Trochę o wiośnie jakby

Dziś kolejna inspiracja z wykorzystaniem stempli od Studio Forty. Tym razem w wydaniu mocno mediowym i… nieco jakby freestyle’owym. Zwykle dość dokładnie planuję swoje prace, długo się zastanawiam, co gdzie umieścić, rozmyślam nad nimi i kontempluję. Lubię to. Po pierwsze mam wtedy poczucie, że dość dobrze panuję nad swoją kreatywnością, a po drugie najzwyczajniej lubię ten czas spędzony na tworzeniu i traktuję go jako wartościowy czas – taki tylko dla mnie.
Tym razem jednakże poszłam totalnie na żywioł. Spontanicznie, bez większego planu, bez wahań i kwestionowania własnych decyzji. A w dodatku sięgnęłam ponownie po nieco zapomniany już wosk pszczeli. Bardzo go lubię jako kreatywne medium i zawsze zachwycam się jego zapachem po rozgrzaniu. A tak się jakoś złożyło, że dawno go nie używałam w swoich pracach. Pora to zmienić!

Dreams don't work unless you do

Czytaj dalej „Trochę o wiośnie jakby”

Obrazek

Pozytywnik

Znów mi gdzieś uciekły dwa tygodnie! Czas w tym roku pędzi mi jak szalony, a wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. To bardzo ważny rok – już to wiem. Zaczął się ciężko i nadal potrafi mi nieźle dowalić, ale jednocześnie widzę i czuję jakąś wewnętrzną zmianę, która była mi bardzo potrzebna. Na pewno jest w tym zasługa pewnej D. – fajnej, silnej babki, która pozwoliła mi zobaczyć wyraźniej, co we mnie najlepszego.
Staram się teraz tego nie stracić i stąd też niedawny pomysł na „pozytywnik”. Taki mini notes, w którym warto zapisać czy wkleić dobre, ważne, wzruszające myśli czy cytaty.
Mam nadzieję, że wypełni się nimi po brzegi i będzie dla mnie pamiątką na długi czas.
W roli głównej notes, tagi i stemple od Studio Forty.

Czytaj dalej „Pozytywnik”

Obrazek

Oh, but my darling…

Nie wiem jeszcze czy to kwestia wieku, punktu w życiu, rozwoju, zmian pór roku, smogu w powietrzu, zamknięcia w sobie czy wręcz przeciwnie – otwarcia. Niewątpliwym jednak jest, że czas jest przełomowy, mój świat zmienia się ostatnio jak w kalejdoskopie, a kolorowo migające kształty i układanki są równie kuszące, co przerażające. Na wszystko patrzę z kilku stron, dostrzegam kilka wymiarów i czasem nadmiar obserwacji zapiera mi dech w piersiach z zachwytu, ale też czasem sprawia, że mam ochotę wiać gdzie nogi poniosą – ze strachu.
Testuję sama siebie, wyznaczam kolejne cele, staram się przekraczać granice, których z jednej strony przekraczać wcale nie chcę, bo pozostanie w swojej strefie komfortu jest kuszące, a z drugiej strony czuję bardzo wyraźnie, że przekroczenie ich może dać mi dużo satysfakcji. I daje.

Nie zawsze jest łatwo

Dwa kroki w przód, jeden do tyłu – i tak w kółko.
Jestem mistrzem świata w wątpieniu w siebie. Znasz to?
A jednocześnie przecież lubię siebie BARDZO. Ba! Z roku na rok coraz bardziej.
Zastanawiam się wciąż, gdzie zaprowadzi mnie ten rok. Przyglądam się, jak powoli się rozwija. Wyczekuję już liści i zieleni. Szukam inspiracji. Otwieram się na nowe i daję sobie kopa w tyłek, nawet gdy mi się nie chce.
Po trzech tygodniach przerwy (i generalnie dość słabej motywacji ostatnimi czasy) wracam na siłownię, idę dzień po dniu – spodziewam się bólu, trudu, oporu, a tymczasem już pierwszego dnia endorfiny robią swoje i nadziwić się nie mogę, jakie to przyjemne… Jak miło jest przekraczać własne granice, mówić sobie – jeszcze 3 razy, jeszcze 5 minut, a może jeszcze 10. I jakie to miłe uczucie już po – kiedy człowiek idzie i czuje ciężar i napięcie mięśni, a jednocześnie tę niezwykłą lekkość. Dla mnie – osoby, która całe życie była ze sportem na bakier – to nadal zaskakujące odkrycie. Zimą odpuściłam trochę, męczyło mnie, nie mogłam złapać rytmu, a teraz właśnie poczułam, że ten zimowy marazm mija, że coś pękło, przeskoczyło, że trybiki wskoczyły na swoje miejsce i maszyneria powoli się rozkręca.
Od kilku miesięcy wnikliwie i systematycznie przepracowuję swoje emocje. I choć bywa nieprzyjemnie, to też odpowiedzi jest coraz więcej, a strachu coraz mniej, a nawet gdy mnie dopada, to szybciej znajduję sposoby, by go okiełznać.

To jedno z większych wyzwań, które sobie stawiam ostatnio – przestać się bać. Na wielu polach. Znaleźć w sobie odwagę, by próbować nowych rzeczy i nie zastanawiać się, czy wstyd, czy porażka, czy aby na pewno, a w ogóle to „co ludzie powiedzą”.

„There is freedom waiting for you,
on the breezes of the sky,
And you ask „What if I fall?”
Oh but my darling,
What if you fly?”
― Erin Hanson

Ten właśnie cytat miałam w głowie tworząc nową ofertę warsztatową. Lubię go – można go tak wspaniale dopasować do wielu płaszczyzn. Bo chcę, żeby te moje warsztaty były nie tylko o tym, jaka farba najlepsza, jaki tusz i jak trzymać pędzel. Zdecydowanie nie. Chcę, żeby były też o tym, żeby się nie bać, żeby próbować i jak znaleźć w sobie tę odwagę, siłę i SIEBIE. I przede wszystkim o tym, że radość tworzenia to doskonały balsam dla duszy. Czytaj dalej „Oh, but my darling…”

Obrazek

Rozedrganie

Ha! Ostatni czas jest jakiś taki mocno kreatywny. Dużo pomysłów, dużo wewnętrznych zmagań, dużo eksperymentów. Masz czasem tak, że czujesz, że choć bywa trudno, to właśnie jest jakiś moment przełomowy? Jakiś taki skok rozwojowy?
Ja czasem tak miewam.

Z jednej strony – nadal gdzieś w środku sobie skrycie marzę o jakimś takim uporządkowaniu. Chciałabym nic nie musieć, nie martwić się zbytnio, siedzieć sobie gdzieś w jakimś wymarzonym przytulnym domku, z wymarzoną czyściutką i przestrzenną pracownią (wyobrażam sobie, że teraz każdy, kto choć trochę kocha mixed-media, parska śmiechem czytając słowo „czyściutką”) rodem prosto z kanałów jutubowych tych amerykańskich scraperek, co mają pracownie zaopatrzone mniej więcej tak, jak małe scrapowe sklepy. Mogłabym sobie wstawać rano, medytować, ćwiczyć jogę w ogrodzie (logicznym jest bowiem, że przytulny domek umiejscowiony byłby raczej w rejonach, do których zima nie dociera), witać się ze słońcem pokłonami, na tarasie spożywać nasiona chia czy inne super trendy wynalazki, a potem z kubkiem pysznej kawy / herbaty / czegokolwiek (chociaż chyba właśnie znów porzuciłam kawę i herbatę. Spożywam za to hektolitry wody z cytryną i imbirem) i w spokoju mogłabym po prostu oddawać się przyjemności tworzenia.
Owszem. Czasem dopada mnie taka wizja i co ciekawe – jeszcze nie porzuciłam całkowicie myśli, że kiedyś się chociaż częściowo spełni. Ba! Myśl ta jest mi dziś bliższa chyba niż kiedykolwiek, choć nadal nie bardzo wiem, jak by się to wszystko miało ułożyć, żebym w tym oddalonym od wszelkiego zimna domku wylądowała…

A tymczasem...

Rzeczywistość dość znacznie odbiega od tych cukierkowych wyobrażeń. Czytaj dalej „Rozedrganie”

Obrazek

Z tęsknoty za latem…

Tęsknię za latem szalenie! Chcę ciepła, słońca, kolorów, zapachów, smaków! Grudzień nie smakuje mi wcale…
I tak mi się zebrało tej tęsknoty, że spontanicznie całkiem musiałam sobie stworzyć soczystego scrapa. Soczystego i wibrującego kolorami!
Ciągnie mnie trochę w tym roku do takich eksperymentów z akwarelami. Jest coś bardzo miłego i satysfakcjonującego w takim tworzeniu tła całkowicie od zera – na białej kartce. Lubię to uczucie planowania, układania kompozycji po kolei. Wszystko tu jest przemyślane, zaplanowane, rozmieszczone z rozmysłem. Mało warstw, mało dodatków, a jednak – dzieje się dużo, prawda? Czytaj dalej „Z tęsknoty za latem…”

Obrazek

23 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny

Cała sprawa zaczyna się od tego, że kilkukrotnie nie umiałam ostatnio odpowiedzieć na pytanie, jaki prezent bym chciała dostać na urodziny. W zasadzie zawsze mam z tym problem! Albo nic sensownego nie przychodzi mi do głowy akurat, albo rzeczy, których pragnę jest za dużo i nie wiem co wybrać. Nie wspominając już o tym, że aspekt finansowy zawsze mnie krępuje i tak naprawdę najbezpieczniej się czuję, gdy te najbardziej wymarzone prezenty kupuję sobie sama.

No tak. Bo grudzień (i bądźmy szczerzy – także jego okolice) to taki czas, kiedy lubię sobie kupić coś fajnego i tłumaczyć sama przed sobą, że to na urodziny… Może Wam się to wydać dziwne, ale musicie pamiętać o tym, że jako dziecko przeżyłam prezentową traumę – wielokrotnie o moich urodzinach zapominano, albo dostawałam jeden wspólny prezent – na urodziny i pod choinkę… Oczywiście nie mówimy tu o prezentach od rodziców – oni akurat zawsze dbali o to, żebym poczuła się wyjątkowo, ale nie zmienia to faktu, że nigdy nie miałam urodzinowych imprez i czułam się zawsze trochę poszkodowana (choć jednocześnie oczywiście na swój sposób wyjątkowa!). Na ten dzień zawsze czekam calutki rok i nie potrafię wyzbyć się tego poczucia, że to najważniejszy dzień w roku. choć zwykle to mega zabiegany okres i nikt nie ma czasu jakoś specjalnie go celebrować. Zawsze jednak ważne jest dla mnie, że te najbliższe osoby znajdują chwilę choćby na to, żeby porozmawiać. Prezenty… są tylko miłym dodatkiem – ludzka pamięć jest najważniejsza.

Ale – pomyślałam sobie, że to dobry moment, żeby zrobić przede wszystkim dla siebie taką prezentową wish-listę. Może zrealizuję ją na przykład w przyszłym roku? Krok po kroku? A może zainspiruję kogoś, kto właśnie się zastanawia nad prezentem dla bliskiej osoby? Czytaj dalej „23 rzeczy, które chciałabym dostać na urodziny”

Obrazek

Zimowe miasteczko

Pierwszy grudnia to już dobry moment na pokazanie zimowo-świątecznej kartki, prawda?
Scrapowy świat zwykle zaczyna produkcję kartek świątecznych wczesną jesienią – zwłaszcza osoby, które robią dużo prac na zamówienie… Ja rzadko robię prace na zamówienie, ale świąteczne kartki akurat mi się zdarza. Ale mimo wszystko zwykle staram się nie zaczynać przygotowań świątecznych przed grudniem.
Ta karteczka jednak powstała jeszcze w listopadzie – w ramach rozgrzewki. A poza tym jest chyba bardziej zimowa niż świąteczna. Czytaj dalej „Zimowe miasteczko”

Obrazek

Warsztaty w Gdańsku!

Wspominałam niedawno, że w listopadzie na warszawskim Art in Town vol. II wystąpię w nowej roli – poprowadzę scrapowo-mediowe warsztaty. Ale! To dopiero początek tej nowej przygody.
Już tydzień później – w sobotę 26.11.2016 r. będzie można mnie spotkać na gościnnym warsztacie w gdańskiej Pracowni RetroDrobiazgi. Większość miejsc jest już zarezerwowana, ale jest szansa na drugą grupę. Jeśli więc mieszkasz w okolicach Trójmiasta i masz ochotę poscrapować pod moim czujnym okiem i nauczyć się mediowych sztuczek, które najczęściej wykorzystuję w swoich pracach – daj znać!

Warsztaty Gdańsk

Zapisz

Obrazek

Wieczór na planecie Miłość

planeta

Czy Ty również masz tak, że taki październik, co w zasadzie wygląda jak listopad, a nastąpił praktycznie zaraz jakby po czerwcu, totalnie wyłącza Ci prąd?
Mnie trochę tak.

Miotam się...

Najchętniej bym spała, jadła, leżała pod kocykiem i generalnie trwała tylko w trybie stand-by… optymalnie tak gdzieś pewnie do marca – z ewentualną małą przerwą na końcówkę grudnia. Zapadnięcie w sen zimowy wydaje mi się nader kuszącą propozycją i jedynie obowiązki związane z pracą mnie przed tym powstrzymują. Pogoda mnie nie rozpieszcza, wciąż jest mi albo za zimno, albo za gorąco; nie przepadam za grubymi swetrami i warstwowym ubieraniem. Męczą mnie czapki i szaliki i zmiany temperatur przy wchodzeniu do sklepów czy środków komunikacji miejskiej. Zdecydowanie moim żywiołem są gołe nogi, balerinki i letnie sukienki.
Zdążyłam już tej jesieni rozchorować się paskudnie i wciąż jeszcze nie doszłam do siebie. Więc tak. Przesilenie jesienne na maksa i pragnę tylko leżeć w ciepełku i zużywać jak najmniej energii. Czytaj dalej „Wieczór na planecie Miłość”

Obrazek