Zapraszam na warsztaty!

Oj… długa to historia, jak to się stało, że tyle lat scrapuję, a nie organizowałam do tej pory żadnych warsztatów. No może poza kilkoma bardzo wyjątkowymi okazjami. Bez wdawania się w szczegóły i moje przemyślenia na ten temat – dojrzewałam. I dojrzałam… i w związku z powyższym postanowiłam jednak ogarnąć rzeczywistość, czas i przestrzeń i znaleźć chwilę na takie zajęcia, bo myślę, że warto. Mam sporo wiedzy do przekazania i fajnie byłoby się nią podzielić.

Tym samym – premierowo i promocyjnie zapraszam w listopadzie na warsztat „Mixed-media Glamour” na warszawskim Art in Town (stosowne wydarzenie na fejsbuczku znajdziesz tutaj). Będzie bardzo kameralnie (tylko 8 miejsc!), babsko (ale jeśli jesteś facetem, który lubi błyskotki w scrapach, to również gorąco zapraszam!), osobiście, ciepło i z przesłaniem… Bo przesłanie nadal jest dla mnie zawsze najważniejsze.

Pracować będziemy na materiałach moich ulubionych polskich firm:

Szalenie się na te warsztaty cieszę!

A jeśli nie możesz być na Art in Town – ale myślisz, że można by taki warsztat zorganizować u Ciebie w mieście – zapraszam do kontaktu.

Obrazek

ZEN

Kiedy próbuję się skupić; kiedy słucham; kiedy zmuszona jestem siedzieć cicho przez dłuższy czas, a nie mam pod ręką komputera ani telefonu. Kiedy tylko nadarza się okazja. Kiedy mam wolny wieczór i chcę się odciąć, wyciszyć, totalnie pogrążyć w chilloucie.

Wtedy sięgam po doodlowanie.

Poranne narady 😉 #intheoffice #work #creative #kreatywnie #doodles

Film zamieszczony przez użytkownika Anna Iwanowska (@anai_pl)

Czasem są to szlaczki, czasem kwiatki, czasem jakieś bazgrołkowe tła. Od dawien dawna mam jednak słabość do mandali. Temat wraca do mnie co jakiś czas, pochłania, potem odpuszcza. Coś tam sobie rysuję, planuję, chcę więcej… A potem zapominam, albo skupiam się na czymś innym (to jeden z moich większych problemów – pracowy i życiowy multitasking potrafi mnie czasami przygnieść i sprawić, że zapominam, co właściwie chcę robić). Ale z czasem i tak mandalowy zew (ZEN?) to do mnie powraca. Czytaj dalej „ZEN”

Obrazek

Życiowe słodkości

Trochę na przekór sobie postanowiłam, że wrzesień będzie miesiącem bez słodyczy. Zainspirował mnie wrzesień zeszłoroczny, podczas którego ochoczo dołączyłam do identycznego postanowienia mojej (przesłodkiej nawiasem mówiąc) Anity. W praktyce zasady wyglądały tak, że „nie wolno” mi było jeść słodyczy w pojedynkę, ale z kimś na mieście już na przykład tak. Chociażby z grzeczności przecież… Nie wypada nie jeść słodyczy, gdy inni jedzą, prawda? Były też pewne teorie na temat tego, że połowa września, to już taki mały październik, więc można…

Ale do rzeczy...

Generalnie do słodyczy stosunek mam dość luźny. Przez większość swojego dotychczasowego życia uwielbiałam dobre słodycze (co nie znaczy, że wszystkie) i nigdy nie istniało dla mnie pojęcie „za słodki”. To się akurat nieco zmieniło. Jem słodycze oczywiście dużo rzadziej niż kiedyś, ale nadal – jeśli mam na nie ochotę, to staram się z tym jakoś drastycznie nie walczyć. Ale też z drugiej strony staram się nie iść na łatwiznę – mówię sobie na przykład „Spoko. Możesz zjeść tort czekoladowy, jeśli to sprawi Ci przyjemność i naprawdę czujesz, że jest Ci to potrzebne. Ale w takim razie niech to będzie do cholery najlepszy tort czekoladowy, jak uda Ci się znaleźć”. W mniej więcej 3 przypadkach na 5 – okazuje się, że jednak nie chce mi się szukać.
Nieco gorzej wygląda sprawa z lodami. Uwielbiam lody, a w mojej okolicy otworzyły się tego lata co najmniej dwie cudne lodziarnie. Ale – tego września lodów także staram się unikać i na szczęście póki co sztuka ta mi się udaje.

Czytaj dalej „Życiowe słodkości”

Obrazek

Kobieta pracująca

Któż nie pamięta genialnej Ireny Kwiatkowskiej w „Czterdziestolatku”? Podobno kobieta pracująca żadnej pracy się nie boi. Ja czasem się boję… przyznaję. W pracy zawodowej zdarza mi się to już na szczęście rzadko, ale owszem – czasem zadrżę niepewnie na myśl o zmianach. Boję się też trochę, gdy spadają na mnie obowiązki, których zwyczajnie nie lubię. Znasz to? Wierzę w kompetencje zawodowe. Mam naprawdę sporo cennych cech, które w pracy mogą się bardzo przydać… ale są też niestety zadania, do których kompletnie się nie nadaję, które mnie męczą, nużą i sprawiają, że mam ochotę natychmiast się teleportować gdzieś tam hen daleko… Wtedy faktycznie pojawia mi się czasem mini-strach.

W życiu prywatnym?

Mało jest prac domowych, których się boję. Niespecjalnie lubię zmywać naczynia, a moja mama nadal uważa, że jestem największą bałaganiarą na świecie… ale prawda jest taka, że w ostatnich latach poczyniłam w tym zakresie ogromne postępy. Zmywarka wciąż jest w planach na przyszłość, ale nie ustaję w wierze, że się spełni.
No – może jeszcze tylko z prądem nie chcę mieć nigdy do czynienia. A! I sprzątanie w ciemnej piwnicy pełnej pająków… tak – to mógłby być chyba mój limit wytrzymałości. Szczerze mówiąc – nigdy jeszcze nie byłam zmuszona tego sprawdzać. Na szczęście!

29458971805_3026c5407d_b Czytaj dalej „Kobieta pracująca”

Obrazek

Nocne rozmowy i podążanie za marzeniami

Wracałam dziś w nocy do domu Uberem. Myślę, że można śmiało powiedzieć, że jestem uberową fanką, mimo pewnych problemów i niedociągnięć. Nie znalazłam jeszcze nic lepszego i póki co na pewno z uberem pozostanę. Z rzeczy, które mi się szalenie podobają – na przykład system oceniania kierowców. To miłe, że mogę mieć jakąś własną opinię na temat każdego przejazdu, a przy okazji na pewno jest to samo w sobie świetną motywacją dla kierowców, żeby być dla klienta miłym. A zazwyczaj bardzo mili faktycznie są. Żeby była jasność – o ile mi wiadomo jest też system oceniania klientów i ta opcja również podoba mi się bardzo.

Z oceną kierowcy z dzisiejszego kursu tym razem mam pewien problem, bo faktem jest, żeśmy się cholernie mocno nie zgrali… Ja byłam wyjątkowo ewidentnie śpiąca i milcząca, Pan O. natomiast zupełnie wręcz przeciwnie. Rozmowa nam się nie kleiła kompletnie, czułam się momentami jakbym była w ukrytej kamerze, a jednocześnie chyba zwyczajnie zabrakło mi jaj, żeby powiedzieć „Panie O., proszę nie odbierać tego osobiście, ale nie mam dziś ochoty na rozmowy. Chciałabym tylko tak pomilczeć sobie z uśmiechem na ustach”. Jechaliśmy więc przez miasto nocą, a ja zmuszałam się do zdawkowych monosylabicznych odpowiedzi, myślami błądząc zupełnie gdzie indziej… A trzeba przyznać, że listę pytań Pan O. miał imponującą i absolutnie się nie zniechęcał moim brakiem zaangażowania w rozmowę.

I jak Pani Anno, weekend udany?

„I jak Pani Anno, weekend udany?”
„A co Pani porabiała?”
„Pani Anno, a rano idzie Pani do pracy?”
„Na którą?”
„Do piętnastej?”
„A długo już Pani pracuje w tej firmie?”
„A na urlopie gdzie Pani była?”
„Pani Anno, a ma Pani jakieś dzieci?”
„A kwiaty jakie są Pani ulubione?”
„A ma Pani jakieś zwierzątka?”
„Jakie?”
„A jak się wabią?”
„Pani Anno, a poza pracą ma Pani jakieś hobby?”

Czytaj dalej „Nocne rozmowy i podążanie za marzeniami”

Obrazek
Strona 1 z 212