Leniwe popołudnie na plaży

Lekko senne, romantyczne, letnie popołudnie na plaży. To właśnie miałam w głowie tworząc poniższą pracę. Akurat w tym roku bywam na spacerach na plaży całkiem często, co jest nietypowe o tyle, że jako typowa mieszkanka Gdańska – zwykle w sezonie raczej okolic plaży unikam. Ale okazuje się, że jak się wybierze odpowiednią porę i odpowiednie miejsca, to można jeszcze znaleźć kawałek plaży bez tłumu ludzi. Patrzeć w niebo, słuchać szumu fal, leżeć na kocyku, cieszyć się ciepłym piaskiem pod stopami. Oj tak. Relaks absolutny!

Zaczęło się niewinnie – od dużej maski z mandalą, która mnie kusiła miesiącami, aż w końcu musiałam ją kupić. A reszta jakoś tak „sama się” poukładała. Jak to czasem w życiu bywa.

[a informacje o użytych produktach znajdziecie oczywiście na blogu sklepu Zielone Koty]

Czytaj dalej „Leniwe popołudnie na plaży”

Galeria

Tag „Pożegnanie”

Mówiłam już, że od niedawna nowa współpraca z Decoratorium? Mówiłam!
A mówiłam, że testowania coraz większej ilości mediów DecoArt sprawia mi ogromną frajdę? Też mówiłam, ale przypomnę. Szalenie mi one pasują i wciąż odkrywam nowe możliwości. Uwielbiam wszelkie farby, fluidy, patyny, ale też i pasty i media pękające. To taka nowa/stara bajka dla mnie. Wiele lat temu przeżyłam krótką, interesującą, acz nietrwałą przygodę z decoupage’m i wtedy wszelkiego rodzaju „crackle” bardzo mnie pociągały. Później jednak pochłonęło mnie rękodzieło głównie związane z papierem, do którego powoli zaczęły dołączać media, ale nadal papier miał priorytet.
Ostatnio zaś łapię się na tym, że papierów scrapowych w moich pracach jest coraz mniej. Sądzę jednak, że to tylko taka faza. Jeszcze do mnie wróci. Nadal przecież potrafi mnie zachwycić jakaś kolekcja… tylko jakoś tak tworzenie rzeczy po swojemu daje mi więcej satysfakcji.

Ale ale – o mediach miało być. No więc eksperymentuję z przyjemnością.
I tak na przykład powstał niedawno tag o odpuszczaniu.
Różnych rzeczy, spraw, emocji. Tych niepotrzebnych, tych nieaktualnych, tych, na które nie mamy wpływu.
Pomyśl, zapamiętaj, pożegnaj się, uśmiechnij się, odpuść.

[A o wykorzystanych produktach więcej dowiecie się na blogu Decoratorium]

Czytaj dalej „Tag „Pożegnanie””

Galeria

Minialbum w pudełku

Uwaga! Dziś będzie duuuuużo zdjęć…
Otóż sprawa jest poważna – bowiem tak się złożyło, że poczyniłam mini-album. Wydarzenie to dość wyjątkowe, bowiem w mojej prawie 10-cio letniej przygodzie z papierowym rękodziełem mini-albumy pojawiały się stosunkowo rzadko. A bo to trzeba przemyśleć, zdjęcia wybrać, dobrać, obrobić, wydrukować. Trzeba koncepcji spójnej, pomysłu i czasu. Trzeba po prostu usiąść na tyłku i podejść do sprawy poważnie. A przecież ja najczęściej wszystko w biegu.

Tym razem jednak zdjęcia same się pchały w ręce, chwil wartych utrwalenia mi nie brakuje, pomysł zrodził się spontanicznie, gdy na zakupach w Zielonych Kotach wpadło mi w ręce drewniane pudełko na płyty CD, a koncepcja jakoś tak „sama się” pojawiła.

I oto jest.
Dobra – przyznam się… Cholernie go lubię!
Poszłam tu w taki niby trochę minimalizm – stonowana kolorystyka plus mocne akcenty, ale też dużo tu zabawy mediami w takim z jednej strony subtelnym, z drugiej bałaganiarskim wydaniu. Tworzenie go było świetną frajdą i naprawdę nie mogę się powstrzymać – ciągle biorę go do rąk i przeglądam na nowo.

Czytaj dalej „Minialbum w pudełku”

Galeria

Kartka dla podróżnika

A nawet podróżniczki!
Niedawno poproszono mnie o wykonanie kartki na urodziny Eweliny, która lubi podróżować. I od razu pojawiły się też pomysły – że może kula ziemska, a może samolocik itp. itd.
Przyznaję – kiedyś obawiałam się takich pomysłów, bo one tylko w teorii są takie proste do wykonania. W praktyce przecież trzeba albo narysować, albo znaleźć/kupić odpowiednią grafikę (prawa autorskie!), albo mieć milion wykrojników.
Teraz jest mi zdecydowanie łatwiej, bo z pomocą przychodzi mi mój „przyjaciel” – ploter Silhuette Cameo. Oj lubimy się bardzo!

[A więcej na ten temat na blogu sklepu wycinarnia.pl]

Powstała kartka z pudełkiem utrzymana w kobiecej kolorystyce:

Czytaj dalej „Kartka dla podróżnika”

Galeria

Pozytywne wibracje

Przyznaję – grudzień gdzieś mi trochę jakby uciekł… Przeleciał między palcami – pełen emocji we wszystkich możliwych odcieniach, pełen wzruszeń, i wielogodzinnych rozmów. Na pewno przyniósł też wiele pozytywnych zaskoczeń – wciąż zdumiewa mnie fakt, że mam wokół siebie po prostu dobrych ludzi. I to daje mi też jakieś wzywanie i cel – żeby także się starać być dobrym człowiekiem.
Znów coś się we mnie zmienia, coś układa. Święta, nowy rok – to chyba dla większości z nas mimowolnie czas pewnych podsumowań, postanowień, planów. U mnie do tego pakietu dochodzą jeszcze urodziny, więc w tej końcówce grudnia naprawdę mam takie mocno skondensowane poczucie, że to jest… Czytaj dalej „Pozytywne wibracje”

Galeria

Dlaczego nie umiem robić grudniowników?

Ach, cóż to był za weekend! Pierwsze warsztaty z cyklu „Mixed-Media Glamour” za mną. Na Art in Town było cudownie! A potem jeszcze magiczna noc z wyjątkowymi kobietami. Ale – na relację przyjdzie czas jeszcze, a ja tymczasem szybciutko chciałam wspomnieć o temacie, który wcale nie jest dla mnie łatwy…

December Daily

…czyli tak zwany „Grudniownik”. Idea jest taka, że to taki album grudniowy – codzienne grudniowe zapiski, zdjęcia. Wiadomo – grudzień to taki czas wyjątkowy, dużo magii, ozdób, przygotowań świątecznych itp. Dla mnie grudzień to czas wyjątkowy podwójnie – bo jak się człowiek urodził dzień przed wigilią, to często jest tak, że ludzie w tym całym przedświątecznym rozgardiaszu zapominają (teraz w sumie łatwiej, bo fajsbuk podpowiada, ale przez większość życia miałam urodzinową traumę – znajomi albo zapominali, albo składali mi życzenia dzień po – „bo to jakoś tak w święta, nie?”), imprezy nie ma sensu robić, bo wszyscy zalatani, prezenty są dodatkowym niepotrzebnym finansowym obciążeniem i generalnie – no strasznie niefortunny to termin.
Więc tak – w grudniu cały świat się szykuje do świąt, a ja ukradkiem czerpię z tego ciepła i robię sobie potajemną celebrację przygotowania do urodzin. Czytaj dalej „Dlaczego nie umiem robić grudniowników?”

Galeria

W żółtych płomieniach liści

jesiennie

W tym roku zdałam sobie sprawę z czegoś, co niby wiedziałam zawsze, ale jakoś nie nazywałam tego głośno – nie lubię października! Jakoś zawsze wydaje mi się najtrudniejszy. Listopad przynosi zwykle gorszą aurę, ale przecież niczego innego się po nim nie spodziewamy. Poza tym listopad kojarzy mi się miło z moim tatą. Listopad to już taki prawie grudzień.

A październik? To (przynajmniej dla mnie) najbardziej depresyjny miesiąc w roku. Już bez większych szans na ładną pogodę, ale człowiek jeszcze się nie przyzwyczaił, jeszcze ma w pamięci, że kilka tygodni wcześniej biegał w sandałkach i nie musiał się zastanawiać czy trzeba na grzbiet wciągnąć sweter, czy sama kurtka wystarczy. Październik to czas przejściowy. Nie lubię i już.

No dobrze, ale nie mogę przecież tak ciągle marudzić, że nie lubię jesieni… A jaki jest najlepszy sposób na oswojenie pory roku, za którą się nie przepada? 😉
Mój sposób to próba znalezienia jakichś plusów – mimo wszystko. Tej jesieni najchętniej zamykam się w domu. Ciepły kocyk, miękkie ubrana, światło świec, cynamon, imbir, cytrusy, ciepły kubek w dłoni. Wyciszenie 🙂

Czytaj dalej „W żółtych płomieniach liści”

Galeria

Przestań słuchać smutnego klauna

watercolor_journal

Pisałam już wielokrotnie w różnych miejscach, że ważne są dla mnie emocje. Najważniejsze. Chcę czuć, chcę rozumieć skąd się te uczucia biorą, chcę wiedzieć, co na nie wpływa i jak sobie z nimi radzić. Które pielęgnować, a które wyciszać. Nie chcę ich zamykać kompletnie, udawać, że ich nie ma. Nie lubię sztuczności, gier i ciągłego udawania, że jest super.
Moje życie ma pełną paletę barw i mimo generalnej tendencji do optymizmu – mam we krwi całkiem sporą dozę smutku i melancholii. Od lat pracuję nad tym, żeby nie przejęły kontroli nad moim życiem i muszę powiedzieć, że nawet mi się to udaje.

Cukierkowo słodka ja?

Zdarza się czasem tak, że ktoś mi „zarzuca”, że moje prace są takie nazbyt optymistyczne. Że to takie sztuczne i na pokaz. Że przecież zawsze pojawiają się w nich cukierkowe teksty typu „jesteś zwycięzcą”, „jesteś wyjątkowa”, „celebruj życie”, „ciesz się chwilą”, „oh, jak bardzo bardzo zajebiste jest moje życie”Czytaj dalej „Przestań słuchać smutnego klauna”

Galeria

Girls!

Post o dziewczynach zacznijmy może od tego, że od kilkunastu lat pracuję głównie z mężczyznami. I lubię ten stan. W zasadzie zawsze dobrze dogadywałam się z mężczyznami, ceniłam sobie ich opinie, opanowanie i pewność siebie. Zazwyczaj przyjaźniłam się też z byłymi – tak po ludzku, kumpelsku, na zasadzie, że skoro kiedyś byliśmy sobie bliscy, to czemu po rozstaniu mielibyśmy udawać, że już się nie znamy? Odnoszę czasem wrażenie, że moje znajomości z facetami są prostsze – mało w nich pretensji i obrażania. Za to rozmowy ciekawe i rzadko o przysłowiowej dupie Maryni.
Czasem natomiast źle znoszę duże skupiska kobiet. Nie zrozum mnie źle…

Uwielbiam kobiety!

Czemu wspomniałam o pracy? Bo to ma ogromne znaczenie! Spędzam tam przecież większość mojego dnia. Wyobraź sobie kilkanaście lat pracy bez żadnych personalnych dramatów w firmie, bez ploteczek, bez obgadywania, bez tworzenia obozów, bez gadania o kosmetykach, dzieciach, ciuchach. Kilkanaście lat pracy we względnej ciszy… Wiem, że brzmi to jakbym strasznie oczerniała kobiety, ale jest w tym pewna prawidłowość – po kilku latach pracy w męskim towarzystwie zaczęłam dostrzegać ogromną różnicę przy spotkaniach z babkami. A różnica te leży niestety często w decybelach… i w ilości wypowiadanych słów, które może niekoniecznie zawsze potrzebują być wypowiedziane.. Paskudne przerysowanie i stereotyp, prawda? Zdaję sobie z tego sprawę. Tak samo jak i z faktu, że sama jestem kobietą i nie są mi obce różne typowo babskie zachowania. Patrzę na siebie dość samokrytycznie. Czytaj dalej „Girls!”

Galeria