję głównie z mężczyznami. I lubię ten stan. W zasadzie zawsze dobrze dogadywałam się z mężczyznami, ceniłam sobie ich opinie, opanowanie i pewność siebie. Zazwyczaj przyjaźniłam się też z byłymi – tak po ludzku, kumpelsku, na zasadzie, że skoro kiedyś byliśmy sobie bliscy, to czemu po rozstaniu mielibyśmy udawać, że już się nie znamy? Odnoszę czasem wrażenie, że moje znajomości z facetami są prostsze – mało w nich pretensji i obrażania. Za to rozmowy ciekawe i rzadko o przysłowiowej dupie Maryni.
Czasem natomiast źle znoszę duże skupiska kobiet. Nie zrozum mnie źle…

Uwielbiam kobiety!

Czemu wspomniałam o pracy? Bo to ma ogromne znaczenie! Spędzam tam przecież większość mojego dnia. Wyobraź sobie kilkanaście lat pracy bez żadnych personalnych dramatów w firmie, bez ploteczek, bez obgadywania, bez tworzenia obozów, bez gadania o kosmetykach, dzieciach, ciuchach. Kilkanaście lat pracy we względnej ciszy… Wiem, że brzmi to jakbym strasznie oczerniała kobiety, ale jest w tym pewna prawidłowość – po kilku latach pracy w męskim towarzystwie zaczęłam dostrzegać ogromną różnicę przy spotkaniach z babkami. A różnica te leży niestety często w decybelach… i w ilości wypowiadanych słów, które może niekoniecznie zawsze potrzebują być wypowiedziane.. Paskudne przerysowanie i stereotyp, prawda? Zdaję sobie z tego sprawę. Tak samo jak i z faktu, że sama jestem kobietą i nie są mi obce różne typowo babskie zachowania. Patrzę na siebie dość samokrytycznie. Czytaj dalej „Girls!”

Galeria

Halo, jesień!

2

Oj, jak mnie kusi, żeby znowu pomarudzić. Żeby się poskarżyć, jaka ta jesień niedobra, zła i paskudna… Analizowałam to ostatnio i wyszło mi, że zabrakło w tym roku takiego ładnego okresu przejściowego – takiej pięknej ciepłej jesieni idealnej na spacery po parku czy inne rzeczy, które robią normalni romantyczni ludzie…

Bo widzisz...

…ja w teorii jestem BARDZO romantyczna, a w praktyce – nie mogę sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz byłam na spacerze, który nie służył przemieszczeniu się z punktu A do punktu B, tylko miał być atrakcją samą w sobie. Nie to, żebym nie spacerowała wcale. Nie jestem aż tak leniwa! Ale zawsze ten spacer ma jakiś cel – że chodźmy do kina, że chodźmy do knajpy, chodźmy zobaczyć, co jest za rogiem. Czytaj dalej „Halo, jesień!”

Galeria