Art Journalowy Relax

Pisałam ostatnio, że pochłonęła mnie art journalowa miłość odnowiona. Taka faza w życiu może, że potrzebuję, że sprawia mi przyjemność.
Od kilku lat moim ulubionym notesem do prowadzenia art journala jest „Creative Journal” firmy Ranger. Zaczynałam od dużego, potem był kwadratowy, potem zakupiłam też mały, ale jakoś się nie pokochaliśmy (głównie ze względu na to, że papier w nim jest nieco inny niż w tych większych). I tak sobie stał zapomniany na półce nad moim biureczkiem i czekał cierpliwie. A że niedawno sięgnęłam po niego i o dziwo teraz właśnie jego rozmiar pasuje mi idealnie, to w końcu się zakumplowaliśmy.

A w zeszłym tygodniu spontanicznie i bez planowania ozdobiłam jego okładkę. To kolejna zaleta tych notesów – prosta kraftowa okładka wygląda super w wersji minimalistycznej, ale też świetnie się nadaje do ozdabiania – jak kto lubi. Mnie zależało na praktyczności i na tym, żeby nie było wystających elementów, które utrudniałyby płaskie rozłożenie notesu. A z drugiej strony troszkę miałam ochotę, żeby coś tam poprzyklejać i żeby było „na bogato”. Jakoś tak po głowie chodziła mi kobiecość, wino, tajemnica, ogród…

Rozwiązaniem okazały się hdfkowe kształty od Artistiko. Wszystkie są tej samej grubości, a ostatnio kwiatowych wzorów pojawiło się sporo. Sięgnęłam zatem po moje zapasy i rozpoczęłam zabawę. Efekt możecie zobaczyć poniżej:

Czytaj dalej „Art Journalowy Relax”
Art Journalowy Relax

Messy

Przeprosiłam się z Art Journalem. Ot tak. Pod wpływem chwili, potrzeby, nagłego instynktu, ale też pewnej tęsknoty.
Otóż – kiedyś po Art Journal sięgałam często – w ramach twórczych eksperymentów, testowania nowych produktów, ćwiczenia, ale też wyrzucania z siebie emocji. Od dłuższego czasu jednak nie miałam na Art Journal ochoty, a mam taką zasadę w życiu , że staram się za bardzo nie zmuszać. Zwykle daję sobie czas i wolę się mierzyć z tematem wtedy, gdy mi pasuje i jest szansa, że zaangażuję się całym sercem. Nooooo… to teraz jest journalowanie na całego.

Art Journal to nic innego, jak twórczy dziennik, w którym nie ma żadnych zasad. Jedyna zasada to forma łącząca całość – zeszyt, album, książka, notes – w której zapełniamy kolejne strony.

Ja właśnie testuję „nowe” podejście do twórczej pracy czyli wpadanie do pracowni nawet tylko na chwilę, nawet tylko na pół godziny. Zazwyczaj na tak krótki czas szkoda by mi było rozkładać cokolwiek, bo przecież i tak nie zdążę nic sensownego zrobić. Ja jestem z tych, co pracują powoli z przerwami i z dużą dozą przemyśliwania, co chcę zrobić. Ale – uważam, że świetnie jest od czasu do czasu wyjść ze swojej strefy komfortu, zrobić coś inaczej – po to, żeby się rozwijać, po to, żeby zdobywać nowe doświadczenia, po to, żeby spojrzeć na swój twórczy proces z innej perspektywy.
Póki co – to podejście w ostatnich tygodniach mi służy, a zapomniany Art Journal powoli zapełniają następne wpisy. Sama czuję się zainspirowana, a przy okazji postanowiłam od czasu do czasu nagrać taki twórczy proces – na szybko, bez skupiania się na używanych produktach, bez rozkminiania.
Ba! Tak się rozkręciłam, że założyłam sobie nawet twórczą grupę na FB, a w ostatni weekend zrobiłam nawet kameralnego art journalowego live’a – ależ to było fajne doświadczenie!

Stworzenie poniższego wpisu zajęło mi 27 minut. To był ten pierwszy po długiej przerwie. Bez przygotowań. Po prostu wstałam od kompa, poszłam do pracowni, zamontowałam telefon nad biurkiem, otworzyłam Art Journal i wyrzuciłam z siebie to, co mi się kotłowało. Korzystałam głównie z produktów, które miałam w zasięgu ręki, albo już leżały na biurku. Polecam taką zabawę od czasu do czasu!

Czytaj dalej „Messy”
Messy

Nie do końca „Summer time”

Tegoroczne lato mnie nie rozpieszcza.
Pogoda na przykład była piękna, gdy miałam inne sprawy na głowie i kompletny brak czasu na relaks, spacery, czy wygrzewanie się na balkonie. Balkon zresztą długo stał pusty, bo liczne nieobecności w domu nie sprzyjały jego pielęgnowaniu. Teraz – gdy już jest niby nieco spokojniej, pogoda nie zachęca, choć przyznaję – kwiatki posadziłam i z przyjemnością patrzę, jak się rozrastają (I bardzo się staram udawać, że nie widzę, że posadziłam je za ciasno i przydałoby się więcej doniczek. Stosujemy bowiem metodę kompromisu, co w tym przypadku oznacza godzenie upodobania do minimalizmu i eklektycznej mnogości w jedno. Efektem są na przykład nieliczne doniczki, za to z bogatym wnętrzem. O!).
Kwiatki to w ogóle osobny temat w moim życiu – przez wiele lat nie hodowałam ich wcale. Teraz mam całkiem sporo, ale raczej gustuję w niewielkich (wąskie parapety, specyficzny układ mieszkania i północno-wschodnia ekspozycja to warunki tylko dla wybranej roślinności). Doglądam, pielęgnuję, czytam o nich, sprawdzam. Uczę się na własnych błędach. Dużo im wybaczam… Nie wiem co prawda, co począć z aloesem, który z uroczego maluszka zamienił się w Obcego, który rozrasta się we wszystkich kierunkach i być może któregoś dnia postanowi nas zjeść… Póki co – przymykam oko. Pomyślę o tym jutro.

No właśnie – lato mnie nie rozpieszcza, ale zdarzają się jednak jakieś takie małe chwile letniej beztroski. Odnotować należy na przykład, że w ostatni weekend szukałam wyjścia z labiryntu w polu kukurydzy, a potem zrywałam sobie różne małe kwiatki i trawki, które następnie zasuszyłam. To są czynności, które naprawdę nie zdarzają mi się często. W sensie, że prawie nigdy. Choć na zrywanie kwiatków ochota mi rośnie. Mam bowiem na nie pomysł artystyczny.
Wczoraj natomiast odbyłam spacer w deszczu. I nic to, że przymusowy i krótki. Gdzieś tam w głowie zaczaiła się na chwilę taka beztroska i jakieś takie miłe deszczowe uczucie sprzed lat.

A w ogóle , to cholernie zmęczona jestem.
Odliczam dni do mini urlopu (7!).
I niezmiennie mam nadzieję, że to prawdziwe lato w tym roku dopiero nadejdzie.
A jak u Ciebie?

[Poniższa praca powstała jakiś czas temu i też skupiona jest na kwiatkach. Bardzo pragnęłam czegoś delikatnego, jasnego, ciepłego. Sięgnęłam nawet do trochę zapomnianego pudła z kwiatkami i użyłam takich, co zwykle mi ich szkoda, bo mam tylko po 1 sztuce i przecież szkoda użyć. Tak – wciąż jeszcze miewam takie idiotyczne opory… Całość oczywiście na hdf-kowej bazie od Artistiko]

Czytaj dalej „Nie do końca „Summer time””
Nie do końca „Summer time”

Talizmany dwa

Czy wierzycie w dobrą moc niektórych przedmiotów? W takie dobre talizmany?
Ja wierzę od dziecka i zawsze jakieś miałam. Nie przypisuję im jakichś magicznych właściwości – raczej myślę sobie, że posiadanie takiego „talizmanu”, dotknięcie go choć przez chwilę – może wywołać dobre skojarzenia, wywołać uśmiech, poprawić nasz humor i w ten sposób zmienić nieco energię wokół nas.
Tak to sobie wymyśliłam. 

I zrobiłam ostatnio takie dwa talizmany dla dwóch dzielnych babek, u których dużo zmian się dzieje i pomyślałam, że takie talizmany mogą się przydać. 

Pierwszy – dla pewnej małej babki – to mały shakerowy tag w nieco morskiej kolorystyce – wypełniony różnymi błyszczącymi cekinkami, kuleczkami, brokatem. Znalazło się też miejsce dla odrobiny żelastwa – w końcu różne rzeczy można znaleźć na plaży… Z boku przy kwiatku przykleiłam zawieszkę ze starego kolczyka, który gdzieś zgubił towarzysza i czekał od kilku lat, żeby go wykorzystać w jakiejś pracy. 

Czytaj dalej „Talizmany dwa”
Talizmany dwa

„Believe in love” czyli historia z żywicą w tle

Są takie tematy, które dojrzewają we mnie długo.
Czasem zabieram się za nowy projekt/technikę etapami – próbuję zgłębić tajniki bazując na wiedzy z internetu, potem zabieram się za jakieś własne testy, potem porzucam temat, potem do niego wracam… Czasem potrzeba kilku takich „cykli”, żeby między mną a techniką „kliknęło”.
A czasem jest szybka piłka – raz dwa – od razu klika i dany produkt z marszu wchodzi na listę ulubionych.
Problem ze mną jest jednak taki, że chcę dużo, chcę różnorodnie, chcę ciągle poznawać coś nowego… na całe szczęście nie potrzebuję szybko. Skaczę więc tak sobie po różnych technikach, różnych produktach, różnych dziedzinach. Skupiona na jednym temacie – przypadkiem zaczynam zgłębiać drugi, o pierwszy zapominam, a potem może dojść temat trzeci, czwarty, piąty… No słowem – czasem moja droga do faktycznego zaprzyjaźnienia się z jakimś produktem jest długa.
Czasem też o produkcie znanym, lubianym, ba! ulubionym zapominam na dłuższy czas. Tak było na przykład z mgiełkami! Przez lata obecne w każdej pracy – nagle zniknęły na ponad rok. Przyczyny takiego stanu rzeczy były dwie. Pierwsza dość naturalna – akurat współpracowałam z dwoma firmami, które w ofercie mgiełek nie miały, więc nie miałam potrzeby skupiania się na nich. A przyczyna druga – cóż… przy przeprowadzce część rzeczy z pracowni utknęła w wielkich kartonach w hali garażowej. I to tak naprawdę utknęła – na rok. Była tam między innymi moja całkiem spora kolekcja mgiełek. No ale są, znalazły się, znów się lubimy.

Dziś jednak nie o mgiełkach mowa, a o efekcie szkła uzyskanym za pomocą żywicy. Nie umiem policzyć, jak długo zabierałam się do tego tematu – 4? 5 lat? W tym czasie poczyniłam jakieś tam próby, coś tam nawet pokazałam, przetestowałam kilka rozwiązań, ale wszystko na pół gwizdka. W ostatnich tygodniach jednak temat ten jest ciągle na tapecie, a ja kombinuję na różne sposoby.

I właśnie efektem tych kombinacji chciałam się dziś podzielić – ramki/medaliony z Artistiko wykorzystałam tym razem w płaskiej formie. Brzegi pomalowałam farbami kredowymi z efektem spękań. W środku wykorzystałam papier ryżowy, a potem bawiłam się żywicą i różnymi delikatnymi dodatkami – kawałki złotej folii czy małe cekinki zatopione w grubej warstwie żywicy wyglądają przepięknie! A ja czuję, że to początek fajnej przygody.

Efekt szkła oczywiście nie jest łatwy do uchwycenia na zdjęciach, więc nagrałam dodatkowo filmik pokazowy. Mam nadzieję, że będzie pomocny w przedstawieniu tej niesamowitej techniki.

Czytaj dalej „„Believe in love” czyli historia z żywicą w tle”
„Believe in love” czyli historia z żywicą w tle

Urodzinowa kartka w pudełku

Wiosna i lato okazały się dla mnie w tym roku czasem, kiedy odrodziła się moja chęć do robienia kartek okolicznościowych – w końcu to od nich zaczęła się moja przygoda z papierowym rękodziełem. A było to khem khem 12 lat temu… Cóż – nic dziwnego, że przez tyle lat moje upodobania i zainteresowania co jakiś czas zmieniają kierunek. Nudzi mnie robienie w kółko tego samego, więc wciąż kombinuję, rozwijam się, zmieniam…

Tym razem mam do pokazania urodzinową kartkę w pudełku. Cudne papiery Mintay Papers, moje ulubione hdf-ki od Artistiko (kolejny przykład na to, że hdf nadaje się nie tylko do typowo mixed-mediowych prac!), odrobina dodatków. Tak niewiele trzeba, a pamiątka dla obdarowanej osoby jest wyjątkowa.

Czytaj dalej „Urodzinowa kartka w pudełku”
Urodzinowa kartka w pudełku

„Never give up” tag + video

Znalazłam taga! Żeby nie było – zrobiłam go wcześniej samodzielnie i własnoręcznie i nawet ten proces sfilmowałam… A było to jakoś pod koniec kwietnia chyba. A potem w trakcie obróbki filmu gdzieś utknęłam, inne sprawy były ważniejsze, powstawały nowe prace i tak leżał sobie na dysku ten tag zapomniany.
I wrócił do mnie w idealnym momencie – kiedy już już troszkę mi się zbierało na jakieś płaczki, głównie ze zmęczenia i opadającego w końcu stresu. Skupienie się na obróbce tego filmu było najlepszym, co mogłam dla siebie zrobić! No może poza wieczorem w pracowni, ale ta jest w Gdańsku, a ja w Warszawie.
Ale już już lada dzień wracam i będę z nową werwą działać i tworzyć. A póki co – zapomniany tag:

Czytaj dalej „„Never give up” tag + video”
„Never give up” tag + video

Po prostu…

Czy ta praca wymaga jakiegoś opisu?
Może tylko takiego, że nadal trwam w zachwycie nad nową roślinną kolekcją hdf-ków od Artistiko, nadal w kwestii papierów najbliżej mi do tych Mintayowych, a w sercu niezmiennie lato.
Jakoś tak u mnie łagodniej ostatnio, ciszej, cieplej. Zbieram siły i mam nadzieję, że już za chwilkę będzie czas na jakieś większe szaleństwa.

Czytaj dalej „Po prostu…”
Po prostu…

Mixed-mediowy domek + video

O moim umiłowaniu kształtek z hdf-u pisałam i mówiłam już wielokrotnie. Gotowe kształty – pięknie zaprojektowane, wytrzymałe, odporne na mazianie farbami, stemplowanie, moczenie i podgrzewanie – to coś, czego lata temu bardzo mi brakowało na rękodzielniczym rynku.
Niedawno stworzyłam sobie mały mixed-mediowy domek na bazach z Artistiko. Nie planowałam kolorystyki jakoś celowo, a i tak wyszło tak, że mogłabym go od razu powiesić na ścianie w sypialni i pasowałby idealnie.
Każdy ma swoje kolory, które najbardziej mu w duszy grają. Moich jest wiele, a ten zestaw niewątpliwie stanowi część z nich!

A przy okazji – jeśli chcielibyście zobaczyć nową wiosenno-letnią kolekcję Artistiko, to na końcu tego posta znajdziecie video, w którym troszkę się o niej rozgadałam i pokazuję dokładnie wszystkie elementy. Pokazuję tam także ten domek, więc jest szansa na bardziej przestrzenny widok niż na zdjęciu.

Czytaj dalej „Mixed-mediowy domek + video”
Mixed-mediowy domek + video

Ślubna kartka w pudełku

Dawno dawno temu zaczęła się moja przygoda z papierowym rękodziełem. Był to rok 2007 (!), a ja zapragnęłam samodzielnie wykonać świąteczne kartki. Na początku to właśnie kartki i notesiki stanowiły główne ujście mojej kreatywności, Przez te wszystkie lata staram się rozwijać, uczyć nowych rzeczy, testować, sprawdzać, a moja kreatywność często skręca w nowe kierunki, bo nie lubię nudy i robienia w kółko tego samego.
Mój stosunek do kartek wielokrotnie się zmieniał na przestrzeni tych lat i nie da się jednak ukryć, że teraz jest to forma, po którą sięgam stosunkowo rzadko. Zakochana w mixed-mediach wolę nieco inne klimaty, a zwykle też preferuję nieco większy format.
Faktem jednak jest, że to co mnie w kartkach blokowało zawsze najbardziej, to problem z przestrzennością. Wiadomo – można tworzyć piękne płaskie kartki, ale ja zwykle wolę warstwowo i przestrzennie, a wtedy z kolei pojawia się problem ze zmieszczeniem takiej kartki do koperty i zwykle nie wygląda to zbyt elegancko. Rozwiązaniem tego problemu niewątpliwie jest dopasowane do kartki pudełko i wiem, że wiele osób takie pudełka robiło samodzielnie. Cóż – ja po pierwsze jestem na to chyba jednak zbyt leniwa, a po drugie cechuje mnie pewien perfekcjonizm przy jednoczesnym braku umiejętności tworzenia rzeczy wymierzonych idealnie co do milimetra… Zatem próby wykonania takiego pudełka samodzielnie po prostu nigdy mnie nie satysfakcjonowały i efekt nie był dość dobry…

Jak to cudownie, że teraz można kupić takie pudełka do samodzielnego złożenia – dopasowane praktycznie do każdego formatu kartek. I jeszcze na przykład z okienkiem. Uwielbiam je! I odkąd zaczęłam ich używać, to znów robienie kartek okolicznościowych sprawia mi dużą przyjemność. Fajne takie oderwanie od mediów od czasu do czasu.

Tym razem – kartka ślubna w pudełku (listę wykorzystanych produktów znajdziecie na blogu sklepu ZieloneKoty.pl)

Czytaj dalej „Ślubna kartka w pudełku”
Ślubna kartka w pudełku